Ekspert wyjaśnia

O szkoleniu, instruktorach, ustawie… dziadostwie i pasji

28 lutego 2010

Pytanie: Oprócz tego, że kilka ładnych lat uczysz jeździć, to od niedawna uczysz tych, którzy maja uczyć. Jest duża różnica?

Odpowiedź:Ogromna. Prowadząc szkolenie kandydatów na kierowców z góry zakładam, że mam kontakt z osobami, które po pierwsze muszę nauczyć zasad ruchu drogowego, po drugie prawidłowej techniki kierowania i obsługi pojazdu oraz co najważniejsze bezpiecznego poruszania się na ulicy. Mam dużo satysfakcji, kiedy mój kursant zdaje bez problemów egzamin, a później dobrze radzi sobie za kierownicą. Skaczę z radości, gdy dodatkowo jeździ lepiej (nowocześniej) niż wielu kierowców z 20 - 30 letnim stażem. Co ciekawe, rozpoczynając szkolenie kandydatów na instruktorów myślałem, że będę uczył ludzi, którzy są bardzo zainteresowani motoryzacją, nauczaniem innych, mają dużą chęć poszerzania swojej wiedzy i zainteresowań związanych z prowadzeniem pojazdu oraz przepisami. Szybko się rozczarowałem. Okazuje się, że większość to osoby, które tylko poszukują podobno bardzo dobrze płatnej pracy. Z doświadczenia wiem, że z grupy ok. 20 osób, co najwyżej 4 to przyszli, prawdziwi, instruktorzy. Całej reszcie przekazujemy oczywiście całą naszą wiedzę z różnych dziedzin (prawo o ruchu drogowym, metodyka nauczania, psychologia transportu, technika kierowania, obsługa pojazdu), ale z reguły nie wszyscy się do tej nauki przykładają. Może liczą, że na egzaminie państwowym jakoś się uda. A to przecież trudny egzamin.

Pytanie: Są chyba jednak i tacy, którym zależy i którym się chce?

Odpowiedź:Tak, ale to jeszcze inna grupa. To instruktorzy, który chcą zdobyć uprawnienia instruktora techniki jazdy. Bardzo zaawansowane szkolenia prowadzę na obiekcie Ośrodka Doskonalenia Techniki Jazdy “Rajder” w Toruniu. Przyjeżdżają na nie czynni instruktorzy kat. B, C, CE, D i okazuje się, że ich wiedza na temat techniki kierowania i prowadzenia pojazdu w trudnych warunkach też nie jest najbogatsza. Staramy się przygotować ich do zaliczenia egzaminu państwowego oraz przyszłej pracy w zawodzie instruktora techniki jazdy. Uczestnicy tych szkoleń są na szczęście bardzo zaangażowani i chętni na nową wiedzę. Specjalnie na tę okazję opracowałem nawet skrypt dla instruktorów techniki jazdy kat. B, C, CE oraz D.

Pytanie: Z racji wykonywanego zajęcia śledzisz działania rządu i pomysły zmian w ustawie o kierujących pojazdami. Czy to obok ustawy o ruchu drogowym najważniejszy akt prawny regulujący zasady zdobywania prawa jazdy i kategorii?

Odpowiedź: Oczywiście, ustawa o kierujących pojazdami ma zastąpić dotychczasowe rozporządzenia regulujące szczegółowo nauczanie, egzaminowanie i zdobywanie uprawnień związanych z prowadzeniem pojazdu, szkoleniem i egzaminowaniem. I dobrze, tylko zupełnie niepotrzebnie nowe pomysły bazują na starych rozwiązaniach. Powinniśmy całkowicie zmienić podejście przede wszystkim do szkolenia kandydatów na kierowców oraz instruktorów nauki jazdy.

Pytanie: A konkretnie?

Odpowiedź: Podam kilka przykładów. Pierwszy: każda osoba, która zda egzamin na prawo jazdy powinna - moim zdaniem - obowiązkowo odbyć szkolenie z zakresu prowadzenia pojazdu w trudnych warunkach; wystarczy chociaż, że na wzór szwedzki będzie obserwatorem zachowań samochodu na śliskiej nawierzchni, zobaczy jak zmienia się droga hamowania razem ze wzrostem prędkości itp. Takie szkolenie powinno być wymagane jeszcze przed odebraniem prawa jazdy. Oczywiście najlepiej gdyby szkoły nauki jazdy w czasie kursu prowadziły takie zajęcia, ale boję się, że to niewykonalne ze względu na mentalność Polaków i “dziadostwo” w niektórych osk.

Drugi: instruktorzy nauki jazdy powinni zdawać egzamin na instruktora nie tylko z części teoretycznej + jazdy na placu manewrowym. Obowiązkowo powinni zdawać egzamin z jazdy w ruchu miejskim i to egzamin, który powinien trwać - moim zdaniem - co najmniej godzinę lub dłużej. Sam zatrudniam instruktorów i okazuje się, że biorąc ich na jazdę weryfikacyjną po mieście ok. 80 proc. odpada w przedbiegach w czasie zawracania na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym; jak można doprowadzać do tego, że od kursantów wymagamy perfekcyjnej jazdy na egzaminie państwowym, zaś od instruktorów wymaga się wykonania jazdy po łuku i parkowania między tyczkami na placu. Uważam, że to skandal i nieporozumienie, które przekłada się później na jakość szkolenia.

Trzeci: uważam, że doskonałym pomysłem jest obowiązek prowadzenia warsztatów dla instruktorów nauki jazdy (w projekcie raz na 3 lata) - może warto zrobić to co roku? Pytanie jeszcze jak te warsztaty będą wyglądać? Czy jeden kolega drugiemu będzie wypisywał zaświadczenie o odbyciu warsztatów czy faktycznie regulacje prawne doprowadzą do tego, że po pierwsze kadra prowadząca takie zajęcia będzie musiała spełniać bardzo wygórowane wymagania dot. wykształcenia i praktyki zawodowej i zajęcia będą prowadzone ciekawie i rzetelnie; instruktorzy, którzy są zatrudnieni w mojej firmie, przynajmniej 2 razy w roku odbywają szkolenie na którym omawiamy sposoby uczenia, ujednolicamy zasady nauczania kursantów, spotykamy się z kimś z WORD i dyskutujemy o zasadach i kryteriach egzaminowania oraz zmian legislacyjnych - z tego co mi wiadomo jestem jedynym kierownikiem osk w Poznaniu, Gnieźnie i Środzie Wlkp. (tam mamy swoje oddziały), który robi coś takiego. Przekłada się to na jakość naszej pracy i owocuje uznaniem w WORD, Wydziale Komunikacji i przede wszystkim odnotowujemy coraz lepsze statystyki zdawalności egzaminów przez naszych kursantów.

Pytanie: O ile zasady ruchu się nie zmieniają, technologia w nowych autach pędzi jak szalona. Czy planowane zmiany podążają za rzeczywistością? A może znowu Sejm będzie pracować nad przestarzałymi rozwiązaniami?

Odpowiedź: Ustawa - Prawo o ruchu drogowym obowiązuje od 1997 roku i jest przecież na bieżąco modyfikowana. Myślę, że same zasady ruchu drogowego są ok. Na pewno musimy przystosować do teraźniejszych realiów kwestie szkolenia oraz znajomości zasad techniki kierowania nowoczesnymi pojazdami wyposażonymi w ABS, ESP itd.

Pytanie: Najważniejsze zmiany to: koniec z dożywotnimi prawami jazdy, okres próbny dla nowych kierowców i nowe kategorie motocyklowe. Jak oceniasz te zmiany? Czy faktycznie one są najważniejsze?

Odpowiedź: Po kolei. Pomysł by skończyć z dożywotnimi prawami jazdy jest ok. Może warto poddać każdego kierowcę np. po przekroczeniu 60 roku życia badaniom lekarskim? Kierowcy co jakiś czas (np. co 10 lat) powinni obowiązkowo przechodzić krótkie szkolenie na temat zmian w przepisach i  nowoczesnych systemów, które pomagają nam prowadzić samochody. Obserwuję gigantyczny problem - wielu kierujących nie posiada podstawowych informacji na temat np. jak hamować autem wyposażonym w ABS, jak się zachować kiedy samochód z ESP wpada w poślizg itp. Mało tego - widać to na rozpoczęciu kursu dla instruktorów - przychodzą ludzie, którzy niby powinni się tym interesować, zadaję pytanie do czego służy ABS i zaledwie 5 proc. z grupy potrafi powiedzieć do czego służy. Zaledwie 5 procent! To jakiś dramat.

Pytanie: Panuje obiegowa opinia, że szkoły uczą zdawać egzamin, a nie jeździć. Ty też prowadzisz szkołę więc, żeby utrzymać się na rynku musisz uczyć jak zdać egzamin. Gdzie tkwi problem?

Odpowiedź: Każdego, kto przychodzi na kurs musimy nauczyć jak jeździć w codziennym życiu i przy okazji “sprzedać” mu wiedzę na temat zasad egzaminu oraz sposobów na wygranie tej gry. Na kursie kat. B masz z reguły 30 godzin jazd. Bardzo trzeba się sprężać, żeby przećwiczyć z kursantem wszystko, co jest wymagane na egzaminie. Najczęściej jednak instruktorzy ucząc mówią tak: “musisz jechać prawym pasem, bo tak trzeba tylko na egzaminie”. Ja mówię tak: “jedź prawym pasem, bo tak mówią przepisy, ale jeżeli ktoś przed tobą jedzie powoli i chcesz go wyprzedzić to zrób to, a będzie działało tylko na twoją korzyść!” I znów dochodzimy do problemu, że są instruktorzy i instruktorzy. Może zamiast zmieniać zapisy dot. szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców warto przede wszystkim wyeliminować kiepskich instruktorów. Bardzo dobry pomysł, co?

Pytanie: Pomysł dobry. Sam nie raz widziałem “elkę” z kursantem za kierownicą i instruktorem rozmawiającym przez telefon, palącym papierosa, leżącym w fotelu albo ucinającym krótką drzemkę. Na skutki nie trzeba długo czekać. Ostatnie dwa głośne wypadki potwierdzają, że coś jest nie tak. Czy instruktor bierze pełną odpowiedzialność za to, co kursant robi na drodze?

Odpowiedź: Ktoś, kto siada za kierownicą powinien ukończyć wcześniej część teoretyczną, czyli musi znać przepisy i być świadomym zagrożeń. Zwróć jednak uwagę, że jest cały czas bardzo wiele szkół, które zajęcia teoretyczne realizują tylko w teorii. To szczególnie małe, jednoosobowe szkoły lub szkoły w mniejszych miastach. Tam wszyscy wiedzą, że wystarczy od instruktora kupić książeczkę z testami i nauczyć się ich na pamięć. Mało tego, organy nadzorujące szkolenie wiedzą o tym doskonale, ale ustawa o swobodzie działalności gospodarczej zabrania im przeprowadzenia niezapowiedzianej kontroli, która miałaby na celu sprawdzenie czy zajęcia teoretyczne się odbywają i na jakie tematy oraz jak są prowadzone. Powiem tak - jeżeli zgodziłbym się na to, żeby kursanci nie musieli chodzić na prowadzone przez nas wykłady to pewnie miałbym zdecydowanie więcej osób na kursie i tym samym więcej pieniędzy. Często ktoś przychodzi do biura i zadaje pierwsze pytanie: ”czy muszę chodzić na wykłady”. Odpowiedź jest dla mnie oczywista. Po niej spora grupa chętnych z trzaskiem drzwi wychodzi. Niestety prawo jazdy i tak gdzieś zdobędzie.

Pytanie:Przykre i smutne.

Odpowiedź: Niestety

Odpowiedzi udzielił: Marcin Kukawka

- kierowca, instruktor jazdy, właściciel szkoły i ekspert w dziedzinie szkoleń

Pytania zadawał: Juliusz Szałek, MOTO PL