Paweł Żuraw. Niestety, nie dojrzeliśmy, aby myśleć w kategoriach jakościowych!

28 lipca 2017

Paweł Żuraw. Niestety, nie dojrzeliśmy, aby myśleć w kategoriach jakościowych!
Dr Paweł Żuraw, egzaminator w WORD Wałbrzych, instruktor nauki jazdy w latach 1998-2016. Od 2009 r. pracownik naukowo-dydaktyczny Społecznej Akademii Nauk w Łodzi - Wydziału Zamiejscowego w Świdnicy. (fot. Jolanta Michasiewicz)

W trakcie - trwającego 3 czerwca 2017 r. - Kongresu Instruktorów i Wykładowców Nauki Jazdy’2017 pn. PRAWO - ODPOWIEDZIALNOŚĆ - SUKCES o rozmowę poprosiliśmy dr. Pawła Żurawia, instruktora nauki jazdy z 18-letnim stażem, a obecnie egzaminatora. Zapytaliśmy o DEKLARACJĘ DOBREJ ROBOTY przygotowaną przez Rzecznika Instruktorów i Wykładowców Nauki Jazdy. - Zadeklarujcie udział we wspólnocie osób, po których nie trzeba poprawiać - apelował Tomasz Matuszewski. Dodajmy, to właśnie od nich zależy, aby na naszych drogach było bezpieczniej.

Redakcja Tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS: Poprosimy o kilka słów komentarza i refleksji do DEKLARACJI DOBREJ ROBOTY.

Dr Paweł Żuraw: Pomysł DEKLARACJI DOBREJ ROBOTY adresowany jest w pierwszej kolejności do instruktorów i wykładowców nauki jazdy. To apel o lepsze jakościowo wykonywanie swoich obowiązków zawodowych. Uważam jednak, że ta Deklaracja w pewnej mierze skierowana jest również do egzaminatorów. To oni są ostatnim ogniwem procesu, który moglibyśmy nazwać szeroko rozumianą edukacją kierowców i kandydatów na kierowców. Niejednokrotnie krótkie, ale treściwe słowa egzaminatora podczas egzaminu, połączone z różnymi, często nietypowymi i emocjonalnymi sytuacjami, pozostają w świadomości osób zdających na bardzo długo. Dlatego egzaminator musi być bardzo odpowiedzialny za swoje słowa, zachowanie, postawę i bardzo krótką relację z kandydatami na kierowców, gdyż wszystkie te czynniki, mogą przyczynić się w przyszłości do ukształtowania określonych ich postaw na drodze, zarówno tych dobrych, jak i złych. Mówiąc o działalności OSK czy WORD-ów, mamy do czynienia z edukacją, a nie przykładowo z produkcją czy handlem, gdzie obowiązują określone reguły gry rynkowej. Dlatego nasza praca bazuje na klasycznej relacji na linii: nauczyciel - uczeń. Nauczyciel jako osoba w pewnym sensie ukierunkowująca ucznia, może go zmotywować, ale też może zdemotywować, czego konsekwencje mogą być rożne i niejednokrotnie nieobliczalne. Mamy więc do czynienia z bardzo delikatną i wrażliwą materią jaką jest człowiek, a nie materiał, towar czy wyrób gotowy. Oczywiście w tym miejscu posługuję się dużymi uproszczeniami, ale mówiąc ogólnie, w taki właśnie sposób proces ten mniej więcej wygląda.

W trakcie dzisiejszego Kongresu padła informacja, że egzaminatorzy i instruktorzy powinni wspólnie pracować na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego. Faktycznie - skoro już mówimy o pewnych refleksjach - można powiedzieć, że pod koniec drugiej dekady XXI wieku, jako środowisko szkoleniowo-egzaminacyjne lub jak kto woli egzaminacyjno-szkoleniowe (żeby nikt nie czuł się urażony) chyba już na tyle zmądrzeliśmy i doświadczyliśmy wielu sytuacji, niekiedy nawet nieskutecznych i nietrafionych decyzji, że zrozumieliśmy, iż działania polegające na współpracy, są bardziej efektywne, aniżeli wspólne oskarżanie się, obwinianie i przerzucanie winy jedni na drugich.

Redakcja Tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS: Dzisiaj jako egzaminator, do ubiegłego roku jeszcze instruktor, może Pan popatrzeć na te sprawy całościowo. Czy są jeszcze takie sytuacje? Oskarżanie się i podobne zachowania?

Dr Paweł Żuraw: Jest jeszcze wiele zaszłości, które trudno jest wyeliminować w krótkim czasie. To tak samo jak z pewnymi nawykami, które są kształtowane w czasie procesu szkolenia kandydatów na kierowców. Jeżeli będą to złe nawyki, to niestety ich eliminacja będzie bardzo trudna. Dlatego uważam, że potrzebne są nie tylko takie Deklaracje, ale konieczne jest tworzenie wspólnych płaszczyzn porozumienia, w postaci: spotkań branżowych, konferencji, kongresów. A może zwyczajnie wystarczy rozpocząć działania związane z omawianiem prostych spraw, nawet tych podstawowych, z pozoru nieistotnych, które niekiedy mogą być bardzo skomplikowane? Nie bójmy się jako instruktorzy i egzaminatorzy przyznawać do popełniania błędów. Przecież jesteśmy tylko ludźmi. Nie udawajmy, że jesteśmy wszechwiedzącymi i nieomylnymi ekspertami. Zasoby wiedzy w każdej dziedzinie są nieograniczone, dlatego nigdy nie zgłębimy jej do końca. Może dzięki takiej postawie będziemy bardziej autentyczni i wiarygodni? Może właśnie dzięki takiej szczerości i otwartości, uda nam się wspólnie działać na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego? Ale z drugiej strony doceńmy to, co w nas instruktorach i egzaminatorach jest najlepsze. Doceńmy siebie nawzajem, a wraz z tym, zacznijmy pozytywnie wykorzystywać swój olbrzymi kapitał doświadczeń, spostrzeżeń i dotychczas zdobytej wiedzy. Pokażmy innym grupom społecznym, środowiskom zawodowym, że nie jesteśmy tylko i wyłącznie specjalistami od kręcenia kierownicą i naciskania nogi na gaz i hamulec (bo niestety taki obraz egzaminatorów i instruktorów można niekiedy spotkać w społeczeństwie, nie mówiąc już o tym, że ludzie nie rozróżniają słów: „instruktor” i „egzaminator”, myląc często ich znaczenie). Dlatego zacznijmy wspólnie dbać o nasz wizerunek. Uwierzmy w to, że takie działania leżą w naszym wspólnym interesie, a nie tylko wybranych grup czy korporacji.

Redakcja Tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS: Przed nami piknik integracyjny. W kuluarach byliśmy świadkami bardzo wielu rozmów przedstawicieli obu środowisk.

Dr Paweł Żuraw: (uśmiech) Pikniki są niejako nieformalnym podsumowaniem formalnych rozmów i dyskusji. To właśnie na nich niekiedy zapadają kluczowe decyzje. Uważam, że inicjatywa zorganizowania Kongresu przez Fundację Zapobiegania Wypadkom Drogowym zasługuje na szczególne uznanie. Powrócę do tego, co już powiedziałem, że wpisuje się ona w proces tworzenia płaszczyzny porozumienia między instruktorami, egzaminatorami, a także przedstawicielami innych grup zawodowych, które pośrednio lub bezpośrednio działają na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce. Jest to bardzo ważne, zwłaszcza teraz, kiedy dużo mówi się o zmianach legislacyjnych w obszarze szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców. Tak naprawdę, nie unikniemy ich. Mają one różne podłoże: socjologiczne, psychologiczne, ekonomiczne, prawne, etyczne. Wynikają z pewnych dysfunkcji systemu szkolenia i egzaminowania, który obowiązuje praktycznie bez większych zmian od 20 lat, nieaktualności określonych rozwiązań, które niekoniecznie sprawdzają się w społeczeństwie żyjącym u progu trzeciej dekady XXI wieku, a także konieczności nowoczesnego podejścia do szkolenia i egzaminowania, począwszy od skutecznych metod zarządzania, po relacje interpersonalne, oparte na ukształtowanych kompetencjach społecznych. Dlatego trzeba wierzyć, że  wspólne działania, oparte na fundamencie jakim jest zaufanie, z całą pewnością będą bardziej skuteczne. I - o czym w czasie Kongresu była mowa - będą nakierunkowane przede wszystkim na człowieka a nie przeciwko niemu. I chodzi tu generalnie o wszystkich uczestników procesu szkoleniowego i egzaminacyjnego, a więc: osoby szkolone i egzaminowane, egzaminatorów, instruktorów, a także personel wspierający szkolenie i egzaminowanie. 

Redakcja Tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS: Czyli DEKLARACJA DOBREJ ROBOTY została ogłoszona we właściwym momencie? Przed nami zmiany, które wywołują wiele obaw.

Dr Paweł Żuraw: Zdecydowanie tak! Niestety, dotychczasowe zapisy prawne w jakimś sensie nie gloryfikowały dobrej jakości, właśnie tej dobrej roboty i przez to nie promowały dobrych szkół. Trochę ze smutkiem muszę powiedzieć, że referaty, w których poruszano tematykę certyfikacji, akredytacji i jakości, gdzie - między innymi - dotykano pewnych aspektów naukowych jak: zarządzanie jakością, zasady cyklu Deminga, czyli twórcy idei jakościowego podejścia do przedsięwzięć biznesowych, nie cieszyły się jakimś szczególnym zainteresowaniem. Istotnym i chyba skupiającym uwagę wszystkich uczestników Kongresu było wystąpienie p. dyrektora Oleksiaka z Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa. W sumie nie można się temu dziwić, bowiem perspektywa zmian prawnych może oznaczać dla wielu firm być albo nie być.

Powrócę jednak do kwestii jakości. Może zabrzmi to jak slogan, ale jakość w zarządzaniu każdą organizacją przynosi efekty materialne i niematerialne. Niestety, jako branża szkoleniowo-egzaminacyjna tkwimy w jakimś martwym punkcie. I z pewnością - może to jest teza kontrowersyjna - nie dojrzeliśmy jeszcze do tego, żeby myśleć w kategoriach jakościowych. Jesteśmy daleko od standardów, które dla wielu przedsiębiorstw innych branż, są oczywistością. I wcale nie mam tutaj na myśli wdrażania systemów zarządzania jakością, ze względu na modę i przeświadczenie menedżerów wielu korporacji, że wypada je stosować, bo tak robią inni. Chodzi mi o realną potrzebę ich stosowania, o zmianę mentalności i ukierunkowanie działań na efekty.

Podajmy prosty, hipotetyczny przykład: Menedżer przedsiębiorstwa, nie znający specyfiki funkcjonowania polskiego systemu szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców, zadaje pytanie o średnie wyniki zdawalności egzaminów na prawo jazdy w Polsce. Zdroworozsądkowy menedżer, dla którego efekty pracy mierzone są określonymi wskaźnikami, słyszy odpowiedź, że wyniki zdawalności są na poziomie ok. 35%. Jaka może być spodziewana jego reakcja, skoro jego codzienne działania oparte są na efektywnych metodach zarządzania? Możemy tylko przypuszczać, że jego reakcją będzie wielkie zdziwienie i wręcz niedowierzanie, że w czasach współczesnych można jeszcze tak nieefektywnie pracować. Jaka będzie jego pierwsza myśl dotycząca systemu szkolenia i egzaminowania? Po pierwsze, stwierdzi on, że system jest nieefektywny, po drugie, że brakuje w nim zmotywowanych ludzi i po trzecie, że jest on nastawiony na bylejakość.

Nie dziwmy się zatem, że społeczeństwo nie traktuje nas poważnie, że jako instruktorzy i egzaminatorzy jesteśmy krytykowani na różnych forach internetowych, a zdający skarżą się na egzaminatorów. Przecież z czegoś to wszystko wynika! No właśnie, są to skutki długoletnich zaniedbań w sferze myślenia jakościowego. Mamy więc nad czym pracować. Dlatego w mojej opinii, nie ma już czasu na wzajemne oskarżenia. Trzeba zacząć odrabiać zaległe zadania, bo inaczej nie będziemy w stanie uczynić kolejnych kroków do przodu. Wówczas wszystkie nasze inicjatywy, plany, szumne zapowiedzi, okażą się totalną porażką. Zróbmy zatem wszystko, aby ten „czarny scenariusz” nigdy się nie zrealizował.

Redakcja Tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS: I tego sobie wszyscy życzmy.

Dr Paweł Żuraw: Życzmy sobie i miejmy nadzieję, że te „owoce Kongresu” będą bardzo obfite.

Redakcja Tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS: Dziękuję bardzo, do zobaczenia na następnym Kongresie.

Pytała Jolanta Michasiewicz (redaktor naczelna)

  • Ryszard Dobrowolski Zgłoś nadużycie Cytuj
    11 sierpnia 2017, 19:50

    Czytam "Nie bójmy się jako instruktorzy i egzaminatorzy przyznawać do popełniania błędów. Przecież jesteśmy tylko ludźmi. Nie udawajmy, że jesteśmy wszechwiedzącymi i nieomylnymi ekspertami. Zasoby wiedzy w każdej dziedzinie są nieograniczone, dlatego nigdy nie zgłębimy jej do końca". Jeże mądre i samokrytyczne stwierdzenie, oby było jeszcze szczere. Środowisko musi zrozumieć, że kiedy powoływano do życia WORD, ta sama ustawą zmieniono Prawo o ruchu drogowym, także w zakresie zasad ruchu, a dopiero w 2002 roku zmieniono rozporządzenie w sprawie znaków, dlatego WORD i zarządcy dróg posługiwali się w 1998 roku interpretacją prawa wg Kodeksu drogowego z roku 1983 i wg niego opracowano rozporządzenie 220 oraz pytania egzaminacyjne. Teraz prawo drogowe jest co do zasady zgodne z prawem Unii europejskiej, Porozumieniami europejskimi i Konwencją o ruchu drogowym obowiązującą nas od 1988 roku, a my wciąż usiłujemy godzić nieobowiązujące od dwóch dekad stare z obowiązującym od 2002 roku NOWYM. Mieliśmy w 2005 roku bezowocne sympozjum na temat "ruchu okrężnego", ale nikt nie raczył zauważyć, że od 2002 roku znak C-12 nie był już znakiem nakazu kierunku jazdy z prawej strony wyspy środkowej na skrzyżowaniu typu rondo, lecz tak jak w latach 1960- 1984 znakiem nakazu zgodnym ze znakiem D,3 "obowiązujący ruch okrężny" wg konwencji wiedeńskiej. Podobne znaki nakazu kierunku jazdy przestały być znakami nakazu skrętu. Tak też jest z sygnałem zielonym na sygnalizatorze. Nie otwiera drogi do przeciwległego wylotu, a jedynie pozwala wjechać kierującemu za sygnalizator. Czas by egzaminatorzy zweryfikowali swą wiedzę i nie wierzyli ślepo ekspertom, także tym z KRA.

  • Ryszard Dobrowolski Zgłoś nadużycie Cytuj
    11 sierpnia 2017, 19:08

    Komunikacja między OSK i WORD jest tu tylko w jedna stronę. Tak instruktor uczy jak sam został nauczony i jakiego rozumienia prawa wymaga od niego egzaminator, niestety nie we wszystkich Ośrodkach jednakowo. Przedstawiciele stowarzyszeń OSK są właścicielami szkół, a w nich wykładowcami i instruktorami. To jest ich źródło utrzymania i ich prywatny biznes, więc nie jest w ich interesie wytykanie błędów popełnianych przez egzaminatorów. Dyrektor WORD to szef samofinansującego się monopolisty z bardzo dobrym kilkunastotysięcznym wynagrodzeniem miesięcznym, który za pieniądze egzaminowanych rozwija swoje biznesowe imperium (ODJ, płyty poślizgowe, stacje kontroli pojazdów i stacje diagnostyczne). WORD powołano do sprawdzania w imieniu państwa wiedzy kandydatów na kierowców w oparciu o obowiązujące prawo o ruchu drogowym w sposób wolny od korupcji. Nie bez znaczenia jest też działanie na rzecz poprawy BRD. A czy tak jest skoro co WORD to inne prawo i trwające od lat dyskusje o kierunku jazdy i jego zmianie, o znaku C-12 i ruchu okrężnym, o zawracaniu na drodze z pierwszeństwem, o rondach i zasadach ruchu na tych obiektach, o kierunkowskazach na wlocie i wylocie z nich, czy o sygnalizowaniu zamiarów na skrzyżowaniach na których droga z pierwszeństwem zmienia swój kierunek. Wszyscy wiedzą, że tak jest, ale wszyscy nabierają wody w usta udając, ze nie ma problemu.

  • OBSERWATOREX Zgłoś nadużycie Cytuj
    10 sierpnia 2017, 08:05

    Filip GregaCieszę się, że coraz częściej słychać takie rozsądne, obiektywne i uczciwe głosy. Powiedzmy sobie uczciwie - odpowiedzialność za pracę wykonaną przez instruktora jest podstawową wartością jaka powinna przyświecać tej profesji. Odpowiedzialność za "dzieło" jakie tworzymy - czyli za realne przygotowanie do samodzielnego, sprawnego, bezpiecznego i zgodnego z przepisami uczestnictwa w ruchu drogowym w roli kierującego. "Jakość szkolenia", czasem utożsamiana (niestety nie do końca prawidłowo) ze zdawalnością egzaminu jest jedynie jednym ze wskaźników oceny skutków tej odpowiedzialnej pracy. Zdawalność nie ma znaczenia, więc po co są rankingi zdawalności? Dla płacącego za szkolenie priorytetem jest zdanie egzaminu, a to jak zostanie przygotowany do samodzielnego poruszania się po drogach publicznych nie jemu oceniać, szczególnie zaraz po kursie. To po szkoleniu ma weryfikować państwowy egzaminator wg przyjętych kryteriów. To tak jak z dopuszczalną ilością alkoholu we kwi. Czy tam gdzie granica jest zawyżona jeździ mniej Kierujący po spożyciu niż tam gdzie granicą jest ZERO? Kierujący dopiero po czasie jest w stanie ocenić jakiego miał nauczyciela, albo jak umiał skorzystać z jego wiedzy i doświadczenia. A jaka jest praktyka? Instruktor uczy tak jak go nauczono na kursach i szkoleniach i jakiej wiedzy wymaga egzaminator. By w danym WORD wymagali tego samego i tak samo rozumieli obowiązujące prawo muszą mieć sprecyzowane wewnętrzne prawo zwane zwyczajowym lub korporacyjnym, niestety co WORD inne. Jedni opierają je na poradnikach dla kierowców, inni na stanowisku i metodyce Krajowej Rady Audytorów, czyli elity dyrektorów WORD, która uznała samą siebie za uprawnioną do interpretacji prawa i przyznawania prawa dyrektorom WORD do stanowienia prawa na tzw. trudnych obiektach. Do tego dodajmy, że w KRA opracowano bez żadnego uprawnienia uniwersalne zasady ruchu na rondach oparte na prawie brytyjskim, które akurat w tym zakresie nie ma nic wspólnego z Porozumieniami europejskimi i Konwencją wiedeńską. Nasi "eksperci" nie odróżniają od siebie kierunku i kierunku ruchu wg Konwencji, a tych od kierunku jazdy wg ustawy Prawo o ruchu drogowym, a znaki nakazu kierunku jazdy to nadal dla nich znaki nakazu skrętu, .....

  • Ryszard Dobrowolski Zgłoś nadużycie Cytuj
    9 sierpnia 2017, 11:02

    Czy Szanowna PANI Redaktor może wyjaśnić z jakiego powodu usunęła mój komentarz? Czy w ten sposób jest realizowane prawo do swobodnej wypowiedzi czytelnika? Podałem swój adres e-mail, więc bardzo proszę o wyjaśnienie. Czy sprawa szerzenia bezprawia przez WORD, które swoje prawo korporacyjne opierają na Kodeksie drogowym z 1983 roku, zastąpionym w 1997 roku ustawą, a w 2002 roku rozporządzeniem o znakach, oraz na bezprawnym stanowisku Krajowej Rady Audytorów to błahostka? Czy dla Grupy IMAGE walczącej o poprawę BRD to nie problem?

  • Filip Grega Zgłoś nadużycie Cytuj
    30 lipca 2017, 13:46

    Cieszę się, że coraz częściej słychać takie rozsądne, obiektywne i uczciwe głosy. Powiedzmy sobie uczciwie - odpowiedzialność za pracę wykonaną przez instruktora jest podstawową wartością jaka powinna przyświecać tej profesji. Odpowiedzialność za "dzieło" jakie tworzymy - czyli za realne przygotowanie do samodzielnego, sprawnego, bezpiecznego i zgodnego z przepisami uczestnictwa w ruchu drogowym w roli kierującego. "Jakość szkolenia", czasem utożsamiana (niestety nie do końca prawidłowo) ze zdawalnością egzaminu jest jedynie jednym ze wskaźników oceny skutków tej odpowiedzialnej pracy.

Twój adres e-mail nie będzie widoczny na stronie. Wymagane pola zostały oznaczone symbolem *. Twój adres IP będzie zapisany do wiadomości administratora serwisu Prawo Drogowe. Kontynuując zgadzasz się na ten warunek.