Do redakcji “Gazety pl Katowice” zgłosiła się Urszula, instruktorka jazdy z Bytomia (nazwisko znane redakcji) poszukująca zatrudnienia w osk. I oto co opowiedziała dziennikarzom (poniżej fragmenty rozmowy). Wszyscy szefowie szkół jazdy na Górnym Śląsku, do których się zgłosiłam, stawiali sprawę jasno. O etacie nie ma mowy, bo to im się nie opłaca, ale możemy pójść na pewien układ. Kurs prawa jazdy kosztuje średnio 1 tys. zł. Ja zwerbuję kursantów i od każdego będę odpalać kierownikowi 200 zł. Resztę pieniędzy mam dla siebie i szkoły jazdy nie interesuje, jak kurs będzie wyglądał, ile będzie jazd i zajęć teoretycznych. Możemy przerobić cały program i wszystkie jazdy, ale równie dobrze możemy ze dwa razy przejechać się po mieście i koniec. Kursant i tak dostanie zaświadczenie podpisane przeze mnie i przez szefa takiej szkoły jazdy, że zaliczył kurs. Będzie mógł przystąpić do egzaminu.
Pytanie:Jak to możliwe?
Odpowiedź:Najpierw jest część teoretyczna, którą trzeba zaliczyć, żeby wsiąść do samochodu, ale nie musi pan chodzić na wykłady do szkoły jazdy, bo możemy się umówić, że to ja jako instruktor przerobię z panem cały materiał. Spotkamy się dwa, albo trzy razy w domu i sprawa załatwiona. Musi pan tylko zaliczyć spotkanie z ratownikiem medycznym, bo tego sama nie przeskoczę. Potem podpisuję, że zaliczył pan teorię, i zaczynamy jazdy po mieście. Może pan nie znać ani jednego znaku i nie wiedzieć nawet, gdzie jest silnik w samochodzie, ale usiąść za kierownicą.
Pytanie: Ale chyba wszystkim zależy, żeby wykorzystać jazdy co do minuty.
Odpowiedź:Niekoniecznie. Sporo osób potrafi już jeździć, więc po dwóch albo trzech spotkaniach nie chce im się już zarywać weekendów czy uciekać z pracy, żeby pojeździć. Wtedy możemy się umówić, że kursant daje sobie spokój i nie przychodzi, a ja rozpisuję poszczególne godziny, które niby spędziliśmy w samochodzie. Formalnie jazdy się odbywają, mimo że nie widzę już człowieka na oczy. Tacy, którzy potrafią jeździć albo wydaje im się, że to potrafią, nie zdarzają się wcale rzadko.
Pytanie: To chyba margines? Moi znajomi, którzy byli niedawno na kursie, pilnowali każdej sekundy, żeby jak najwięcej się nauczyć.
Odpowiedź: Zgoda, ale i tak zawsze będzie grupa, która nigdy nie będzie dobrze jeździć samochodem. Jedni nie mają do tego po prostu predyspozycji, a drudzy są źle szkoleni przez instruktorów. Bo tak naprawdę nie mamy żadnego interesu, żeby kogoś dobrze nauczyć prowadzić samochód.
Pytanie: Na szczęście są jeszcze Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego i niezależni egzaminatorzy. Przynajmniej oni są w stanie zweryfikować jakość szkolenia kierowców.
Odpowiedź: Ale przecież WORD-om zależy, żeby ta jakość była jak najgorsza! Im więcej osób obleje, tym więcej zarobią, bo za każdy kolejny egzamin trzeba zapłacić. Niestety, rzeczywistość jest taka, że nikt nie weryfikuje systemu szkolenia ani nie sprawdza, w jaki sposób ono się odbywa. Mówię o tym z dużym rozgoryczeniem. Zawsze starałam się wykonywać swój zawód sumiennie i zależało mi, żeby ludzi naprawdę czegoś nauczyć. Jeżeli nie znajdę pracy, to chyba sprzedam samochód i wycofam się z zawodu.
Odpowiedzi udzielił: Urszula, instruktorka z Bytomia