Rozmowy

Paweł Żuraw. O samorządzie zawodowym i etyce w polskim systemie BRD

10 grudnia 2018

Paweł Żuraw. O samorządzie zawodowym i etyce w polskim systemie BRD
Kongres Instruktorów i Wykładowców Nauki Jazdy. Warszawa, czerwiec 2018 r. (od lewej) Mieczysław Żuraw (senior), 70 lat, czynny i nadal zaangażowany w swoją pracę instruktor z 40-letnim stażem, były kierownik Polskiego Związku Motorowego w Świdnicy oraz Paweł Żuraw (junior), 42 lata, instruktor z 20-letnim stażem, wykładowca akademicki (fot. Ryszard Krawczyk)

Kontynuujemy cykl wypowiedzi i opinii wokół inicjatywy powołania samorządu instruktorów i egzaminatorów nauki jazdy. Dziś na nasze pytania szeroko odpowiada Paweł Żuraw (instruktor nauki jazdy, były egzaminator, wykładowca akademicki). Mój rozmówca dokonał szerokiej analizy obecnego systemu w kontekście proponowanych działań samorządu zawodowego i etyki. To wypowiedź niezwykle interesująca, też odważna. Autor mówił o tym – zacytujmy: co obecnie czuje i co mnie zawodowo "boli".

Czekamy na Państwa deklaracje udziału w Inicjatywie Społecznej Nieobojętnych. Również elektronicznie, na stronie https://szie.pl/ (klik!)

Liczymy na dalsze Państwa wypowiedzi: Jolanta Michasiewicz (piszcie – e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl )

* * *

Pytanie redakcji tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS: W sprawie Inicjatywy Społecznej na rzecz powołania Samorządu Zawodowego Instruktorów i Egzaminatorów pytam osobę, która wykonywała i wykonuje oba zawody. Posiadał i nadal pracuje Pan we własnym ośrodku szkolenia kierowców, ale też ma Pan za sobą rozdział pracy w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Wałbrzychu. Czyli jest Pan świetnym przykładem uzasadniającym potrzebę połączenia celów i oczekiwań obu tych zawodów. Spojonych przecież wspólnym celem jak praca z kandydatem na kierowców i tym celem ostatecznym, czyli dopuszczeniem do ruchu bezpiecznego kierowcy. Czy mam rację?

Odpowiada Paweł Żuraw, instruktor nauki jazdy, b. egzaminator: To prawda, zgadzam się z opinią Pani Redaktor. Aczkolwiek jeśli chodzi o moją osobę, to posiadając doświadczenie w zawodach: instruktora i egzaminatora, nie chciałbym być odebrany przez czytelników jako ktoś, kto jest wyjątkowym ekspertem czy nawet odosobnionym przypadkiem. Jestem zwykłym instruktorem (jakich jest tysiące w Polsce), podobnie jak byłem zwykłym egzaminatorem. W naszym kraju dużo jest takich osób, które wykonują zawód instruktora, posiadając uprawnienia egzaminatora i na odwrót. Wielu jest instruktorów i egzaminatorów o interdyscyplinarnej wiedzy, którzy są fachowcami w swojej branży, a przede wszystkim są dobrymi pedagogami.

Jako człowiek, który zazwyczaj stara się być otwarty do ludzi, lubię dzielić się z nimi swoją wiedzą podczas szkoleń na kursach prawa jazdy. Współpracuję nadal z WORD-em w ramach prowadzonych szkoleń dla kandydatów na instruktorów oraz warsztatów dla instruktorów i egzaminatorów. Dzięki temu doświadczeniu obserwuję, jak bardzo bliskie są cele jednej i drugiej grupy zawodowej na rzecz już nie tyle szkolenia i egzaminowania, co bardziej szerszego zagadnienia, jakim jest wychowywanie kierowców.

Tak naprawdę, te cele były zawsze zbieżne, jednak gdzieś mniej więcej od ok. 20-stu lat zaczęły się one rozmijać, tworząc zupełnie niepotrzebną przepaść dzielącą dwie pozycje barykady, po której stanęli – z jednej strony – instruktorzy, po drugiej zaś umocowali się egzaminatorzy. Być może komuś na tym zależało, żeby tak właśnie się stało, a może były to tylko działania niezamierzone i nieświadome. Trudno jest ten stan rzeczy jednoznacznie oceniać. Jednakże w dzisiejszych czasach, kiedy istnieje realna potrzeba kompleksowych działań na rzecz uświadamiania ludzi o zasadach bezpieczeństwa na drogach, takie podziały już nie mają sensu. Trzeba koncentrować się na działaniach, które ten stan naprawią.

Pytanie: W jednym z tygodników przeczytałam o oczekiwaniach lekarzy, że ich samorząd lekarski podejmie skuteczne działania odsunięcia od zawodu medyków, którzy ogłupiają pacjentów, wspierając medycynę alternatywną. Jeżeli samorząd nie położy kresu działalności takich medyków obudzimy się w kraju czarów i zabobonów. Chorzy tego nie przetrwają – pisze Paweł Walewski w artykule „Woda na raka”. Jeden z profesorów zacytowany w artykule z goryczą powiedział: - Mnie zawsze wstyd za takich lekarzy. Ja znajduję tu proste odniesienie do ludzi wykonujących zawód instruktora. Może uda się komuś wreszcie podjąć skuteczną walkę z instruktorami, którzy nie powinni pracować w tym zawodzie. Wie Pan o kim myślę?

Odpowiedź: Tak, wiem o jakiej grupie instruktorów Pani Redaktor mówi. Niestety, w każdej grupie zawodowej, w każdej społeczności były, są i chyba raczej będą tzw. czarne owce. Wynika to z natury ludzkiej, która skłania się do tego, aby czasami działać na przekór dobrym rzeczom, wbrew przyjętym zasadom i obyczajom, niekiedy nawet na złość innym. Powiedzmy to otwarcie, nie wstydźmy się tego, że jako ludzie mamy skłonności do wielu słabości i ułomności, pomimo, że od dziecka wmawia się nam, że jesteśmy najlepsi i wyjątkowi w swoim rodzaju. Prawdą jest, że nie jesteśmy idealni i krystaliczni. Zdarza nam się, że popełniamy błędy. Niekiedy pewnych rzeczy jesteśmy nieświadomi, czasami brakuje nam wiedzy na jakiś temat, dlatego błądzimy. Gorzej jednak, jeśli zło czynimy z premedytacją.

Jako ludzie współcześni - bardzo aktywni, zabiegani i zapracowani - niekiedy źle rozumiemy pojęcia: kreatywności i przedsiębiorczości. Właśnie to nieprawidłowe (nierozumne) pojmowanie dobrych idei sprawia, że przykładowo bycie przedsiębiorczym może przejawiać się w: cwaniactwie, głupocie czy nawet nieprzyzwoitości. Proszę tego nie odbierać jako krytyki czegoś lub kogoś, ale przede wszystkim potraktować tą myśl jako refleksję, która w dzisiejszych czasach jest nam wszystkim bardzo potrzebna. Szczególnie nabiera ona znaczenia w czasach szybkiego tempa życia, szybkiego zarabiania pieniędzy i szybkiego robienia kariery.

Proszę pozwolić mi na osobiste wynurzenie, ale już od dawna przekonuję się do myśli, że współczesna filozofia życia, którą określam jako „szybko, dużo, byle jak, ale byle do przodu” nie prowadzi do niczego dobrego. Nie dziwmy się zatem, że w środowisku szkoleniowym, a nawet egzaminacyjnym są ludzie, którzy zwyczajnie wierzą, że w życiu trzeba być przebojowym, przepychać się łokciami, i iść do przodu za wszelką cenę. Do pewnych postaw trzeba dojrzewać.  

Niestety, w naszym społeczeństwie pokutuje myśl, że jak się jest bardziej cwanym od kogoś, jak się uda kogoś w coś „wkręcić”, jak się potrafi kogoś skutecznie zmanipulować, naciągnąć, przechytrzyć, to jest się wówczas osobą efektywną, osiągającą sukces.  Jest to fałszywe postrzeganie przedsiębiorczości, sprytu i skuteczności. W dużej mierze to właśnie w elegancko opakowanym towarze, produkcie czy usłudze może być ukryty podstęp i oszustwo. W konkurencyjnej i dynamicznie rozwijającej się gospodarce (gdzie liczą się wysokie wyniki sprzedaży) zarządzanie przez manipulację jest jedną ze współczesnych technik dystrybucji produktów i usług, prowadzącą do szybkiego zarabiania pieniędzy i kreowania oczekiwanych wyników finansowych. Klientowi XXI wieku „wciska się” rzeczy, których realnie nie potrzebuje. Jest to strategia sztucznego kreowania potrzeb. Obrazuje to przykrą rzeczywistość, ale prawdziwą.

Dlatego należy dokładać wszelkich starań, aby promować dobre wzorce, a tym samym przekonywać ludzi, że w życiu prywatnym i zawodowym warto być rzetelnym, uczciwym i przyzwoitym. Taka postawa na pewno się opłaci, jeśli nie w krótkim, to zaprocentuje w dłuższym okresie czasu. Warto więc czekać na dobre owoce sumiennej pracy i dlatego też warto być cierpliwym.

Pytanie: Kiedyś do naszej redakcji o pomoc zwróciła się kandydatka na kierowcę, która podczas jazd doznała niestosownych zachowań instruktora. Poza radą, zmiany ośrodka nie można było jej pomóc, a co najważniejsze nic nie mogliśmy uczynić, aby zapobiec dalszym takim sytuacjom. Co Pan myśli o instytucji, jaką mógłby być sąd zawodowy?

Odpowiedź: W mojej ocenie sąd zawodowy stanowi bardzo delikatną płaszczyznę. Od razu mogą zrodzić się następujące pytania: Kto miałby być w takiej instytucji sędzią? Jakie byłyby kryteria funkcjonowania sądu zawodowego? Jakie byłyby kryteria doboru sędziów, mężów zaufania? Powiem wprost – jest to trudny temat. Osobiście, od spraw sądzenia konkretnych osób byłbym bardzo daleki. Niezbyt dobrze czuję tą materię. Oczywiście nie można przechodzić obojętnie wokół zła, które dzieje się wśród nas. Jednak można wykorzystać w takiej sytuacji inne metody, chociażby środki medialne, dzięki którym można byłoby „delikatnie” nagłaśniać patologiczne zachowania w grupie zawodowej. Taka informacja medialna na pewno mogłaby dać dużo do myślenia nie tylko sprawcy czynu, ale również wszystkim wrażliwym czytelnikom.

Pytanie: Samorząd, jak czytamy w art. 17 pkt 1 Konstytucji RP: - W drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. Czyli także samorząd instruktorów i egzaminatorów byłby umocowany ustawowo, totalnie wzrosłaby ranga obu zawodów. Czy są to zawody zaufania publicznego? Jakie Pan znajduje tu argumenty dla uzasadnienia?

Odpowiedź: Bezdyskusyjnie w sferze moralnej zawody instruktora i egzaminatora są zawodami zaufania publicznego. Jednak czy są w ten sam sposób odbierane i oceniane przez społeczeństwo? Jeśli chodzi o kwestię samorządu zawodowego instruktorów i egzaminatorów, to przychodzi mi do głowy kilka pytań, mianowicie: Czy taki samorząd zawodowy będzie miał solidne umocowanie prawne? Czy każdy instruktor będzie znajdował się pod protekcją samorządu?

W mojej opinii samorząd ma rację bytu wówczas, jeśli skupia (gromadzi) wokół siebie wszystkich przedstawicieli zawodu. Czy wobec powyższego jest szansa na to, aby skupić wszystkich instruktorów i egzaminatorów w samorządzie? Jeśli nie byłoby takiej możliwości, wówczas idea samorządu może zwyczajnie nie mieć szansy powodzenia. Oczywiście, obym się mylił, ale faktycznie przyznaję, że być może źle rozumiem jego istotę, być może mam na ten temat zbyt niedostateczną wiedzę. Z drugiej strony zastanawiam się czy w tak bardzo po