Przegląd prasy

Gdy zasłabną podczas jazdy

9 lutego 2009

Krakowska “Gazeta Wyborcza” donosi: Motorniczy w tramwajach będą robić... EKG pasażerom, którzy zasłabli podczas jazdy. Taki pomysł na zwiększenie bezpieczeństwa medycznego Krakowa zaproponował dr Jan Starzyk, były radny. Aparaty EKG miałyby być - na początek - zainstalowane w dwóch bombardierach. Samo badanie mieliby wykonywać specjalnie przeszkoleni motorniczy. Z grubsza schemat działania miałby wyglądać tak: pasażer zasłabł, motorniczy zatrzymuje tramwaj, podbiega z aparatem, podłącza pacjenta do EKG i przesyła dane do Centrum Monitoringu Kardiologicznego, w którym pracuje dr Jan Starzyk. Na podstawie wyników badań lekarze z centrum podejmowaliby decyzje co do szybkości wysłania karetki do pacjenta. Z naszych informacji wynika, że nigdzie na świecie nie montuje się w tramwajach aparatów do EKG. Są defibrylatory, ale to z kolei urządzenia służące do reanimacji, a nie badania pacjentów. Skąd dr Starzyk wziął pomysł wyposażenia akurat bombardierów w EKG? - Są na statkach - oświadczył nam wczoraj. O tym, żeby instalowano je w tramwajach - przyznaje - też nie słyszał. Ale uzasadnienie potrafi przedstawić: w masowych skupiskach ludzi dochodzi do wypadków, a ludzi ratować trzeba. Pieniądze na zakup sprzętu miałyby pochodzić z budżetu Krakowa. Jak nas poinformował Marek Gancarczyk, rzecznik prasowy MPK, radni zaproponowali, że dadzą pieniądze na doposażenie tramwajów i autokarów m.in. w apteczki. A wtedy doktor Starzyk wyszedł z pomysłem, żeby dokupić też aparaty EKG. Według Gancarczyka doktor zapewniał, że jedno urządzenie miało kosztować kilkaset złotych. Entuzjastycznie do pomysłu ustosunkowany jest prezes MPK Julian Pilszczek. "Wcześniej konieczne będzie przeszkolenie kilku motorniczych, którzy obsługiwaliby te urządzenia. EKG to nie są badania inwazyjne, sądzę, że nie będzie obaw, że sobie nie poradzą" - zwierzył się "Dziennikowi Polskiemu". Nam wczoraj nie udało się z nim skontaktować, ale zapał prezesa podziela nawet jego sekretarka. Gdy zapytaliśmy ją, czy chciałaby być badana przez motorniczego, odpowiedziała: - Gdyby zależało od tego moje życie, nie miałoby to żadnego znaczenia. Właśnie - czy życie zależy od badania EKG? - Instalowanie defibrylatorów ma sens, EKG - żadnego. Zapis z takiego EKG nie może stanowić podstawy rozpoznania medycznego. Tego typu działania w żaden sposób nie skrócą czasu pomiędzy wystąpieniem zdarzenia a interwencją karetki - uważa prof. Jacek Dubiel, konsultant ds. kardiologii w Małopolsce. - Ja bym się nie podjął wyrokowania o stanie chorego na podstawie badania wykonanego przez motorniczego, choćby najbardziej inteligentnego. - EKG w tramwaju? To jakiś pomylony pomysł. Nabijanie się z ludzi i lokalna polityczna zadyma - kwituje krótko prof. Juliusz Jakubaszko, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej. Oprócz sensu instalowania EKG w tramwajach jest jeszcze sprawa kosztu zakupu urządzeń. Najtańsze, jakie nam udało się znaleźć, było wycenione na 2400 zł - w promocji. Żaden z radnych miejskich zasiadających w komisji zdrowia nie zdecydował się wczoraj w rozmowie z nami na oficjalne poparcie tej inicjatywy. - Jestem za wszystkimi inicjatywami, które pomagają ratować życie - oświadczyła jedynie Marta Suter, szefowa komisji zdrowia.

Słowa kluczowe pasażerowie tramwaje