Ekspert wyjaśnia

Czy „jazda na suwak” to dobry pomysł?

7 września 2008

Pytanie: Czy “jazda na suwak” to dobry pomysł?

Odpowiedź podkom. Wiesław Rzyduch, naczelnik wydziału ruchu drogowego KWP w Bydgoszczy: Zanim ostatecznie ocenię ten znak, wykonałbym testy, czy rzeczywiście pomaga rozwiązać problemy kierowców. Powodzenie tej inicjatywy w dużej mierze zależy od ich kultury osobistej. Z nią jest coraz lepiej, ale wciąż pozostawia wiele do życzenia. Poza tym mamy już dwa znaki, które informują kierowców o zwężeniach jezdni i nakazują odpowiednie zachowania. Jeden wskazuje zwężenie z dwóch pasów na jeden, drugi to strzałka naprowadzająca. Pozostaje pytanie, czy potrzebny jest kolejny. I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz: zastanawiam się, czy ten zamek błyskawiczny rzeczywiście korzystnie wpłynie na płynność ruchu. Obawiam się, że niekoniecznie, bo przecież ten zwężony odcinek i tak ma swoją określoną przepustowość. I żaden znak jej nie poprawi.

Odpowiedź Marek Kowalczyk, dyrektor bydgoskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad: - To świetny pomysł, który już działa na zachodzie Europy, choć tam nie potrzeba żadnego znaku. Obawiam się, że u nas będzie kłopot z egzekwowaniem tego przepisu. Zauważam w miejscach naszych remontów, że kierowcy tirów ignorują czerwone światła tam, gdzie jest ruch wahadłowy. W Polsce, niestety, przepisy traktuje się lekkomyślnie. Może więc trzeba by było punktować kierowców, którzy stosowaliby się do tego znaku jakimiś nagrodami? Wierzę, że wcześniej czy później ludzie nauczą się szacunku do innych użytkowników dróg. W końcu jeśli udaje się to za granicą, to dlaczego nie u nas? Coraz częściej podróżujemy po innych krajach i widzimy, jakie tam są standardy. Jest więc szansa, że kiedyś i do nas one dotrą.

Odpowiedź Marcin Bilski, bydgoski kierowca: - Jest to proste, ale bardzo dobre rozwiązanie, stosowane np. w Niemczech. Tam zdaje egzamin, więc może udałoby się i u nas. Kłopotem jest jednak kultura polskich kierowców. Wszyscy się spieszą, kompletnie nie zwracając uwagi na otoczenie. Rzadko się zdarza, by w miejscu zwężenia bez problemu można było wjechać na sąsiedni pas, albo przy wyjeździe z ulicy podporządkowanej, że ktoś nas przepuści. Trzeba bardzo długo czekać albo wymuszać przejazd. Dlatego większy nacisk położyłbym na edukację i wychowywanie społeczeństwa. Niestety, dużym problemem jest też stan naszych ulic. Korki będą mniejsze, gdy będzie się ich więcej budowało, a to co już jest - szybciej modernizowało. W tej dziedzinie mamy ogromne opóźnienia i niewiele wskazuje, że to się poprawi.
Odpowiedź Grzegorz Chylewski, jeździ taksówką od 17 lat: Znak jazdy na tzw. suwak znam z Niemiec. Uważam, że to świetny pomysł, warto wprowadzić go w Polsce, ale musiałyby iść za tym skuteczne mechanizmy respektowania tego przepisu. Dlaczego? Ponieważ u nas ludzie wcale nie przestrzegają kodeksu drogowego. Najśmieszniejsze jest to, że kiedy Polak wyjedzie za granicę, potrafi jeździć tak jak nakazują przepisy. Na pewno nie ma szans, by wszyscy zaczęli jeździć w ten sposób z czystej kurtuazji, bo rzadko się zdarza, że ludzie wpuszczają siebie nawzajem. Ja się staram, bo ulica to moje "biurko", moje miejsce pracy. Jednocześnie chciałbym prosić innych użytkowników ulic, by byli dla nas taksówkarzy wyrozumiali. Nie tylko jazda na suwak, ale i trochę wyrozumiałości na drogach ułatwiłoby nam życie.
Odpowiedź Jan Gryczka, kierowca miejskiego autobusu: Pomysł jest dobry i byłbym za jego wprowadzeniem, ale nie wiem, czy by się sprawdził. Problemy z jazdą w korkach tworzą się przede wszystkim z braku umiejętności. Zarówno za kółkiem autobusu, jak i prywatnie obserwuję, że kierowcy nie potrafią zmieniać pasów. Problem sprawia im dynamiczna jazda - to na pewno jest przyczyną wielu nieporozumień na drodze. Nam jeździłoby się łatwiej nie tylko, gdyby wprowadzono nowy znak. Powinniśmy zacząć od już istniejących przepisów. Czy nikt już nie pamięta, że należy wpuścić autobus wyjeżdżający z zatoczki? Nie mówię, że jesteśmy aniołami, ale jak mamy sobie radzić, kiedy kilkanaście samochodów nie chce przepuścić autobusu? Włączamy kierunkowskaz i wyjeżdżamy, bo inaczej komunikacja miejska byłaby totalnie sparaliżowana.

Odpowiedź Insp. Stanisław Grudzień, naczelnik wydziału ruchu drogowego komendy wojewódzkiej policji w Radomiu: Niestety, u nas jest bardzo niska kultura jazdy. My, policjanci, bardzo liczymy na to, że kierowcy zdadzą sobie sprawę, że odrobina kultury może służyć poprawie bezpieczeństwa jazdy, a także zmniejszeniu korków. Dlatego jestem zwolennikiem jazdy na suwak. We wszystkich miejscach, gdzie dwa pasy schodzą się w jeden pas, kierowcy powinni wjeżdżać na zmianę. Uważam, że ustawienie takich znaków mogłoby wyrobić dobre nawyki u kierowców i trochę pomóc w rozładowaniu korków. Wtedy zniknąłby może problem cwaniactwa, czyli kierowców jadących do samego końca kończącym się pasem, by później wjechać przed inne auta na pas obok. Tu dochodzimy do kierowców, których my nazywamy egzekutorami. Jeżdżą oni zgodnie z prawem i swoim postępowaniem próbują wymusić egzekwowanie przepisów przez innych kierowców, co nie zawsze kończy się dobrze. Dochodzi do mrożących krew w żyłach sytuacji: kierowca wyprzedza kolumnę pojazdów, nagle widzi przed sobą nadjeżdżający z przeciwka samochód, grozi mu zderzenie czołowe z nim. Próbuje się wcisnąć między jadące jeden za drugim samochody, a tu kierowcy, którym zajeżdża drogę, nie ustępują, "a masz za swoje" - mówią. Nasi kierowcy bywają tacy jak nasze drogi nie - wybaczają błędów. Drogi obsadzamy drzewami, ja nie mam nic przeciwko drzewom, ale sadząc je wzdłuż drogi, skazujemy przyszłe pokolenia kierowców na to, że każdy błąd nieuwagi czy roztargnienia mogą przepłacić śmiercią. Znam przypadek kierowcy, który kichnął, stracił panowanie nad pojazdem i najechał na przydrożne drzewo. Kierowcy powinni być dla siebie bardziej wyrozumiali i życzliwi!