Zimą samochód nie zamienia się w sanie, a kierowca nie dostaje nadprzyrodzonych mocy. To banalne stwierdzenie, ale co roku tysiące osób zachowuje się na drogach tak, jakby było inaczej. Jakby wystarczyło dobre chęci i świąteczna playlista, by bezpiecznie dotrzeć do celu.
Rzeczywistość jest mniej bajkowa. Zamieć śnieżna, nieprzejezdna droga, tir złożony na oblodzonym podjeździe i korek, który nie ruszy się przez kilka godzin - to zimowa norma, nie „czarny scenariusz”. Znacznie bardziej prawdopodobna niż obraz znany z piosenki Chrisa Rea „Driving Home for Christmas”.
Koc, śpiwór, pełny bak paliwa oraz termos z gorącą herbatą to nie wyposażenie survivalisty ani paranoika. To absolutne minimum rozsądku. Szczególnie gdy w samochodzie są dzieci. Bo kiedy utkniemy na kilka godzin, lepiej siedzieć w ciepłym aucie i czekać na pomoc, niż biegać po drodze i prosić o nią innych, którzy sami mają problem.
Zimą jest zimno. Zawsze było. To, że przez kilka lat pogoda nas rozpieszczała, nie zmienia praw fizyki ani natury. Przyzwyczailiśmy się do komfortu i zaczęliśmy mylić go z bezpieczeństwem. A drogi nie wybaczają tej pomyłki. „Umiesz liczyć - licz na siebie” nie jest sloganem z minionej epoki. To jedyna sensowna filozofia zimowego podróżowania. Saperka, łańcuchy śniegowe i odrobina pokory decydują o tym, czy dojedziemy, czy będziemy kolejną przeszkodą na trasie.
Zanim ruszymy na ferie - w góry, na Mazury czy gdziekolwiek indziej - warto pomyśleć nie o tym, jak dojechać, ale co zrobić, gdy się nie da. Bo brak zasięgu, ciemność i mróz nie pytają o plan dnia. Skrobaczka, szczotka czy odmrażacz do szyb brzmią jak banał, ale praktyka pokazuje, że nawet te podstawy bywają dla niektórych zaskoczeniem.
Gęsty śnieg to nie tylko słaba widoczność. To także złudzenia. Światła przed nami mogą należeć do samochodu stojącego, a nie jadącego. Prędkość musi być dostosowana do możliwości zatrzymania się tu i teraz - nie do ograniczeń na znaku i nie do ambicji kierowcy. Ci, którzy o tym zapominają, przy braku szczęścia biorą udział w drogowej wersji curlingu. Tyle że stawką nie są punkty, lecz zdrowie i życie. Jeśli kończy się tylko na blachach - to jeszcze szczęście.
Nie liczmy na szczęście. Ono ma bardzo krótką cierpliwość. Włączmy myślenie, przewidujmy i dopuszczajmy do siebie także te najgorsze scenariusze. To nie straszenie. To dojrzałość. Na koniec rzecz, o której wciąż mówi się za mało. Jazda w gęstym śniegu może doprowadzić do przegrzania silnika. Śnieg skutecznie zakleja atrapę auta, ograniczając przepływ powietrza przez chłodnicę. Efekt? Można „ugotować silnik” w środku zimy, szczególnie forsując długie podjazdy. Dlatego postoje na stacjach paliw nie są stratą czasu, tylko inwestycją w to, by dojechać. Warto oczyścić nie tylko przód auta, ale też tył - bo światła zaklejone śniegiem są niewidoczne, a niewidoczny samochód to problem dla wszystkich.
Jeśli mimo tego wszystkiego nadal chcesz jechać - jedź. Ale jedź przygotowany.
Bon voyage. Do zobaczenia na trasie.
Tomasz Pacek, instruktor/trener techniki jazdy, członek Zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Instruktorów Techniki Jazdy z siedzibą w Warszawie (fot. ze zbiorów Autora)