Pytanie: Ostatnie karambole nie byłyby tak tragiczne, gdyby kierowcy przestrzegali kilku zasad. Na początek warto zapamiętać, że śmiertelny wypadek może się wydarzyć już przy 50 km/godz. We wtorek na autostradzie pod Gliwicami zderzyło się 40 samochodów, dwie osoby zginęły. To trzeci poważny wypadek w tym miejscu. Niedawno byliśmy też świadkami karambolu koło Cieszyna. To jakiś koszmar. Dlaczego nasze drogi są tak niebezpieczne?
Odpowiedź: Statystyki pokazują, że liczba wypadków w naszym regionie regularnie spada. Niestety, wciąż kluczowa pozostaje prędkość, z jaką poruszają się kierowcy. Tymczasem powinni pamiętać, co może ich spotkać podczas wypadku - nawet gdy jadą tylko 50 km/godz.
Pytanie: Co może się stać, gdy jadę tak wolno?
Odpowiedź: Może pan nie przeżyć wypadku.
Pytanie: To chyba żart. Każdy samochód ma ABS, poduszki powietrzne...
Odpowiedź: Może się np. okazać, że zapomniał pan zapiąć pasy.
Pytanie: Zapiąłem...
Odpowiedź: Na pewno dobrze? Jeśli pas jest skręcony, to przetnie pana na pół. Zginie też pański pasażer, jeśli nie ma włączonej poduszki. Niech pan nie zapomina też o prawach fizyki. Jeśli jedziemy 50 km/godz. i 20 metrów przed nami idzie pieszy, to przejedziemy 11 metrów, zanim rozpocznie się hamowanie. Kolejne osiem-dziewięć to droga hamowania. Jeśli pojedziemy tylko 10 km/godz. szybciej, to samochód zatrzyma się cztery-pięć metrów dalej. To oznacza, że wjedzie pan w pieszego z prędkością 30 km/godz. Siła uderzenia będzie taka, jakby dostał od mocno zbudowanego mężczyzny kijem bejsbolowym w twarz.
Pytanie: Skoro można zginąć, jadąc 50 km/godz., to jak podoba się panu nowy przepis o prędkości na autostradach? Możemy jechać nawet 140 km/godz.!
Odpowiedź: Nie mogę komentować przepisów. Uważam jednak, że samo podniesienie dopuszczalnej prędkości nie jest niczym złym. Mamy odpowiednie do takich prędkości odcinki dróg. Problem jest gdzie indziej: czy jako kierowcy jesteśmy odpowiednio przygotowani do tego, by poruszać się po autostradach w takim tempie?
Pytanie: Jesteśmy?
Odpowiedź: Wydaje mi się, że nie. Wielu z nas myśli, że skoro ma zachodni samochód, który ma ABS, kontrolę trakcji i kilka poduszek powietrznych, to już nie są potrzebne żadne umiejętności i nic nam nie grozi, bo taki samochód zatrzyma się w miejscu. Nikt też nie uczy kierowców szybkiej i bezpiecznej jazdy. Na drodze trzeba mieć pokorę i wyobraźnię, trzeba też myśleć o tym, co może zrobić inny kierowca. Warto też przestrzegać zasady starych kierowców: jedziesz 50 km/godz., to zachowaj od samochodu przed tobą 50 metrów odległości; jedziesz setką, to niech ta odległość wynosi 100 metrów. To da nam dodatkowy czas na manewry i zwiększy szanse na uniknięcie wypadku. I na koniec - lewy pas służy tylko do wyprzedzenia. Tylko nam się wydaje, że jadąc nim, jesteśmy szybsi albo bezpieczniejsi.
Pytanie: Wróćmy do ostatnich karamboli. Po raz kolejny okazuje się, że do wypadku dochodzi niezależnie od siebie na dwóch przeciwległych pasach ruchu. Można było tego uniknąć?
Odpowiedź: Tak, gdyby nie "apacze". Kierowca przejeżdża obok wypadku i myśli sobie: "A, popatrzę!". Co robi? Zwalnia, patrzy w bok i wjeżdża w samochód, który także zwolnił. Rozumiem siłę ciekawości, ale w takich sytuacjach najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, jest hamowanie i rozglądanie się na boki. Nigdy nie wiemy, jaką reakcję u kogoś, kto jedzie za nami, wywoła światło stopu. Moim zdaniem dokładnie taką sytuację mieliśmy we wtorek na A4. Do tego drugiego wypadku wcale nie musiało dojść.
Odpowiedzi udzielił: nadkomisarz Włodzimierz Mogiła
z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach