Przegląd prasy

M. Downarowicz: podróży ciąg dalszy. Dzisiaj Bułgaria (cz. 2)

18 września 2016

ccdc923914124607aa45a4016a82fa2d7141d4bf

f46ec68d675401eb9700e14381c768697bf862ad

4e3c429166617c754f05c3c67b93130293508080

935961bf855db440e25deb12f555757baf2c909a

100a73ab025c94957027e72a1883c686fae8c046

f88a7671bcd93a9a6da231786ebe7d6c54cd54ef

99a6c8cfac221e4ea5c932e6fc426ba4da634332

90cce77f89a88f2c8de75f804787d69a402f6000

Wydawało się, że na trasie z Rumunii do Bułgarii - niecałe 600 km - pójdzie gładko, zwłaszcza po rumuńskiej stronie. Jazda w dzień, z map i planerów podróży wynikało, że obranymi drogami czeka nas około 8. godzin jazdy wliczając w to przerwy. Droga z Brasov do granicy w Giurgiu/Ruse wiedzie częściowo przez Karpaty, ale choć serpentyn górskich trochę na odcinku kilkudziesięciu kilometrów, to jechało się spokojnie po dobrze wyprofilowanych zakrętach, dobrze oznakowanych, po dobrej nawierzchni. Niezła droga do i po obwodnicy Ploiesti, potem w kierunku Bukaresztu odcinek autostrady. Zaplanowałyśmy ominąć stolicę Rumunii tak zwaną Centura Bucuresti, czyli obwodnicą. Szeroko, ruch nie za duży, drogowskazy czytelne i... pierwszy zonk czyli zjazd z Centura. Drogowskazy jedno, gpsy - już dwa – swoje. Nie możemy się zorientować którym zjazdem zjechać. Widać, ze odcinek obwodnicy zupełnie nowy, wokół jeszcze ślady budowy. Dotychczas znakomicie ustawione drogowskazy zniknęły. Znajdujemy przewodnika. Ufff, znów fajna droga, wróciły na miejsce drogowskazy i znaki drogowe. Płynnie dojeżdżamy do mostu na Dunaju, za przejazd płacimy mniej, niż mówiły różne poradniki turystyczne. Jesteśmy w Bułgarii!!! Trochę nas dziwi brak znaków poziomych na jezdni, albo bardzo słabo widoczne cieniutkie linie oddzielające pasy ruchu. Tuż za granicą widzimy tablice miejscowości, nazwy ulic pisane cyrylicą i w wersji anglojęzycznej. I tak jest w całej Bułgarii. W dalszej podróży widziałyśmy też duże żółte tablice ostrzegawcze o niebezpieczeństwie po bułgarsku, a tuż za nimi po niemiecku lub angielsku. Jedziemy zgodnie z obowiązującą prędkością wskazaną na znakach. Dosyć szybko orientujemy się, że tylko my jesteśmy takie poprawne. Uprzedzono nas, że na bułgarskich drogach jest sporo kamer. Dziwimy się więc, że Bułgarzy pozwalają sobie na takie rajdy. Rzeczywiście kamer bardzo dużo, tylko czy rzeczywiście rejestrują prędkość? Nie wiemy. Zwykle poprzedza je tablica z napisem “vignette” oraz druga z jakimś tekstem pisanym tylko cyrylicą. Dużą ulgą jest brak wszechobecnych w Rumunii furmanek i drugiej zmory: rowerzystów. Nasza droga to trasa w kierunku Sofii. Zauważamy bardzo dużo patroli policji. Przy głównych trasach, nawet autostradach, bardzo mało parkingów z jakimkolwiek zapleczem. Już w Wielkim Tyrnowie, a potem w innych większych miastach, bardzo się nam podobają sygnalizatory na skrzyżowaniach pokazujące czas trwania świateł. Bardzo to usprawnia płynność jazdy. Na jezdniach zarówno w małych miasteczkach jak i w dużych sporo spowalniaczy ruchu przed przejściami dla pieszych: duże wybrzuszenia zbyt późno sygnalizowane co powoduje, że nawet przy dozwolonej prędkości wpada się na nie z impetem i zapewne cierpią amortyzatory. Teraz już wiemy, ze jak tylko widać znak sygnalizujący przejście dla pieszych trzeba być przygotowanym na jazdę terenową. Co ciekawe: owe wybrzuszenia czy wałki lub duże metalowe wystające z jezdni “grzybki” są to przed przejściem, to za przejściem. Nie odczytałyśmy logiki tak różnego ustawienia. Góry coraz bliżej. Jakość drogi fatalna, pobocza żadne, znaki poziome na jezdni raz są raz ich nie ma, albo słabo widoczne jak na nizinie, którą przejechałyśmy. Niekiedy nie widać osi jezdni. Wydaje mi się, że jest mało bezpiecznie. Trafiają się i tutaj kierowcy-idioci, którym się spieszy. Góry zabrały nam sporo czasu, robi się szarówka, coraz gorsze widzenie, zmęczenie daje się we znaki. Jedziemy coraz wolniej i ostrożniej, krótki odcinek autostradą i zjazd na boczne drogi. Nie widać osi jezdni, nie widać linii bocznych. Parkingi przy autostradzie fatalne, ot odgrodzony pas asfaltu, bez WC, bez miejsca na odpoczynek, żadnego krzaczka czy drzewka, tylko dużych rozmiarów kamienne kosze na śmieci. Ruch na autostradzie bardzo skromny. Są ograniczenia do jazdy takimi drogami dla TIRów, ale nie w dni powszednie. Wjeżdżamy do Burgas, jesteśmy nad morzem, zmierzamy w kierunku Warny. Widać, że to mekka dla turystów, ale na drogach raczej samochody z bułgarską rejestracją. I znów, mimo surowych bułgarskich przepisów wolna amerykanka na miejskichjezdniach i nadmorskich szosach w wykonaniu miejscowych kierowców. Tutajznaki poziome na jezdni jakby lepiej pomalowane, choć widać, ze drogowcy po załataniu dziur niekiedy nie mieli już czasu na domalowanie linii poziomych. Teren górzysty z pięknymi widokami na morze. Tym razem docieramy na miejsce przed czasem za sprawą Magistrala Trakia. Za tydzień droga powrotna do Polski, ale inną trasą.

(547-6-13 fot. Małgorzata Downarowicz)

Czyli, będzie część trzecia relacji z podróży – przyp. Redakcji Tygodnika PRAWO DROGOW@NEWS.

Słowa kluczowe Bułgaria Rumunia