Przegląd prasy

Piotr Wagner. Pierwszeństwo pieszych, nieuchronność mandatu i… coś więcej o Dubaju

7 listopada 2018

Piotr Wagner. Pierwszeństwo pieszych, nieuchronność mandatu i… coś więcej o Dubaju
Dubaj, największe miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich liczące ok. 3,1 mln mieszkańców. Stolica emiratu Dubaj wchodzącego w skład Zjednoczonych Emiratów Arabskich (fot. Piotr Wagner)

Pierwsze ślady bytowania ludności datowane są na 120 tysięcy lat przed naszą erą. W momencie uzyskania niepodległości w 1971 roku liczba ludności wynosiła 180 tysięcy, obecnie prawie 9 milionów. Kraj, w którym wszystko musi być największe: od ulic do opakowań w supermarkecie.

Dubaj (Zjednoczone Emiraty Arabskie). Miasto niczym z gry Cities-Skylines. 50 lat temu ktoś usiadł nad deską kreślarską – pustym obszarem i postanowił zrobić najnowocześniejsze miasto świata, w środku niczego. Tu będzie 14-pasmowa droga, tu Centrum, tu marina, tu nadziemne automatyczne metro, a tu tramwaj, a tu sztuczna wyspa w kształcie palmy, bo z roślin mamy tylko palmy. Multikulturowe – mówiące wszystkimi językami świata.

Ruch drogowy, samochody. Do rzeczy. Szerokie obwodnice i ulice jak drogi. Wielkie samochody. Nissan Pathfinder wygląda jak zabawkowy samochodzik, królują Land Cruisery w największej wersji, z sześciolitrowymi silnikami i GMC wielkości mikrobusów. Bentleye mijają Porsche nie robiąc na nikim wrażenia, a ciąg salonów Mc Larena, Bentleya, Lamborghini, Ferrari sąsiaduje z salonami tuningowymi największych firm.

Nie występują tu kombi – trudno nawet wytłumaczyć mieszkańcom po co istnieją – są tylko SUV-y i sedany. Kierowcy twierdzą, że SUV-y są domowe, a sedany sportowe. Nie ma też samochodów osobowych z silnikami diesla. Benzyna kosztuje 2,5 dirhama (AED) - czyli około 2,5 złotego za litr. Do roku 2025, według planów, 25% transportu będzie zasilane czystą energią. Więc na przykład nowe taksówki są już hybrydowe i elektryczne. Do miliona im jednak daleko.

Kultura. Na drogach ruch jest płynny mimo korków i dosyć luźnego traktowania przepisów. Chcesz zmienić pas – włączasz kierunkowskaz (lub nie) i powoli zjeżdżasz – jak tamten zwolni, to wjeżdżasz przed niego. Jeśli nie, puszczasz go i wjeżdżasz przed następnego. Jak ktoś ci przeszkadza bo zatrzymał się w poprzek, trąbisz i czekasz aż ruszy. Wygrażanie pięściami i obraźliwe gesty, kulturowo nie występują.

Przepisy. Parkowanie jest płatne, ale nie brakuje gigantycznych – piętrowych garaży i wolnych miejsc. Wszyscy przemieszczają się z jednostajną prędkością – maksymalną dopuszczalną – 120 km/h na autostradach, 100 km/h na pozostałych, w mieście 60-80, na jednopasmowych 40 km/h. Rozmieszczone co półtora kilometra automatyczne fotoradary – podobno (i sądząc po prędkości taksówek) ustawione z tolerancją +20 km, skutecznie zniechęcają do wykroczeń. Jeśli taksówkarz prędkość przekroczy, choćby o 10 km/h, to otrzymuje wezwanie do stawienia się do biura po powrocie do bazy.

Piesi na przejściach mają pierwszeństwo. Większość przejść jest dodatkowo oznakowana odpowiednikiem naszego znaku A-7, każdy zatrzyma się gdy tylko zobaczy zbliżającego się człowieka – no chyba, że kierowca jest hindusem, którzy niespecjalnie zdają się tam przejmować przepisami, wtedy może być różnie.

Mandaty. Przychodzą po tygodniu – do Polski po miesiącu – i jest wysoki. Za przejechanie na czerwonym świetle 1000 AED i konfiskata auta na tydzień. Po drugim "wczesno-czerwonym" – na zawsze. Za jazdę po alkoholu 20000 AED i konfiskata na trzy tygodnie. Położone na obrzeżach miasta, tam gdzie zaczyna się pustynia, wielkie parkingi pełne skonfiskowanych pojazdów przysypanych warstwą piasku pokazują, że to działa. Dodatkowo po kilku wykroczeniach, trafia się na obowiązkowy, trzydniowy pobyt do aresztu.

Rekordowy mandat wystawiony Europejczykowi opiewał na 170000 AED. Został wystawiony następnego dnia, dostarczony prosto do hotelu, z poleceniem uiszczenia jeszcze przed wyjazdem. To była kara za dwugodzinną zabawę na drodze.

Ciekawostki:

- zielone miga przed żółtym, a zielonego nie poprzedza czerwone z żółtym;

- wszystkie drogi są oświetlone, nawet na pustyni, plus obowiązkowe fotoradary;

- podejście do kierunkowskazów zupełnie luźne, nawet  wśród kierowców autobusów.

A kiedy spadnie deszcz, policja pojawia się na drogach dla bezpieczeństwa mieszkańców, którzy wyjeżdżają robić sobie selfie z kroplami.

Wnioski BRD? Automatyczny nadzór nad drogami, który sprawia, że wszyscy jadą z tą samą prędkością oraz uciążliwe, ale przede wszystkim nieuchronne kary. Inny świat.

Piotr Wagner, Grupa IMAGE