Ekspert wyjaśnia

Pieszy nie przyjął mandatu

8 lipca 2007

Pytanie: Przechodziłem przez ulicę Partyzantów na wysokości salonu Skody. Policjanci wlepili mi za to mandat, choć do najbliższego przejścia dla pieszych jest ponad sto metrów - mówi Henryk Kołodziejczyk z Olsztyna. - Ale to ja miałem rację i dlatego nie przyjąłem mandatu. Ulica Partyzantów w Olsztynie na wysokości salonu Skody. Kilkanaście minut po godzinie dwunastej. Do najbliższych przejść dla pieszych jest spory kawałek. Jedno jest przy rondzie Bema, drugie przy Komendzie Miejskiej Policji. Henryk Kołodziejczyk z Olsztyna dostał mandat ze to, że przeszedł przez ulicę w tym miejscu. “Tłumaczyłem policjantom, że do najbliższego przejścia jest ponad sto metrów. A to uprawnia pieszych do przejścia nie po zebrze - mówi. - Ale według nich było mniej. Dokładnie 83 metry.

Odpowiedź: “Rzeczywiście, przepisy ruchu drogowego mówią, że pieszy może przejść przez ulicę, jeśli najbliższa zebra jest co najmniej sto metrów dalej” - wyjaśnia Izabela Niedźwiedzka z Biura Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji. - Według oceny policjantów, którzy wystawili ten mandat, tam do przejścia są 83 metry. Spór między policjantami a Henrykiem Kołodziejczykiem rozstrzygnie sąd grodzki, bo mężczyzna nie przyjął mandatu w wysokości 50 złotych. “Mam nadzieję, że sędzia zrozumie, że nie mam miarki w oczach” - mówi Kołodziejczyk. - Według mnie było tam sto metrów. Nawet jeśli się myliłem, nie można tak dokładnie interpretować takich przepisów. A gdyby było 99 metrów, też zapłaciłbym mandat? Henryk Kołodziejczyk nie był jedyną z osobą ukaraną tego dnia za przechodzenie przez ulicę Partyzantów w niedozwolonym miejscu. - Tego dnia trwała akcja "Pieszy" - wyjaśnia Izabela Niedźwiedzka z Biura Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji. - Policjanci wystawili aż trzydzieści mandatów.