Pytanie: Co zrobić, gdy po pięciu latach dostajemy zaległy mandat ze strefy płatnego parkowania, a nie było nas w tym czasie w Polsce? Trzeba zabawić się w Sherlocka Holmesa i przeprowadzić rodzinne dochodzenie - radzi “Gazeta Wyborcza Kielce”. Jeden z jej czytelników w ubiegłym tygodniu dostał pierwsze wezwanie do zapłaty mandatu za postój w strefie płatnego parkowania bez ważnego biletu. - Okazało się, że 30 kwietnia 2004 roku mój samochód stał przy ul. Głowackiego. Potem pojawiają się kolejne "daty do zapłacenia": sierpień 2004 roku i listopad 2006 - mówi czytelnik. Interweniował już w miejskim zarządzie dróg. - W 2004 roku byłem na półrocznej praktyce w Anglii. Kazano mi ustalić, kto wtedy korzystał z samochodu, ale zapłacić muszę ja. Tyle czasu minęło, że nie wiem, kogo mam szukać - mówi kielczanin. Podkreśla, że ma w paszporcie dowód na to, że w 2004 roku był w Anglii.
Odpowiedź:Sprawę wyjaśnia Ryszard Świtakowski, kierownik strefy płatnego postoju w Kielcach. - Przecież ten pan musiał komuś dać dowód rejestracyjny, kluczyki. Powinien wskazać osobę, która korzystała z auta i na to nazwisko wyślemy upomnienie - mówi. MZD korzystając z ewidencji pojazdów, wysyła je właścicielom, choć - jak w tym wypadku - ci nie zawsze są faktycznymi użytkownikami. Świtakowski przyznaje, że podobnych spraw "rodzinnych" jest niewiele. Za to takie egzekucje są najtrudniejsze. - Łatwo jest np. kiedy samochód jest w leasingu. Bank wskazuje nam właściciela i koniec. A w rodzinie różnie z tym bywa - mówi. W tej sprawie nie ma co liczyć na przedawnienie, bo mandaty z 2004 roku stracą ważność dopiero za rok.
Odpowiedzi udzielił: Ryszard Świtakowski, kierownik strefy płatnego postoju w Kielcach