(Fot.: PD@N 385-5)
Pytanie:Czego pan nie lubi u kierowców osobówek?
Odpowiedź: Nie cierpię, jak na nasz widok mówią: o jadą dawcy! Ta potoczna nazwa jest bardzo nieprzyjemna i krzywdząca, nie jestem rzeczą. Nie jeżdżę tak, żeby stracić życie. Owszem, jeżdżę szybko, ale dobrze technicznie, dzięki temu bezpiecznie. Wiem, kiedy mogę odkręcić gaz i pozwolić sobie na więcej. Wiem, na jak niewiele może sobie pozwolić niedoświadczony motocyklista. Bo trzeba przyznać, że są także tacy, którzy krócej jeżdżą i krócej żyją. Zanim zaczniesz szybko jeździć, musisz jeździć świetnie technicznie. Brawura to nie technika.
Pytanie: Za co pan jeszcze nie lubi kierowców osobówek?
Odpowiedź:Sam także jestem kierowcą auta, więc nie jest tak, że kogoś nie lubię. Ale denerwuje mnie, kiedy np. trąbią. Wydaje im się, że jak jadą uzbrojeni w "blachę", mogą więcej. Mogą trąbić na motocyklistę, który pogubił się w innym mieście albo że zwolnił przed dziurą. Najgorsi są ci, w których głowach pokutuje myślenie jeszcze rodem z PRL-u - motocykliści mają jeździć poboczem. Niech wsiądą na rower i przejadą się po dziurawej piaszczystej czy posypanej grysem drodze. Zrozumieją, że dla nas taka jazda jest niebezpieczna, czasem to walka o życie.
W Paryżu motocykliści żyją w niesamowitej symbiozie z kierowcami osobówek. Opierają się o maski aut stojąc na światłach, wpychają się pomiędzy dwa auta, ba, wsadzą nawet łokieć prze szybę... Nikt na nich nie krzyczy, nie burczy...
Tak powinno być też w Polsce. Niestety na światłach, gdy próbujemy podjechać na sam początek - w końcu ruszamy szybciej niż najszybsze porsche - zazdrośni kierowcy osobówek potrafią otworzyć drzwi, byle byśmy tylko nie przejechali pod linię pasów. To smutne. Bo miejsca na jezdni starczy i dla nas, i dla busa. Wystarczy odrobina dobrej woli.
Odpowiedzi udzielił: Paweł Sudnik - "Quake" - motocyklista z 20-letnim stażem, założyciel klubu motocyklowego
West Burning Bikers, mieszka w Nowej Soli