
Fot.: PD@N 370-1jm
Pytanie: W poprzednich numerach tygodnika opublikowaliśmy pytanie Jana Zasela (eksperta z dziedziny ruchu drogowego, autora wielu książek): dlaczego w naszych szkołach nie uczymy właśnie kierowania. Chodzi o panowanie nad dynamiką samochodu, gdy jest w ruchu. Oczywiście do tego jest potrzebny, nie koniecznie wielki, poligon. Do tablicy odpowiedzi w pewnym sensie wywołany został Sebastian Wesołowski, instruktor i wykładowca Ośrodka Doskonalenia Techniki Jazdy w Toruniu. Podsumowując swoją wypowiedź - o którą redakcja tygodnika poprosiła - powiedział: “długo jak instruktorem nauki jazdy będzie mógł zostać praktycznie każdy, tak długo szkolenie kierowców będzie jednym wielkim bałaganem. Tak długo jak żenująco niskie będą ceny kursów i przez to płace dla instruktorów, tak długo instruktorzy nie będą szanowani i nie będą fachowcami z prawdziwego zdarzenia! " Zapytaliśmy naszych Czytelników co sądzą w tej sprawie, czy rzeczywiście jakość szkoleń kandydatów na kierowców pozostawia wiele do życzenia. Odpowiedział Stefana Rzońca (znany w środowisku szkoleniowiec, wychowawca młodych instruktorów). Dyskusję podjęli:
O d p o w i e d z i:
Jan Zasel:Z uwagą przeczytałem wypowiedź pana Wojciecha Szajnerta w sprawie procesu kształcenia kandydatów na kierowców. W pierwszym zdaniu pan W. Szajnert stwierdza. “.....podejście proponowane przez panów S. Wesołowskiego i J. Zasela nie jest wystarczające do osiągnięcia odpowiedniego poziomu kształcenia....”. Oczywiście nie jest wystarczające i, jeśli chodzi o mnie, nie traktowałem tego jako panaceum na uzdrowienie procesu kształcenia. Pan Szajnert w swej interesującej wypowiedzi niejako odsłania przed nami drugą warstwę procesu formowania kandydatów na kierowców, którą można by zakwalifikować jako kształtowanie, anie kształcenie. Wysuwa na forum dyskusjijakgdybydrugą część sylwetki kierowcy, która odgrywa ogromną rolę w kwestii bezpieczeństwa ruchu, którą jednak można kształtować prawie wyłącznie w formie oddziaływania wychowawczego. Z drugiej strony wiemy, żekrótkotrwały kontakt nauczyciela (instruktora czy wykładowcy) z kandydatem na kierowcę daje bardzo ograniczone możliwości oddziaływania wychowawczego. W żadnym jednak razie nie ukształtuje się pożądanej sylwetki kierowcy po przez oddziaływanie metodą wykładu. Trafnie pan Szajnert stwierdza, że do podstawowych przyczyn powstawania groźnych w skutkach wypadków trzeba zaliczyć przekraczanie dopuszczalnej (limitowanej lub wynikającej z warunków ruchu) prędkości jazdy. Jest jednak co najmniej wątpliwe, czy można nauczyć wyboru optymalnej prędkości jazdy metodą wykładu. Problem pozostaje w sferze psychiki kierowcy i jego cech osobowości. Trafnie również pan Szajnert przywodzi temat wyobraźni. Posłużę się przykładem z życia wziętym. Oto dziś po jednej z ulic Warszawy jechał sobie samochód osobowy z grubą warstwą śniegu na dachu, na pewno nie pochodzącą z opadu podczas krótkotrwałej jazdy (samochód na rejestracji miejscowej). Gdy w pewnym momencie kierujący nim przyhamował, ta gruba warstwa zsunęła się na przednią szybę zasłaniając kompletnie widoczność. Wycieraczki nie były w stanie od razu śniegu usunąć. Wobec czego kierujący rozpoczął zdecydowane hamowanie. Omal nie doszło do najechania na niego samochodu podążającego. Jest to jeden z tysiąca zdarzeń (przypadków), gdzie powinna działać wyobraźnia. Drugi przykład. Przywozi mnie przyjaciel pod dworzec kolejowy w Szczecinie. Miejsca do parkowanie starannie wyznaczone białymi liniami. Natomiast samochody ustawione różnie: skosem, a nawet w poprzek pasów, zajmując kilka miejsc postojowych naraz.Mój przyjaciel zareagował na to stwierdzeniem: w Niemczech dostaje się za to wysoki mandat karny. Au nas? Powołano straż miejską, która jakoby miała nadzorować tzw. ruch spoczynkowy. Wyposażono w samochody, pałki policyjne i pistolety gazowe. I co? I nic. Widocznie straż miejska weszła do podziemia.Tu także wychodzi na jaw nasza słabość: totalne niewykonywanie obowiązków przypadających z tytułu takiej czy innej funkcji. Więc należy uznać, że pan Szajnert otworzył temat do rozważań: jak kształtować postawy kierowców.
Odnosząc się do kształcenia, nie widzę ratunku dla poziomu kształcenia w działaniu szkół doskonalenia jazdy. Oczywiście dobrze, że takie szkoły – lepsze czy gorsze - są. Ten, kto jest obdarzony wystarczającą dozą wyobraźni wie, że zwyczajna szkoła kierowców dziś nie wyposaża go w odpowiedni zasób wiedzy (tu nie chodzi o “wiedzę”, którym to terminem powszechnie posługują się posłowie i inni wysocy funkcjonariusze). Inny. nie przymuszony, do takiej “wyższej”, nazwijmy to, szkoły nie pójdzie. Nadto, szkół tych nie będzie wiele. Zatem słusznym by się wydawało, że raczej należy rozwijać jakościowo te zwyczajne szkoły i wyrównywać ich poziom.
Temat bardzo interesujący, może drażliwy, ale zdecydowanie ważny, nawet na miarę życia ludzkiego. Ustawa o kierujących pojazdami trafiła właśnie do podpisu prezydenckiego, następnie zostanie wydrukowana, a po roku od tej daty zacznie obowiązywać. Wśród wielu zapisów zobowiązanie instruktorów nauki jazdy do szkoleń. Może w ramach tych zobowiązań każdy instruktor nauki jazdy powinien “zaliczyć” kilka godzin szkolenia w zakresie techniki jazdy? Piszcie Państwo do nas: tygodnik@pawodrogowe.pl
Pytanie zadał: Jan Zasel, ekspert prawa drogowego