Ekspert wyjaśnia

Tomasz Pacek. Czy jedzie z nami królik?

1 kwietnia 2026

Tomasz Pacek. Czy jedzie z nami królik?
Tomasz Pacek, trener bezpiecznej jazdy (fot. ze zbiorów Autora)

Wieść gminna niesie, że Ministerstwo Infrastruktury przeżywa kolejny wyjątkowo płodny okres. Pomysły pojawiają się jeden po drugim - szkoda tylko, że z ich jakością bywa różnie. Po odrzuceniu ustawy o dodatkowym szkoleniu młodych kierowców i obniżeniu wieku do 17 lat przyszła pora na kolejny „przełom”: podniesienie prędkości na trzypasmowych odcinkach autostrad.

Brzmi nowocześnie. Brzmi dynamicznie. Brzmi… chwytliwie.

Pozwólcie więc, że spojrzę na sprawę z odpowiednio „życzliwej” perspektywy i wcielę się w rolę adwokata diabła. Bo przecież takie pomysły zawsze mają swoje zalety. Trzeba je tylko o znaleźć.

Po pierwsze: oszczędność czasu. Mamy około 280 km trzypasmowych autostrad na 1850 km wszystkich. W przyszłości może będzie ich więcej - kto wie, może nawet 30%. Jeśli więc ktoś ma szczęście mieszkać tuż przy takiej drodze, jeździ wyłącznie nią i trafia na idealnie puste odcinki, może zyskać nawet kilka godzin rocznie. Kilka godzin! To może być już randka, kolacja. może nawet z deserem.

Dla kierowców zawodowych skala robi się jeszcze bardziej imponująca - ponad dzień „zaoszczędzonego” życia. Oczywiście pod warunkiem, że rzeczywistość uprzejmie dostosuje się do założeń z prezentacji.

Po drugie: bezpieczeństwo… w nowym wydaniu. Większa różnica prędkości między samochodami osobowymi a ciężarówkami to przecież doskonałe ćwiczenie refleksu. Kierowca nie tylko jedzie - on analizuje, przewiduje, kalkuluje. To już nie transport, to trening poznawczy. A gdy coś pójdzie nie tak, fizyka zadba o resztę. Energia rośnie z kwadratem prędkości, więc i skutki będą odpowiednio „efektowne”. Służby ratunkowe na pewno docenią możliwość pracy w bardziej wymagających warunkach.

Po trzecie: gospodarka. Wreszcie coś dla przedsiębiorców. Nowe znaki, zmiany organizacji ruchu, aktualizacje systemów - rynek nie znosi próżni. Jeśli nie możemy zbudować więcej autostrad, zawsze możemy przynajmniej częściej zmieniać to, co już stoi. Ktoś na tym zarobi, (wcale nie twierdzę że znajomy królika) a to przecież też jest jakiś plan rozwoju.

Po czwarte: prawo. Skoro już podnosimy limity, to czemu nie pójść dalej? 300 km/h jako próg „poważnego wykroczenia” brzmi dumnie i nowocześnie. Daje też pole do popisu całej branży - od tunerów po kancelarie prawne. A że przy okazji trudniej będzie ocenić bezpieczny odstęp? Cóż, szczegóły nigdy nie powinny psuć dobrej narracji.

I wreszcie największa zaleta: spójność myślenia. Skoro można szybciej, to znaczy, że trzeba szybciej. Skoro jest przepis, to znaczy, że rzeczywistość się do niego dostosuje. A jeśli się nie dostosuje - tym gorzej dla rzeczywistości.

Problem w tym, że drogi to nie slajdy w prezentacji, a kierowcy to nie wykresy. Różnice prędkości, natężenie ruchu, ograniczenia percepcji - to wszystko nie znika tylko dlatego, że ktoś postanowi przesunąć liczbę na znaku o 10 km/h.

Można oczywiście udawać, że chodzi o komfort, rozwój i nowoczesność. Tyle że coraz częściej wygląda to raczej jak płodność decyzji dla której najlepsza była by pigułka dzień po. Szybciej, więcej, efektowniej - byle do przodu.

Tylko dokąd właściwie jedziemy?

Tomasz Pacek, trener bezpiecznej jazdy