Ekspert wyjaśnia

Skuteczność jazdy na suwak/zakładkę

7 września 2008

Pytanie Adam Kompowski: "Gazeta" proponuje, by upowszechnić u nas jazdę "na suwak": specjalny znak zachęca kierowców, by na zwężeniu wpuszczali auta z sąsiedniego pasa. Czy jazda "na suwak" może w Poznaniu zmniejszyć korki?

Odpowiedź Andrzej Krych: Lokalnie tak, ale pod warunkiem, że kierowcy będą się odpowiednio zachowywali. Pojazdy z głównego potoku najeżdżając na miejsce "zakładki", powinny jechać płynnie, ale zachowując dystans między sobą. Nie powinny zwalniać ani zatrzymywać się. Tymczasem w Poznaniu osoby, które chcą wjechać z sąsiedniego pasa, są najczęściej traktowane jako cwaniacy i nie są wpuszczane. A jak ktoś już wpuszcza, to się zatrzyma i daje znak, że wyświadcza uprzejmość. A w jeździe na zakładkę chodzi o to, żeby się nie zatrzymywać, tylko jechać do przodu, na wszystkich pasach równocześnie. Wtedy przepustowość przewężenia jest wykorzystana w największym możliwym stopniu.
Pytanie Adam Kompowski: Gdzie w Poznaniu można by ustawić takie znaki?
Odpowiedź Andrzej Krych: Jest pewnie kilkanaście takich miejsc, wszędzie tam, gdzie dwa pasy się schodzą w jeden. Np. przy zjeździe z Dolnej Wildy w kierunku Hetmańskiej, na nitkę prowadząca do Starołęki.
Pytanie Adam Kompowski: Ale żeby "zakładki" działały sprawnie, trzeba je rozważnie zaplanować. Jazda na zakładkę była wprowadzona niedawno podczas remontu wiaduktu na Franowie, ale to nie działało zbyt dobrze, bo zbyt blisko siebie umieszczono kilka punktów z zakładką. Czy w skali całego miasta takie usprawnienia mają znaczenie?
Odpowiedź Andrzej Krych: W sieci ulicznej są tzw. punkty krytyczne, to tam tworzą się korki. Gdy zlikwidujemy punkt krytyczny, korki przesuwają się na następne skrzyżowanie. Czasem nie ma sensu usprawniać jednego skrzyżowania tylko po to, żeby zator przeniósł się następne. Tak więc jazda "na suwak" może pomóc lokalnie. Natomiast w skali całego miasta trudno jest poprawić warunki ruchu, bo mamy ogromny popyt potencjalny. Gdy poprawimy warunki ruchu, to od razu będziemy mieli dodatkowe przejazdy samochodów. Przykładowo: ja mieszkam na Ratajach. Jeśli mam ochotę na ciasteczka z renomowanej cukierni na Św. Marcinie, to teraz i tak nie pojadę tam ze względu na korki, tylko zdecyduję się na gorszą cukiernię np. na Franowie, gdzie mam lepszy dojazd. Ale jeśli warunki dojazdu do Św. Marcina się poprawią, to ja pojadę samochodem do mojej ulubionej cukierni. I jest dodatkowa podróż, której wcześniej nie było.

Odpowiedzi udzielił: dr Andrzej Krych jest pracownikiem Politechniki Poznańskiej i współwłaścicielem firmy Biuro Inżynierii Transportu