Ekspert wyjaśnia

Po zdanym egzaminie państwowym

6 października 2013

Witam, chętnie się podzielę moimi doświadczeniami. Obawiałam się tego egzaminu bardzo, bo jest mnóstwo osób, artykułów, a nawet programów telewizyjnych, które straszą. Nie jest więc trudno założyć, iż podejście do kursu, a dalej egzaminu w obecnym czasie będzie drogą przez mękę. Okazało się jednak, że na wykładach prowadzący bardzo życzliwie podchodzą do kursantów i mentalnie ich przygotowują tak do pierwszych jazd, jak i późniejszego egzaminu. Teoria wykładana byłą bardzo ciekawie i obrazowo, co sprawiło, że na egzaminie teoretycznym wiele odpowiedzi nasuwało się samych. Dodatkowo prowadzący przedstawili wiele hipotetycznych sytuacji, jak może wyglądać potencjalny egzamin praktyczny. Opowiadali anegdoty z egzaminów, w których uczestniczyli i to pomogło w czasie mojego egzaminu kilkukrotnie pomyśleć sobie "Tak! Dokładnie taką sytuację przedstawiał nam wykładowca i mówił, że nie może to być powodem negatywnego wyniku, więc głowa do góry i jadę dalej!". Tyle odnośnie wykładów. Jeżeli chodzi o praktykę, to uważam, że 30 godzin jazd to mało. Jestem świadoma, że nie opanowałam techniki jazdy dość dobrze i nie będę się czułą jeszcze pewnie na wszystkich drogach. Jednakże dobry instruktor, to podstawa. Surowy i zaangażowany w swoją pracę. Taki, który pozwala kursantowi decydować, a później ocenia jego decyzje. Kilkukrotnie jeździłam z instruktorami, którzy mówili mi po kolei co mam zrobić, bez szansy na jakąkolwiek inicjatywę własną i zwłaszcza pod koniec kursu było to nie na miejscu. Większość kursu jednak miałam wspaniałego instruktora, który mawiał "nie pytaj mnie, bo później mnie nie będzie i decyzje będziesz musiała podejmować sama, sama też będziesz podejmowała je na egzaminie." Koncentrował się na jeździe i na wszelkich sytuacjach drogowych, które mogą nas spotkać w czasie egzaminu, jak i w życiu codziennym. Ważne było również, że gdy prosiłam o powrót na łuk, czy podejście do parkowania, bo czułam się w tych manewrach nie zbyt mocna, to robiliśmy to, a nie spotkałam się z olewającym stwierdzeniem "później...".

Koniec końców zdałam i teorię i praktykę za pierwszym razem. Egzaminator okazał się mniej surowym człowiekiem, niż mój instruktor i co prawda był niesamowicie niemiły i się dąsał, ale koniec końców byłam na to przygotowana, więc mnie to nie zniechęcało.

Na koniec moją radę jest, żeby uczestniczyć w wykładach obowiązkowo duchem, nie tylko ciałem, a na jazdy zabrać odpowiedniego instruktora i egzamin zda się sam ; ) Pozdrawiam

PS. Nie należy rozmawiać z osobami w poczekalni, bo oni zniechęcają i straszą najbardziej.