„Największą ułomnością naszych czasów jest… człowiek…”
Ale chyba już to pisałem… RU
Pamiętam wielkie, rozwojowe plany Ministerstwa ds. Transportu (jakkolwiek by ono się nazywało w tamtych czasach), gdzie w warunkach początkowych kandydat na kierowcę był nikim a teraz (później) został Kimś. To dobra zmiana. Końcówka lat 90 ubiegłego wieku, początek nowego tysiąclecia wyznaczył nam nową jakość w życiu… w tym komunikacyjnym również.
A jak komunikacja, to i możliwość przemieszczania się, to kierowanie pojazdem. Bo czas, w którym żyjemy jest czasem szybkim, dynamicznie zmieniającym się. Zaczynamy (my jako osoby dorosłe, często rodzice) nie nadążać za zmianami, które nas i nasze dzieci otaczają. Tego wszystkiego można się nauczyć (z większym lub mniejszym trudem). I to jest w porządku.
A jak komunikacja, to i też zdolność porozumiewania się. Tylko, czy i w tym przypadku jest lepiej? Czy potrafimy rozmawiać, a tym samym się bardziej rozumieć?
My, egzaminatorzy jesteśmy małymi trybikami w maszynie, która zwie się bezpieczeństwo w ruchu drogowym i nie moglibyśmy nie mówić nic (przytulając co miesiąc swoje, ciężko zarobione pieniądze) ale i my często mamy dość.
Czego mamy dość?
Od czasu do czasu w przestrzeni publicznej pojawia się ktoś, kto „rzuci granat” w i tak rozedrganą rzeczywistość. I nagle jawią się osobniki, które tylko czyhają na „lotny temat”. Takim tematem zawsze było egzaminowanie i egzaminator. Dziwnym trafem osobą często wkładającą kij w mrowisko jest Tomek Matuszewski (którego znam, lubię i szanuję). Zastanawiam się, po co? Sondaż? Próba zmiany? Chęć zaistnienia w przestrzeni?
Ten, który bacznie obserwuje egzaminatorską rzeczywistość (i jest w zawodzie) wie, że egzaminatora łatwo jest „obrzucić błotem” i próbować dokonać zmiany. To przecież on (nikt inny) jest „Panem losu” egzaminowanego. Przecież to od jego „widzimisię” zależy los egzaminowanego. Tymczasem nie jest to takie proste. Wielokrotnie wystarczy 5 minut, żeby „odczuć”, że egzaminowany ma nikłą wiedzę o teorii ruchu drogowego, której nie może zastosować w praktyce. Po prostu nie umie… Kwestią czasu jest jedynie (zgodnie z sumieniem egzaminatora) wykazanie mu tego, że tak jest w istocie.
Najczęściej głos sprzeciwu wykazują instruktorzy, którzy mają nikłe pojęcie o egzaminowaniu. Każdego instruktora zapraszam na kurs umożliwiający uzyskanie uprawnienia egzaminatora. Są takie organizowane w WORDach w całym kraju. Zdecydowanie (samo uczestnictwo) zmienia optykę w postrzeganiu zawodu egzaminatora, i również ograniczeń w podejmowaniu decyzji z tym związanych, na korzyść egzaminatora. Cieszy mnie i jednocześnie smuci fakt, że instruktorzy chcą zaznaczyć „swój głos w sprawie”… w sprawie egzaminowania oczywiście. Sam posiadam uprawnienia instruktorskie od ponad 30 lat i nie ośmieliłbym się od instruowania instruktorów, jak mają uczyć. Znam natomiast wszystkie kryteria pozwalające zaliczyć mi (lub nie zaliczyć) egzaminu państwowego na prawo jazdy wszystkich kategorii prawa jazdy) jako pozytywny. A może jak w piosence W. Młynarskiego nadchodzi czas by każdy z nas „robił swoje”.
Dajcie nam spokojnie pracować, czyli chory wniosek do Ministerstwa Infrastruktury
Drogi Ministrze… uprzejmie proszę o nie poddawanie się chorym ideom zwiększenia zdawalności kosztem bezpieczeństwa na drodze. Ale jeżeli mamy podwyższyć tą zdawalność ustalmy, że każdego dnia zdawalność ma wynosić na przykład ok. 70% (tak, jak w Niemczech). Jeżeli zda mniej to np. dopiszmy wg losowania, komu Urząd Marszałkowski drogą decyzji zmieni wynik negatywny na pozytywny (proponuję dobrać z tych, którzy wyjadą chociaż do miasta). Albo inaczej… Niech w poniedziałek, środę i piątek oceny pozytywne stanowią 100%... Lub jeszcze inaczej w dni nieparzyste każdego miesiąca zda 90% a w nieparzyste 60%. Czy wtedy będą wszyscy zadowoleni? Ja na pewno nie.
Fundamentalnym pytaniem jest to, czy 33% zdawalności w skali kraju jest zdawalnością zadawalającą? W moim mniemaniu TAK. Zadaję tylko pytanie, kto o tym mówi. Czy mówi o tym Policjant Wydziału Ruchu Drogowego, czy też grabarz, który chowa również ofiary wypadków drogowych?
Ze swojej strony tylko proszę… Nie wywracajcie stolika, przy którym siedzimy… Nie róbmy rewolucji… Idźmy w kierunku ewolucyjnej zmiany (bo tak musi być).
Podsumowanie
Nie jestem za tym żeby nie zmieniać zasad w miarę upływu czasu, ale, ten przykład z egzaminatorem o zdawalności 3% jest swoistą manipulacją. To chory człowiek a takiego trzeba izolować ze społeczeństwa. Budzi się przy tym refleksja czy lepszy jednak jest taki ze zdawalnością 3%, czy też trzeba izolować takich, którzy (dla przeciwwagi) mają zdawalność na poziomie 97%? Pytanie oczywiście pozostawiam bez odpowiedzi…
Roman Uździcki,
egzaminator nadzorujący WORD Zielona Góra, egzaminator z ponad 30-letnim stażem, pedagog, nauczyciel akademicki