Ekspert wyjaśnia

Śmierć szaleje na drogach

7 września 2008

Redakcja “Dobra Firma”: Panie Pośle, jak się to dzieje, że mimo różnych akcji profilaktycznych, ograniczeń prędkości, całodobowej jazdy na światłach mijania, systemu karnych punktów za łamanie przepisów ruchu drogowego itp. przerażająco rośnie liczba wypadków? Wraz z nimi zwiększa się liczba ofiar śmiertelnych. Pod względem niebezpieczeństwa w ruchu drogowym zajmujemy w Unii Europejskiej niechlubne drugie miejsce. Na wszelkie apele jesteśmy ślepi i głusi. A może straciliśmy wyobraźnię i instynkt samozachowawczy?

Pos. Janusz Piechociński (z-ca przewodniczącego sejmowej Komisji Infrastruktury):A ja bym jeszcze dodał, że jako kierowcy staliśmy się obojętni na to, co się naprawdę dzieje na drogach. Z łatwością oceniamy przyczyny winnych, wskazując najchętniej na brak dobrych dróg. Przesiedliśmy się przecież do lepszych samochodów, pokochaliśmy motoryzację, tylko ta infrastruktura wciąż jakoś nie nadąża.... Ciekawe jednak, że polscy kierowcy będąc zagranicą zachowują się na tamtejszych, często znacznie lepszych drogach zupełnie inaczej. W krajach skandynawskich przestrzegają dozwolonych prędkości na równi z miejscowymi. W Niemczech jak ognia boją się policji i mają mir przed inspekcją transportu drogowego. Nikomu ani głowie jest jakiekolwiek szarżowanie i naruszanie przepisów. Wystarczy jednak, że wracając do domu przekroczą naszą granicę, by ułańska fantazja i niepohamowana brawura znów dały znać o sobie. Często odnoszę wrażenie, że w naszym kraju śmierć na drogach bardzo spowszedniała. I jeśli ofiarą nie stał się ktoś bliski lub znajomy, przechodzimy koło sprawy ze stoickim spokojem: cóż, stało się...I to nawet wtedy, kiedy w wypadkach zginie 5.583 osób, takjak stało się w zeszłym roku.

Redakcja “Dobra Firma”: Czy nie jest to jednak ocena zbyt surowa. Informacje prasowe o tragicznych katastrofach autokarów z dziećmi jadącymi na wakacje czy wiozącymi grupy wycieczkowiczów w kraju lub zagranicą odbiły się przecież szerokim echem w społeczeństwie...

Pos. Janusz Piechociński (z-ca przewodniczącego sejmowej Komisji Infrastruktury):To prawda, że bywa o tym głośno W pierwszym odruchu niektórzy domagają się nawet natychmiastowego zamknięcia firmy przewozowej. Zgłaszane są żądania dodatkowego przeszkolenia kierowców autokarów, a nawet wprowadzenia zasady, że wycieczki można przewozić tylko nowymi autobusami, najlepiej takimi, które dopiero co wyjechały z fabryki. Wkrótce jednak o tych tragediach oraz o swoich wcześniejszych reakcjach zapomniana się. I wszystko wraca do normy. Rzecz nie jest nawet w tym, że pomysły mogą być nierealne. Znacznie gorsze jest właśnie to, że o tak ważnych sprawach szybko zapominamy, że je sami wyciszamy. Sukcesu w walce o bezpieczeństwo na drogach nie odniesie się jednak samym oburzeniem i nawet najbardziej uzasadnionym protestem. To musi być proces ciągły, prowadzony na różnych płaszczyznach, stale oceniany i obejmujący coraz ważniejsze zadania.

Tymczasem rozejrzyjmy się wokół siebie. Ilu kierowców- na przykład - siada za kierownicą po pijanemu? Tysiące? Dziesiątki tysięcy? Czy może setki tysięcy? Tego dokładnie nie wiemy. Wiadomo jednak, że co dziesiąty sprawca wypadku śmiertelnego był pod wpływem alkoholu. Tak patrząc na sprawę, można uznać, że kierowca, który decyduje się na jazdę będąc “na gazie” to po prostu kandydat na samobójcę lub mordercę. A jak większość z nas reaguje na to, że takiego kierowcę zatrzymała policja i odebrała prawo jazdy? Na ogół współczuje mu. Że miał pecha. Przecież każdemu z nas może się to zdarzyć, bo jak – na przykład - nie wypić toastu na imieninach szefa, z okazji jakiejś uroczystości rodzinnej, awansu itp. Więc żal jest tego, któremu policja zatrzymała prawo jazdy. W głębi ducha życzymy mu więc, żeby się wyplątał z kłopotów, zwłaszcza że ta policja stała się taka bezduszna. Chętnie, choć bezmyślnie, wypacza się sens działań podejmowanych z myślą o zwiększeniu bezpieczeństwa na drogach. Oto jeden z przykładów dotyczący fotoradarów, którymi policja coraz częściej się posługuje. Mało kto zainteresował się, jaka jest ich efektywność (a jest i to duża), natomiast wielu z góry założyło, że to wymysł policji drogowej, która nie marzy o niczym innym, jak tylko o ściągnięciu jak najwięcej pieniędzy od uczestników ruchu drogowego.

Odpowiedzi udzielił: poseł Janusz Piechociński (z-ca przewodniczącego sejmowej Komisji Infrastruktury)