Przegląd prasy

Marek Górny. Szkolenie: marzenia i dzisiejszość

6 maja 2021

Marek Górny. Szkolenie: marzenia i dzisiejszość
Marek Górny, instruktor nauki jazdy (Kraków), wykładowca, autor podręczników metodycznych dla instruktorów oraz dla kierowców (fot. Jolanta Michasiewicz)

Marek Górny, instruktor nauki jazdy, wykładowca, metodyk, autor podręczników, uczestnik ubiegłotygodniowej DYSKUSJI NA RATUSZOWEJ [kliknij] precyzyjnie określa zmiany – w Jego ocenie - niezbędne dla poniesienia jakości szkolenia kandydatów na kierowców. Podsumowuje: - Mam świadomość, że może to spowodować znaczne ograniczenie chętnych do uzyskania uprawnień instruktora, lecz zapewne zaowocuje podniesieniem poziomu szkolenia kandydatów oraz będzie sprzyjać lepszemu przygotowaniu ich do wykonywania zawodu. Koszty jakie trzeba będzie ponieść w związku ze zdobyciem tych kwalifikacji oraz podwyższone wymogi skłonią do przystępowania doszkolenia jedynie osoby zdeterminowane i świadome trudu tego zawodu. Spowoduje to podniesienie prestiżu zawodu i jego ochronę przed osobami przypadkowymi. Zawód ten przy obecnych warunkach finansowych w pełni zasługuje na takie podejście. Autor zaprasza do dyskusji. (redakcja@l-instruktor.pl)

Redakcja

         Cel - poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego. Wszystkim zależy na poprawie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Przynajmniej w deklaracjach, z realizacją bywa o wiele gorzej. Cena, jaką ponosimy jest olbrzymia: to kilka tysięcy ofiar śmiertelnych, kilkadziesiąt tysięcy osób rannych oraz wielomiliardowe straty dla gospodarki narodowej rocznie. Pomimo tej świadomości nie podejmuje się zdecydowanych działań na rzecz realnych zmian stanu bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Rozbicie zdarzeń drogowych w czasie powoduje brak społecznej świadomości skutków.

         Szkolenie kandydatów na kierowców. Bezpieczeństwo w ruchu drogowym zależy przede wszystkim od należytego przygotowania do wzajemnej koegzystencji na drodze. W kontekście bezpieczeństwa nie ma znaczenia pozycja uczestnika ruchu drogowego. Wiąże się ono przede wszystkim ze świadomością zagrożeń występujących w ruchu. Ułomnością - jaką wykazuje się większość uczestników ruchu drogowego - jest przede wszystkim skupienie się na uzyskaniu uprzywilejowanej pozycji w stosunku do innych. Całkowicie zapominamy o marginesie błędu ludzkiego, popularnie określanym jako: ograniczone zaufanie do innych uczestników ruchu drogowego.

         Brak gruntownego i rzetelnego wychowania komunikacyjnego - prowadzonego w formie zorganizowanej od najwcześniejszych lat - powoduje brak podstawowych odruchów bezpieczeństwa u pieszych, rowerzystów czy kandydatów na kierowców.

         Obowiązujący model uzyskiwania uprawnień do kierowania pojazdami nie sprzyja należytemu przygotowaniu przyszłych kierowców do samodzielnego uczestnictwa w ruchu drogowym. System ten opiera się na formalnym spełnianiu wymogów np. wieku, ukończenia szkolenia, zdania egzaminu. Całkowicie nie uwzględnia aspektów merytorycznych. Dla przykładu popatrzmy na proces szkolenia 24-letniej osoby, która nigdy nie posiadała żadnych uprawnień do kierowania, a zachęcona ofertą pracy ma możliwość uzyskania (w okresie nawet do 6-ciu miesięcy) uprawnień kierowcy autobusu. Co więcej to osoba, która nie wykonała ani jednej godziny samodzielnej jazdy jakimkolwiek pojazdem, zupełnie legalnie ma prawo kierować autobusem bez ograniczenia ilości przewożonych pasażerów czy tonażu. Fachowcom nie muszę tłumaczyć jak to jest możliwe, wszystkim innym czytelnikom należy się krótkie wyjaśnienie kwestii. Otóż, kandydat przystępuje do szkolenia w ramach kat. B i z powodzeniem zdaje egzamin państwowy. Bezpośrednio po egzaminie przystępuje do szkolenia w zakresie kat. D, które również kończy pozytywnie zdanym egzaminem. Równolegle uczestniczy w kwalifikacji wstępnej. Na żadnym etapie tego szkolenia nikt nie od wymaga tej osoby potwierdzenia jakiejkolwiek, nawet minimalnej praktyki w samodzielnym prowadzeniu pojazdu. Opierając się na przesłankach formalnych dopuszczamy do ruchu tak „przygotowanego” kierowcę i powierzamy jego „umiejętnościom” życie wielu osób nieświadomych niebezpieczeństwa. Dzieje się to zgodnie z prawem. Jednak czy ze zdrowym rozsądkiem i poczuciem dbałości o bezpieczeństwo ruchu drogowego?

         Zwiększanie liczby obowiązkowych godzin szkolenia - to działanie nieskuteczne, gdy szkolenie jest prowadzone bez stosowania elementarnej metodyki szkolenia. Kiedyś przepis określał cele takiego szkolenia jako cechy absolwenta szkolenia zależnie od poziomu kwalifikacji. Pozwalało to określać program szkolenia opracowywany dla każdej kategorii prawa jazdy indywidualnie na poziomie ośrodka (a nie na poziomie Ministerstwa). Instruktor, dysponując wiedzą o celach oraz znający program szkolenia, mógł prawidłowo i zależnie od indywidualnych cech kursanta rozłożyć treści, czas i dynamikę szkolenia w sposób dopasowany do osoby szkolonej. W roku 2016 z obowiązujących aktów prawnych wykreślono „cechy absolwenta”. A co za tym idzie nie są określone cele, do których ma dążyć kursant wraz ze swoim instruktorem. W to miejsce zostaliśmy „obdarzeni” szczegółowym programem szkolenia, który jest zaprzeczeniem, a nawet obrazą dla sztuki nauczania. Tym samym celem stała się instrukcja egzaminowania i spełnienia lokalnych praktyk egzaminatorów. „Szkolenie” zamieniło się w trening jak zdać egzamin, a nie jak bezpiecznie jeździć. Nie ma w nim miejsca na naukę zachowań w nietypowych sytuacjach drogowych, które przecież są codziennością na drodze.

         Szkolenie teoretyczne (o ile jeszcze się gdzieniegdzie prowadzi) skupia się na powtarzaniu tych samych treści na każdym poziomie szkolenia bez względu czy to jest kat. B czy C. Na końcu i tak kursant uczy się testów, co uważa za najistotniejsze. Niestety te ostatnie - pomimo ich znacznej poprawy - nadal są egzaminem z języka polskiego, a nie wiedzy. Pojawia się coraz więcej głosów za ich utajnieniem, ale też za pełnym ujawnieniem. W mojej ocenie potrzebna jest tutaj standaryzacja pytań testowych. Polegająca na sprawdzeniu czy narzędzie to spełnia elementarne wymogi metody kontroli wiedzy. Jej przeprowadzenie pozwoli usunąć ze zbioru pytania zbyt skomplikowane oraz te banalne. Powinny one spełniać wymóg zrozumienia przez połowę badanych osób. Zdecydowanie właśnie na tym zagadnieniu powinien się skupić resort. Wraz ze swoimi jednostkami badawczymi dać dobre narzędzie - egzaminatorom do weryfikacji, a szkoleniowcom do nauczania.

Jednakże podstawowym gwarantem, dobrego wyszkolenia przyszłych kierowców, są wykładowcy i instruktorzy nauki jazdy. To od ich kompetencji i warsztatu dydaktycznego zależy poziom przygotowania kursanta do samodzielnej jazdy. Jako podstawową przyczynę wypadków drogowych wskazuje się stan dróg, a na drugim miejscu złe przygotowanie kierowców do uczestnictwa w ruchu drogowym. Jestem zdania, że dobrze przygotowany kierowca będzie umiał jeździć na każdej drodze, natomiast najwspanialsza autostrada nie chroni przed błędami i brakami umiejętności kierowcy.

Sylwetka instruktora. Obniżenie - jakie miało miejsce po 2013 r. - wymogów zarówno dla kandydata na instruktora, a także ośrodków ich szkolących spowodowało zapaść jakościową w środowisku szkoleniowców. W szkoleniu instruktorów uczestniczę od przeszło 25 lat, zatem poznałem ten proces w różnych, zmieniających się wariantach. Wymagania stawiane przyszłym instruktorom stopniowo obniżano poprzez:

- likwidację wymogu posiadania co najmniej średniego wykształcenia,

- zastąpienie obowiązku udokumentowania praktyki w prowadzeniu pojazdów, wymogiem wyłącznie posiadania prawa jazdy,

- likwidację wymogu posiadania czystej kartoteki tzw. punktów karnych.

Likwidacja wymogu posiadania minimum średniego wykształcenia, przy równoczesnym nie określeniu żadnego minimum, zostało odebrane jako lekceważenie tej grupy zawodowej, gdyż teoretycznie instruktorem może zostać osoba bez umiejętności czytania i pisania. Pytanie: jaki autorytet będzie miał instruktor bez wykształcenia, gdy większość kursantów to studenci lub absolwenci wyższych uczelni? Oczywiście w każdej sytuacji znajdziemy wyjątki od reguły i możemy spotkać instruktorów z wykształceniem zawodowym, lecz z kolosalnym doświadczeniem i naturalnym talentem dydaktycznym. Jednakże wykształcenie średnie jest niezbędne, aby posiadać zdolność do samorozwoju, koniecznego współczesnemu instruktorowi.

         Kolejnym błędem jest dopuszczenie do prowadzenia szkolenia osób z nieznacznym doświadczeniem w kierowaniu pojazdami, o ile ma w ogóle jakiekolwiek. Przepis mówi jedynie o posiadaniu prawa jazdy. W praktyce spotkałem się z deklarującymi udział w kursie dla kandydatów na instruktorów o wręcz skandalicznym poziomie umiejętności prowadzenia pojazdu. Większość polskich kierowców uważa się za dobrych i bardzo dobrych prowadzących, ta bezkrytyczność przenosi się również na poziom samooceny potencjalnego szkoleniowca. W latach osiemdziesiątych, abym mógł przystąpić do kursu dla instruktorów, musiałem udokumentować 5-cio letni staż zawodowy jako kierowca, a i tak obowiązywał mnie 20-godzinny cykl szkolenia z praktycznej jazdy w charakterze kursanta pod okiem doświadczonego instruktora. Zastąpienie wymogu posiadania prawa jazdy, koniecznością udokumentowania praktyki w postaci posiadania własnego pojazdu lub wykonywania zawodu kierowcy przynajmniej w podstawowej kategorii B, podniesie poziom przygotowania merytorycznego instruktorów.

         Instruktor to nie tylko kierowca, to przede wszystkim mistrz-nauczyciel, od niego wymaga się nieskazitelnej opinii jako kierowcy. Kandydat na instruktora nie może być osobą posiadającą na swym koncie wykroczenia, czy przestępstwa drogowe. Posiadanie tzw. punktów karnych również świadczy o podejściu przyszłego instruktora do poszanowania prawa zarówno w teorii, jak też praktyce. Chcesz innych uczyć przestrzegania praw drogowego - zacznij od siebie.

Szkolenie kandydatów na instruktorów. Obecnie szkoleniem kandydatów na instruktorów może zajmować się