Ekspert wyjaśnia

Czy egzamin wewnętrzny jest fikcją? - odpowiedzi (2)

29 listopada 2009

Pytanie: Czy egzamin wewnętrzny jest fikcją? - postawiliśmy pytanie w newsie omawiającym pomysł Zbigniewa Skowrońskiego, dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi, który lobbuje u ministra infrastruktury, by zlikwidował egzamin wewnętrzny na prawo jazdy – jak donosił “Dziennik Łódzki”. Według propozycji przesłanej do ministerstwa, kursant po odbyciu szkolenia ma od razu zgłosić się do WORD. Egzamin państwowy na placu manewrowym ma być jednocześnie egzaminem zaliczającym kurs na prawo jazdy. Zbigniew Skowroński chce, by podczas egzaminu w aucie siedział nie tylko egzaminator WORD, ale także instruktor. Po to, by w razie niekorzystnego wyniku egzaminator w obecności kursanta spisał protokół. - Egzaminy wewnętrzne w autoszkołach to fikcja. Kursanci przychodzą do nas nieprzygotowani. Dlatego zaproponowałem zmianę przepisów - powiedział Skowroński. - Obecność instruktora na egzaminie ma służyć temu, by w razie poważnych uchybień podczas jazdy kursant powtórzył egzamin na koszt autoszkoły, w której się uczył. Mój pomysł bardzo spodobał się w Ministerstwie Infrastruktury. Staram się także o aprobatę szkół jazdy - dodaje. Z pomysłu cieszą się kursanci. Dzisiaj dalsze wypowiedzi: 

Odpowiedź (7):Dyrektor WORD nie wie co to gospodarka rynkowa WORD-y są monopolistami i wszyscy muszą tam pójść na egzamin, brak alternatywy. W przypadku szkół jazdy to drapieżny rynek. Jeśli OSK nie wyda zaświadczenia po 30 h jazdy to pójdzie wieść po mieście i nikt do takiej szkoły nie przyjdzie na kurs. To nie jest metoda pozyskania klienta. Kaja

Odpowiedź (8):Jeśli Pan Skowroński uważa że wszystko lub prawie wszystko co robi się w OSK to fikcja (bo w sumie do tego się sprowadza jego pomysł) a system szkolenia i egzaminowania jest według niego ok. to wystarczy wprowadzić obowiązek stosowania w pojazdach do nauki jazdy urządzeń nagrywających, takich jak w pojazdach egzaminacyjnych i po prostu rzetelnie przyłożyć się do kontroli zapisów z takich szkoleń a zwłaszcza egzaminów wewnętrznych. Według mnie rejestracja przebiegu szkolenia i egzaminu wewnętrznego nie była by takim głupim pomysłem, ale chciałbym, aby Pan Dyrektor Skowroński polobbował przy okazji w Ministerstwie Infrastruktury za pomysłem, aby w przypadku "reklamowania" przez osobę zdającą wyniku egzaminu, w sytuacji gdyby okazało się, że ma ona jednak uzasadnione pretensje, co do tegoż wyniku, kosztami kolejnego egzaminu obciążać konkretnego egzaminatora a nie WORD (czyli de facto nas wszystkich) lub np. w przypadku gdyby osoba egzaminowana wykonała wszystkie wymagane zadania i z jakiejś przyczyny oblała egzamin a po reklamacji okazałoby się że egzaminator nie miał racji musiałby on ponieść jakąś karę - np. kurs reedukacyjny w przypadku trzeciego takiego zdarzenia w ciągu roku a osoba egzaminowana dostawałaby z automatu decyzje o wyniku pozytywnym. Osobiście uważam (prawo jazdy 20 lat a do tego instruktor), że za niski poziom wyszkolenia owszem odpowiadają w części i instruktorzy, (którzy też w dużej mierze robią to co robią dla wypłaty a nie dla idei) i OSK które jak każde przedsiębiorstwo nastawione jest jednak na zysk ale przede wszystkim winny jest system egzaminowania i istnienie WORDÓW! To dzięki tym pięknym instytucjom my instruktorzy uczymy jak zdać egzamin w rejonie konkretnego ośrodka, skupiając się w znacznej części na tym, na co będzie patrzył egzaminator a nie na tym jak bez stresu i na luzie, pamiętając o odpowiedzialności za siebie i innych poruszać się po drogach oraz jak radzić sobie bezpiecznie w rynsztoku, jakim obecnie jest droga. Niestety Panie Dyrektorze w 30 godzin nie nauczy Pan nikogo dobrze i bezpiecznie jeździć jakimkolwiek pojazdem. Może go Pan tylko nauczyć "na pamięć" zdać egzamin w konkretnym miejscu (pod warunkiem, że osoba na egzaminie nie podda się stresowi). Zadaniem OSK i instruktora powinno być takie wyszkolenie, które dawałoby rękojmie że osoba szkolona potrafi panować nad pojazdem, zna PRD i jest świadoma, że niczego nie umie. Większość szkolonych przeze mnie osób (a dużej części z nich dałbym po zakończeniu szkolenia swój samochód i pozwoliłbym nim jeździć po ulicach) ma tylko jeden dylemat - trafić na dobry dzień egzaminatora i jeździć na egzaminie tu gdzie wszystkie haczyki ma omówione i wykute na blachę. To, co robi z tymi osobami stres na egzaminie i czym popisują się wobec naburmuszonych i zgryźliwych "dziadków" lub trochę młodszych "mądrali" przechodzi ludzkie pojęcie. i nie jest to wynik ich niedouczenia. Niedawno usłyszałem z ust jednego z dyrektorów WORD, że egzaminator nie może ponosić odpowiedzialności za poczynania osoby egzaminowanej na drodze bo nie jest kierującym. Dobra... to dajmy kandydatowi na kierowcę samochód z kamerą a jak wróci do WORD-u w całości to się tylko taśmę przejrzy czy gdzieś po liniach nie śmigał albo nie wymusił pierwszeństwa i orzeczenie o wyniku... Przecież według Pana Dyrektora osoba taka jest dorosła, ukończyła kurs to i jest świadoma odpowiedzialności. Wymagajmy, więc rzetelności od OSK i instruktorów a zlikwidujmy kury od złotych jajek, czyli WORD-y. Jak wspominam sobie swój egzamin 20 lat temu to dochodzę do wniosku że powinienem oddać prawo jazdy... po odebraniu uprawnień i udaniu się do miasta Radomia na pierwszych światłach nie umiałem przez trzy zmiany świateł wykonać skrętu w lewo...i tak już 20 lat używam samochodu, bez tragicznych (mniej lub bardziej) zdarzeń drogowych i cały czas wiem że jeszcze dużo muszę się nauczyć... myślę, że to dzięki mojemu instruktorowi który uczył mnie jazdy samochodem i zabawy na drodze a nie tabelki egzaminacyjnej i właściwego interpretowania zachcianek egzaminatora w gust którego i tak trudno trafić bo każdy ma przecież swój styl jazdy i swoje nawyki. I na zakończenie... Proszę przyjąć do uprzejmej wiadomości, że egzaminator mimo "wysokiego szkolenia z PRD" monopolu na wiedzę nie ma i nie zawsze interpretuje przepisy tak jak powinien lub można i pamiętać powinien, że ustawa - Prawo o RD jest naprawdę mało doskonała. Trochę więcej życzliwości na egzaminach Panie Skowroński. Mariusz W.

Odpowiedź (9):Nigdy dość działań na rzecz poprawy jakości szkolenia i egzaminowania. To jest ze sobą związane jak oś i koło. Egzamin powinien być rejestrowany na płycie DVD. W razie pozytywnego egzaminu wędruje z papierami zdającego, do organu wydającego prawo jazdy i tam jest przechowywany, a w przypadku negatywnego wręczany zdającemu. Również w przypadku pozytywnego rozstrzygnięcia odwołania od negatywnego wyniku egzaminu, egzaminator powinien pokrywać koszty egzaminu. Proste, bez dodatkowych kosztów, wprowadzające jawność i odpowiedzialność. Tadeusz L.

Odpowiedź (10):Uważam, iż egzamin wewnętrzny jest fikcją i należałoby go znieść. Zgadzam się częściowo z wnioskiem Dyrektora WORD-u lecz uczestnictwo instruktora w egzaminie jest mocno chybione. Zbigniew M.

Odpowiedź (11):Myślę, że Pan Dyrektor powinien bardziej skupić się na pracy w swoim WORD. Skoro ma takie dobre propozycje to pytanie - kto za nie zapłaci. Po co daleko szukać. Wystarczy zajrzeć za miedzę do Niemców. Tam nie ma "wypasionych" WORD, kursant zdaje egzamin na samochodzie, w którym się uczył. Sam egzamin przeprowadza instruktor a egzaminator siedzi z tyłu i obserwuje. Szkoła zgłasza kursantów i egzaminator dojeżdża do szkoły. Nie ma idiotycznych przetargów na samochody w WORD-ach i mocno podejrzanych interesów określonych marek samochodów. Basia Cz.

Odpowiedź (12):Szkolenie staje się coraz bardziej fikcją. W dodatku liczy się jedynie wynik, a nie umiejętności. Brak rzetelności próbuje się nadrobić obowiązkowymi egzaminami czy dodatkowym szkoleniem. I nie reaguje no to, ze to dalej fikcja. OSK konkurują ceną i niczym więcej. Dobre, wymagające OSK tracą klientów. Może pora rzetelnie zastanowić się nad tym, co zrobić? Adam.

Słowa kluczowe egzamin wewnętrzny WORD