Pytanie: Co jest największym grzechem naszych kierowców?
Odpowiedź: Zadufanie i agresja. Zadufanie to przekonanie o własnej nieomylności. A agresja to odruchowa reakcja na trudną sytuację. To wymuszanie pierwszeństwa, to wyprzedzanie na trzeciego, ale też blokowanie lewego pasa przez kierowcę, który postanowił nie przekraczać dopuszczalnej prędkości. To postawa typu "ja ci pokażę" wzmocniona przekonaniem, że za mną stoi prawo. Jak widać, agresja niejedno ma imię. Napędza klasycznych piratów drogowych, ale jest też paliwem wychowawców - bardzo polskiej kategorii kierowców. Oto całkiem świeże przypadki agresji, które po części tłumaczą jej genezę. Pierwszy: kierowca dostawczaka wyprzedza mnie i zaraz hamuje, na co ja pukam się w czoło. Widząc to, staje i kopie moje drzwi. Potem rusza i wlecze się wężykiem, bym nie mógł go wyprzedzić. A jednak udaje mi się. I jedzie za mną zderzak w zderzak, jak mniemam po to, by mnie nastraszyć. Zajeżdżamy pod komendę. Tam staję. Zaczynamy rozmowę. Po chwili odkrywam, że to w sumie sympatyczny gość. Na pytanie "dlaczego?" mówi, że mój gest przelał czarę goryczy. Już miał jechać do domu, gdy dostał polecenie, by obsłużyć kilka punktów na peryferiach Warszawy. W dodatku kolega doniósł mu, że jego żona migdali się z innym. A tu jeszcze jakiś idiota śmie go krytykować. I tego było za wiele. Kolejna historia - trasa katowicka, renault mégane mruga drogowymi na ciężarówkę, wyprzedza ją i hamuje. Dojeżdżają do świateł i zatrzymują się: ciężarówka, méganka, ciężarówka. I kierowca wywrotki, chwilę wcześniej zmuszony do ostrego hamowania, wrzuca bieg i powoli zaczyna wpychać renault wprost pod naczepę stojącego z przodu tira. Rozmawiałem potem ze sprawcą: nie wiedział, dlaczego to zrobił. Ale powiedział, że to była czwarta czy piąta sytuacja, gdy potraktowano go jak zawalidrogę. Wniosek? Nasze zachowania na drodze ma często korzenie poza nią. Za kierownicę wnosimy swą historię - z ostatnich godzin, a czasem dni.
Pytanie: Wciąż myślimy w kategoriach przegram - wygram: przepuszczę - przegram, wcisnę się - wygram. Jak w teorii gier. Czy dlatego nie wychodzi nam "zamek błyskawiczny", czyli naprzemienne wpuszczanie się aut na drodze, gdy z dwóch pasów robi się jeden?
Odpowiedź: Za mało osób stosuje tę zasadę. Większość boi się, że zostanie wykorzystana, a więc upokorzona. Na Zachodzie ten lęk jest mniejszy, bo i mniej jest cwaniaków, którzy wpychają się z premedytacją.
Pytanie: Co robić, gdy czujemy, że krew nas zalewa? Jak za kierownicą radzić sobie z własną agresją?
Odpowiedź: Najlepiej zdystansować się. Spojrzeć z lotu ptaka. Z tej perspektywy łatwo dostrzec śmieszność, schematyczność i patologię całej sytuacji. To naprawdę działa. Nie tylko na drodze. Jeden z moich kolegów radził Małyszowi, by wyobrażał sobie, że obserwuje swoje skoki z lecącego obok helikoptera. Pomogło.
Odpowiedzi udzielił: Andrzej Markowski, psycholog ruchu drogowego