Na żadną śmierć nie można się przygotować, ta wręcz nie mogła się zdarzyć. A jednak… W nocy, z 18 na 19 września 2026 roku, zmarł Pan Aleksander Igielski. Nagle, w pełni sił, bez wcześniejszych symptomów, z planami na sobotę.
Można powiedzieć, że znali Go wszyscy, bo nie można było Go nie znać. Człowiek charakteru i wielu pasji. Przedsiębiorca, szkoleniowiec, samochodziarz, a ostatnio też żeglarz. Prezes.
Był bardzo ważną postacią dla branży szkoleniowej w Polsce. Pełen nowatorskich idei i pomysłów. Wieloletni prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców, a następnie organizator i pierwszy prezes Polskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców. Był konkretny i skuteczny. Wnosił twórczy zamęt w funkcjonowanie środowiska, słowem, tworzył historię.
Znaliśmy się z Olkiem od ponad ćwierćwiecza. Nasze rozmowy były czasem niełatwe, ale zawsze nastawione na postęp. Był przekonujący, argumentował prostym językiem, bez patosu. Rozmawialiśmy o kompetencjach kadr szkoleniowych, o przedsiębiorczości branży, o doświadczeniach innych krajów, o barierach prawnych. Część tamtejszych rozmów ma dziś zupełnie inny wymiar, a niektóre są wciąż futurologiczne, zatrzymane w biegu.
Olek zawsze był - co trzeba podkreślić - bardzo rodzinny, a bezpieczeństwo i szczęście rodziny było celem. Widziałem to w Jego oczach, gdy mówił o dzieciach. Wraz z żoną Mieczysławą stworzyli firmę od początku nastawioną na trwały udział rodziny. Wyjątkowość ich biznesu pokazuje dziś Grupa IGIELSKI, która stała się jedną z największych w kraju firmą szkolącą kierowców. Współczesną ordynacją rodową.
Drogi Aleksandrze, mieliśmy pogadać, w październiku nie popłyniemy.
Cześć Twojej pamięci.
Witold Wiśniewski
