Ekspert wyjaśnia

Kultura rowerowa

18 lipca 2010

Pytanie: W Toruniu powstaje coraz więcej ścieżek rowerowych. Nie zawsze jednak potrafimy z nich korzystać. Problemem są np. piesi wkraczający na ścieżki jak na chodnik. To efekt braku przyzwyczajeń czy wadliwej infrastruktury?

Odpowiedź: Na szczęście, drogi rowerowe, które ostatnio powstają w naszym mieście - np. przy ul. Bydgoskiej, Chopina, Mickiewicza - są wykonane z asfaltu, podczas gdy chodnik - z kostki betonowej. Jest rozróżnienie nawierzchni i tak powinno to wyglądać.

Pytanie: Sam często jeżdżę Bydgoską i właśnie tam piesi wchodzą na ścieżkę.

Odpowiedź: Myślę, że sytuacja się poprawi. Ludzie powoli zwracają coraz większą uwagę na to, jakim pasem idą. Zawsze znajdzie się jakaś osoba, która chodzi po asfaltowej drodze, ale zdecydowana większość przemieszcza się po chodniku. To kwestia kultury pieszych, przyzwyczajeń, a także tego, że dziś po Toruniu nie jeździ jeszcze zbyt wielu rowerzystów. Jak na polskie warunki, jest ich i tak sporo, ale gdyby pieszy idący po ścieżce słyszał za sobą co kilka sekund dzwonki i trąbienie, sytuacja sama by się rozwiązała.

Pytanie: Jesienią ub. r policzyliście, że przez most im. Piłsudskiego w kierunku centrum w godz. 15-16 przejechało 1036 samochodów i 72 cyklistów.

Odpowiedź: Teraz też prowadzimy badania. Raport pojawi się we wrześniu br., ale mogę powiedzieć, że teraz w godz. 15-16 samochodów było mniej więcej tyle samo, a rowerzystów przejechało ok. 140.

Pytanie: W końcu mamy lato.

Odpowiedź: Na rowery przesiadło się jednak troszkę więcej osób niż rok temu o podobnej porze. A im więcej ich będzie, tym lepsza będzie kultura pieszych.

Pytanie: Pod warunkiem, że nowe ścieżki będą przypominać te z ul. Mickiewicza i Bydgoskiej, a nie starsze z ul. Gagarina, gdzie betonowe płyty chodnikowe przedzielono po prostu białym pasem.

Odpowiedź: O to się staramy. Jest jeszcze trochę inna kwestia: na Zachodzie ruch rowerowy rzadko łączony jest z pieszym. Zazwyczaj jest on albo odesparowany albo puszczony z samochodami. Trasy rowerowe projektuje się tam dla prędkości ok. 30 km na godz., czyli niewiele niższej od przepisowej prędkości samochodu w mieście. Dla porównania, prędkość pieszego to maksymalnie 6 km na godz. Inżynierowie wyszli ze zgodnego z przepisami założenia, że rower to pojazd. I jako pojazd ma on swoje prawa. W Polsce istnieje wciąż problem postrzegania rowerzysty jako pełnoprawnego uczestnika ruchu drogowego. Ja, w przeciwieństwie do większości cyklistów, jeżdżę głównie jezdnią, bo paradoksalnie to dla mnie najbezpieczniejsze. Jestem doskonale widoczny, odpadają problemy z pieszymi, wyjazdami z posesji, zaparkowanymi samochodami.

Pytanie: Zostają jednak kłopoty z kierowcami, którym zdarza się nie zwracać uwagi na rowerzystów na jezdniach i ich przecięciach ze ścieżkami.

Odpowiedź:Czasem wdaję się z nimi w dyskusję. Kiedy wymuszą pierwszeństwo, pytam czy zachowaliby się podobnie, gdybym jechał samochodem ciężarowym. Wiele osób myśli, że rowerzysta na pewno jedzie 10 km na godz., więc bez problemu zahamuje i przepuści. Nie zawsze tak jest.

Pytanie: Wśród toruńskich cyklistów jest sporo uczniów i studentów. W Kopenhadze widziałem zaś na dwóch kółkach masę ludzi w garniturach, którzy z teczką pod pachą dojeżdżali do pracy.

Odpowiedź:To świetny sposób na uniknięcie korków. Kierowcy zwalają winę na drogi, a często jadą np. pół kilometra do pobliskiego sklepu. W krajach takich jak Dania, Szwecja, Holandia w takiej sytuacji wsiada się na rower, załatwia sprawę i wraca.

Pytanie: Tu wracamy do infrastruktury. Bo trzeba jeszcze mieć gdzie ten rower zostawić.

Odpowiedź:Moim zdaniem, jeśli ktoś chce jeździć po Toruniu, spokojnie da sobie radę. Jeśli nie ma stojaków, można jednoślad wnieść do klatki, przypiąć do barierki, słupka.

Pytanie: W duńskiej stolicy spina się ze sobą po prostu ramę i koło. W Polsce jednak bym tego nie próbował...

Odpowiedź:To trochę demonizowanie.

Pytanie: A pan zostawiłby tak swój rower?

Odpowiedź:Kiedy wchodzę na kilka minut do sklepu, nawet go nie przypinam. Jeżdżę sprzętem wartym najwyżej kilkaset złotych, który dla złodziei jest średnio atrakcyjny. Jeśli kupujemy cudo za 3 tys. zł i nigdzie nim nie wyjeżdżamy, mija się to z celem. Myślimy, że będziemy szybciej jechać, bardziej trendy wyglądać, a tymczasem używane rowery za 300-400 zł również szybko jeżdżą, prezentują się elegancko, a spełniają podstawową funkcję i nie kuszą. W niektórych mniejszych holenderskich miastach spotykane są co prawda jednoślady po kilka-kilkanaście tys. zł. Ludzie jeżdżą nimi na co dzień, ale są one ubezpieczone. Z kolei w Amsterdamie czy Danii rowery miejskie to rzeczy, do których nie przywiązuje się dużej wagi. To po prostu przyrząd służący do przemieszczania się z miejsca na miejsce.

Pytanie: Skandynawowie i Holendrzy dorobili się imponującej kultury rowerowej.

Odpowiedź:Odpowiednia polityka jest tam prowadzona na wszystkich szczeblach. Działają stowarzyszenia, które monitorują prawidłowy rozwój infrastruktury, władze lokalne o nią dbają. Są też bezpośrednie czynniki zachęcające do przesiadki na dwa kółka. W Holandii pracodawcy pokrywają czasem połowę kosztów zakupu rowerów. Znam przypadki, gdy kosztowały one - w przeliczeniu na złotówki - 8 tys., a dodatkowo pracownicy dostali jeszcze trzyletnie ubezpieczenie od kradzieży. Są też dodatki do pensji dla osób, które przybywają do pracy rowerem.

Odpowiedzi udzielił: Paweł Wiśniewski ze Stowarzyszenia Rowerowy Toruń