Rozmowy

Bogdan Sarna. O potrzebie integracji i Dniu Instruktora Nauki Jazdy

26 czerwca 2018

Bogdan Sarna. O potrzebie integracji i Dniu Instruktora Nauki Jazdy
Bogdan Sarna, instruktor i właściciel Ośrodka Kształcenia Kierowców. Centrum Szkolenia Motoryzacyjnego „SARBO” z siedzibą w Warszawie (fot. Jolanta Michasiewicz)

Wśród wielu dni, które zapisane zostały w polskim kalendarzu, jako święta nie typowe, wiele zawodów, zjawisk, wydarzeń zostało uhonorowane. Mamy dzień nauczyciela, dzień pielęgniarki, policjanta, mostowca, budowlańca, garncarza i setki innych czasami rzadkich profesji. Wokół tych zawodów gromadzi się pewna grupa ludzi, która w mniejszym lub większym stopniu celebruje to wydarzenie. Część z tych świąt, posiada bardzo wysoką rangę niemalże państwową, jest okazją do nadawania odznaczeń, honorów, tytułów, awansów, premii, czy też są po prostu pretekstem do spotkań. Niestety w tych grupach nie ma ,,dnia instruktora nauki jazdy”. Jak ważny jest to zawód, może świadczyć fakt, że prawie każdy człowiek na pewnym etapie swojego życia, korzysta z usług nauki jazdy. To my instruktorzy kreujemy przyszłe pokolenie motoryzacyjne, poprzez naukę, wpajanie właściwych wzorców i zachowań, można by powiedzieć dokładamy „cegiełkę” do procesu wychowania.

Instruktor nauki musi być wyrozumiały, cierpliwy, opanowany, posiadać zdolności pedagogiczne, perfekcyjnie znać zasady prowadzenia pojazdu i przepisy ruchu drogowego. Każdego kursanta musi traktować z należytą uwagą, szacunkiem i empatią – niezależnie od stopnia wiedzy, talentu i ogólnych predyspozycji do prowadzenia samochodu.

Codziennie kilka, kilkanaście godzin pracy w intensywnym ruchu drogowym, w pełnej koncentracji i gotowości do reakcji na fałszywy ruch kursanta. Stres, zmęczenie fizyczne, hałas, spaliny, małe pomieszczenie, zapachy, mało komfortowa pozycja, zmienne temperatury, bezpośredni kontakt z uczniem nie ułatwiają mu życia. Jak trudny i wyczerpujący jest to zawód o tym wiemy wszyscy.

Pierwszy raz o „dniu instruktora” usłyszałem od znanego nam wszystkim Janka Szumiała, który na jednym z zebrań naszego instruktorskiego stowarzyszenia, wspomniał o takim pomyśle, który natychmiast przypadł do gustu wszystkim uczestnikom spotkania. Później także w innych źródłach, takie pomysły przewijały się, aż ostatnio na Kongresie Instruktorów i Wykładowców Nauki Jazdy 2018, zorganizowanym przez Fundację Zapobiegania Wypadkom Drogowym i Grupę IMAGE temat „święta” powrócił i to w postaci wniosku o wystąpienie do organizacji rządowych o jego ustanowienie. Myślę, że znaleźliśmy najlepsze wsparcie. O tym, że jest potrzeba integracji, zespolenia środowiska wiedzą wszyscy. Ostatnie spotkania, szkolenia, konferencje, kongresy dały temu wyraz, samo przebywanie wśród autorytetów skupionych wokół szkolenia kierowców, podniosło naszą samoocenę, czuliśmy się ważniejsi, bardziej wartościowi i zauważani przez innych. Już nie jesteśmy „osamotnieni” stanowimy składnik pewnej społeczności, a na pracę naszą patrzymy z innej perspektywy. Jakże miło jest spotkać się z kolegami z całej Polski, porozmawiać, wymienić poglądy, zobaczyć uśmiechnięte, sympatyczne twarze, życzliwe spojrzenia można by rzec „serce roście patrząc na te czasy” jak mówił Jan Kochanowski, może to zabrzmi pompatycznie, ale jestem dumny, że przynależę do takiej grupy. Dzień instruktora z pewnością byłby okazją, do takich bardziej lub mniej formalnych spotkań, nawet w obrębie własnej firmy, dzielnicy, miasta.  Może wreszcie ten dzień byłby jedynym wolnym od pracy [sic!] a w szerszym aspekcie mógłby być okazją do uhonorowania tych, którym bezpieczeństwo na naszych drogach nie jest obojętne. Święto takie podkreśliło by rangę i prestiż tego zawodu. O tym czy warto ustanowić taki dzień, czy też nie, sądzę że nie trzeba dyskutować, bo my na to zasługujemy.

Bogdan Sarna (Warszawa)