
Fot.: PD@N 370-1jm
Pytanie - Jan ZASEL: Interesującą informację przekazał (nr 369 Tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS - red.) Sebastian Wesołowski z Torunia. U mnie powstało - na podstawie doświadczeń z przeszłości - przeświadczenie, że coś, co pochodzi z Pomorza, tak jak z Wielkopolski jest autentyczne i cenne. Niewątpliwie cenna jest wypowiedź pana Sebastiana. Szkoda tylko, że nie pełna. Muszę tu przytoczyć zdarzenie prawdziwe, choć wygląda to na anegdotkę. Oto polski kierowca trafia na teren Szwecji na dłuższy pobyt. Szwedzi - jak wiemy - nie uznają polskich praw jazdy; trzeba je "nostryfikować". polega to na tym, że przed wydaniem prawa jazdy kierują do szkoły kierowców by ta wydała opinię posiadanych kwalifikacjach kandydata. Tam posadzono kandydata za kierownicą i polecono wykonać - na poligonie - parę ćwiczeń, obrazujących sprawność w kierowaniu. Po skończonych ćwiczeniach instruktor oznajmił: owszem, jeździć to pan umie, a my musimy doprowadzić do tego, by pan opanował umiejętność kierowania. Otóż mnie ciągle prześladuje myśl: dlaczego w naszych szkołach nie uczymy właśnie kierowania. Chodzi o panowanie nad dynamiką samochodu gdy jest w ruchu. Oczywiście do tego jest potrzebny, nie koniecznie wielki, poligon. Pan Sebastian zapewne odpowie: na co nam to, skoro nikt tych umiejętności nie sprawdza na egzaminie. I to jest prawda. Co do podniesionego limitu prędkości na drogach klasy autostrada i ekspresowa. Jest tu żenująca motywacja, zwłaszcza ze strony przedstawicieli Policji: skoro i tak nie przestrzegają dotychczas obowiązującego limitu, zalegalizujmy to. Panowie, nie będą przestrzegać i tego nowego. Zdajemy sobie z tego sprawę, że Policja jest bezradna wobec tych nachalnie łamiących prawo. Policje Szwecji, Niemiec czy USA jakoś potrafiły "okiełznać" grupę tych najbardziej agresywnych i lekceważących prawo, a więc i bezpieczeństwo kierowców. Może przyjrzeć się służbom policyjnym tych krajów i zobaczyć, jak oni to robią. Oczywiście podniesienie limitu prędkości ma tu charakter propagandy sukcesów. Mamy autostrady i drogi ekspresowe! Mamy, ale ileż tego? Tak samo musi rozśmieszać informacja, że na tych drogach wyższych klas jest mniej wypadków. Nie wiemy, czy relatywnie mniej.
Wracając do autostrad, oburzyła mnie informacja rzecznika Generalnej Dyrekcji Dróg Publicznych przy okazji ujawnienia kradzieży tłucznia z podbudowy autostrady. Otóż ten osobnik oznajmił, że wybranie przez złodziei tłucznia nie osłabi przyszłej autostrady albowiem złodzieje wybrali tłuczeń z pod pobocza. Biedaczysko nie wiedziało, że pobocze jest składową częścią drogi, a więc powinno spełniać odpowiednie standardy. Zachodzi obawa, że tak zbudowana autostrada padnie pod ciężarem, zazwyczaj przeładowanych ponad dopuszczalną miarę, samochodów ciężarowych i po paru latach będzie wymagała przebudowy.
Na koniec zachęcam pana Sebastiana do podjęcia - na łamach PD@N - wymiany zdań: jak doprowadzić do tego, ażeby w naszych szkołach kierowców zaczęto nauczanie dynamiki samochodu. Wprowadzenie obowiązku doskonalenia wiedzy kierowców nie jest dobrym rozwiązaniem. Zamiast doskonalenia - doskonalsze nauczanie podstawowe.
Odpowiedź - Sebastian Wesołowski:

(Fot.: PD@N 370-53)
Jest mi niezmiernie miło, że zainteresowała Pana moja wypowiedź, chciałbym również na łamach tygodnika odpowiedź Panu na zadane mi pytanie.
Na wstępie jednak chciałbym sprecyzować co kryje się pod pojęciem ”technika kierowania” czy też “doskonalenie techniki jazdy”. Niestety z moich wieloletnich obserwacji wynika, iż wielu kierowców czy nawet samych instruktorów nauki jazdy, nie rozumie co to “doskonaleni techniki jazdy” czy też czym zajmują się ośrodki prowadzące tego typu szkolenia. Wielu kierowców technikę jazdy traktuje zero-jedynkowo tzn. “skoro mam prawo jazdy i potrafię jeździć to przecież muszę to robić dobrze i nie potrzebuję żadnych szkoleń doskonalących” – tak wielu sądzi. Spotkałem się z opiniami, że tego typu szkolenia są niepotrzebne, że to wyciąganie pieniędzy itp. Skoro mamy tylu “świetnych” kierowców to, dlaczego w Polsce na drogach rocznie ginie prawie 5500 osób i dlaczego mamy tylko jednego Krzysztofa Hołowczyca czy Roberta Kubicę. Przywołam tu trafne porównanie do gry na fortepianie. Otóż jest wiele osób, które znają nuty i potrafią zagrać skoczne melodie “do kotleta” na weselach. Stosując analogie można by rzec, iż każda z tych osób skoro “gra” na instrumencie tomogłaby również wystąpić w Konkursie Chopinowskim. Tak samo można “jeździć” a “jeździć”. Są też tacy, którzy uważają, że na szkoleniach doskonalenia techniki jazdy uczy się “przyszłych piratów drogowych”, którzy przemierzają nasze drogi poślizgami kontrolowanymi. Takie podejście świadczy o tym, iż osoby tak myślące nie mają pojęcia, co robi się na zajęciach z doskonalenia techniki jazdy. Szkolenia te przede wszystkim uczą jak “jeździć” by nie doprowadzać do sytuacji niebezpiecznych i co zrobić gdy już znajdziemy się w opałach. Uczą jak prawidłowo korzystać z nowoczesnych systemów bezpieczeństwa czynnego takie jak ABS, ESP, Break Assist itp. Jednak to nie wszystko. Na szkoleniach tych można wprowadzać techniki jazdy Eco oraz defensywnej, ćwiczyć jazdę off-road czy ekstremalną dla służb mundurowych.
Wracając do tematu – jak najbardziej zgadzam się z wprowadzeniem “reformy” w nauczaniu kandydatów na kierowców w tematyce techniki jazdy i jej wpływu na bezpieczeństwo. Jak to zrobić?
Szkolenie kandydata na kierowcę można podzielić na dwie części. Jedna to kodeks ruchu drogowego, przepisy, które określają m. in. pierwszeństwa przejazdu czy też zasady ruchu; druga to technika kierowania pojazdem, czyli fizyczne właściwości materii jaką jest pojazd, która podlega działaniu wielu sił i prowadzenie pojazdu czy tez panowanie nad nim nie jest sprawą tak oczywistą (niestety wielu się wydaje, że to proste jest). Kręcenie kierownicą czy wciskanie pedałów to raczej obsługa pojazdu i kogoś kto to opanował nie można już nazwać iż potrafi prowadzić pojazd.
W chwili obecnej cały nacisk w kształceniu kandydatów na kierowców kładziony jest właśnie na przepisy ruchu drogowego – i to bardzo dobrze. Często jednak drugą część, czyli prawidłową technikę prowadzenia, traktuje się marginalnie lub zapomina o niej. A przecież ona często decyduje o życiu lub śmierci. Niestety problem jest głębszy bo wielu dzisiejszych instruktorów nauki jazdy nie ma przygotowania merytorycznego “ z techniki prowadzenia pojazdu”. Krew mi się w żyłach mrozi jak słyszę od kursantów, że w innej szkole “ktoś” ich uczył żeby przed każdym zakrętem wciskać sprzęgło, a po zakręcie puścić, nawet gdy nie zmieniamy biegu!
Od ponad roku prowadzimy kursy przygotowujące do egzaminu kandydatów na instruktorów techniki jazdy. Skierowane one są do kogo? Instruktorów nauki jazdy. Proszę mi wierzyć, iż podczas zajęć teoretycznych “z ogólnych zasad techniki kierowania pojazdem”, które prowadzę, niejednokrotnie instruktorzy nauki jazdy o wieloletnim stażu przyznają, iż dowiadują się rzeczy o których nie mieli nawet pojęcia! Bardzo miło, że są osoby również wśród instruktorów, które potrafią się przyznać, że czegoś nie wiedzą i mimo wieloletniej praktyki chcą się czegoś nauczyć. Z drugiej strony nie dziwię, że “technika kierowania” tak kuleje nawet wśród instruktorów. Przypomnijmy sobie nasze kursy na instruktora techniki jazdy. Na moim blok “technika kierowania” w wymiarze 18 godzin oczywiście się odbył. Tyle, że zajęcia te prowadził egzaminator z WORD i do znudzenia opowiadał na nich “jak włączać kierunkowskaz na rondzie”. W wielu przypadkach blok ten, albo prowadziły osoby bez przygotowania merytorycznego i doświadczenia, albo wcale się nie odbywał. Oczywiście problem rozwiązał się dopiero w 2008 roku, kiedy to powołano Instruktorów techniki jazdy - czyli ludzi, którzy powinni takie zajęcia prowadzić.
Reasumując, aby prawidłowo nauczać kursantów nauki jazdy, powinno się przede wszystkim zweryfikować wiedzę samych instruktorów nauki jazdy, aby ujednolicić program szkoleniowy, aby nie dochodziło do sytuacji, iż każdy uczy inaczej, często źle. Nasuwa mi się przykład z Internetu gdzie jeden z toruńskich instruktorów nauki jazdy nagrał filmik “Przygotowanie się do jazdy” i umieścił w serwisie YouTube, na filmie pokazuje jak prawidłowo zapiąć pas bezpieczeństwa. Problem w tym, że pokazuje NIEPRAWIDŁOWE zapięcie, które może doprowadzić do powstania poważnych obrażeń w momencie kolizji.
Drugim ważnym elementem jest wprowadzenie obowiązku odbycia zajęć zaraz po zdobyciu prawa jazdy - “zajęcia o ryzyku prowadzenia pojazdu” gdzie każdy kursant przekona się czym jest poślizg, dowie się jak działają systemy bezpieczeństwa w pojeździe przez co nabierze pokory i ostudzi młodzieńcze zapały do brawury i prędkości. Nie będzie musiał eksperymentować na drodze bo będzie wiedział czym może się to skończyć.
Podsumowując: "prawda jest jedna - tak długo jak instruktorem nauki jazdy będzie mógł zostać praktycznie każdy, tak długo szkolenie kierowców będzie jednym wielkim bałaganem. Tak długo jak żenująco niskie będą ceny kursów i przez to płace dla instruktorów, tak długo instruktorzy nie będą szanowani i nie będą fachowcami z prawdziwego zdarzenia! "
Pozdrawiam Pana serdecznie Sebastian Wesołowski
Temat bardzo interesujący, może drażliwy, ale zdecydowanie ważny, nawet na miarę życia ludzkiego. Ustawa o kierujących pojazdami trafiła właśnie do podpisu prezydenckiego, następnie zostanie wydrukowana, a po roku od tej daty zacznie obowiązywać. Wśród wielu zapisów zobowiązanie instruktorów nauki jazdy do szkoleń. Może w ramach tych zobowiązań każdy instruktor nauki jazdy powinien “zaliczyć” kilka godzin szkolenia w zakresie techniki jazdy? Piszcie Państwo do nas: tygodnik@pawodrogowe.pl
Pytanie zadał: Jan Zasel, ekspert prawa drogowego
Odpowiedzi udzielił: Sebastian Wesołowski, wykładowca i instruktor, Ośrodek Doskonalenia Techniki Jazdy “RAJDER”