Pytanie: Czy opuszczając wirtualne granice polski zabytkowym motocyklem, bez stosownej zgody, będę przestępcą czy nie? - zastanawia się Lech Potyński.
Odpowiedź:Wraz z wejściem w życie rozszerzonego traktatu z Schengen, znikają wszelkie przejścia graniczne, na naszych zachodnich i południowych granicach, więc fizycznie nie będzie miał mnie kto łapać. Jednak w przepisach o wywozie zabytków nic się nie zmieniło, więc teoretycznie przy przekraczaniu wirtualnej granicy powinienem mieć zgodę konserwatora zabytków przy sobie i teoretycznie komuś ją pokazać. I to dokładnie na samej granicy, bo przecież po terenie naszego pięknego kraju mogę swoim, nawet najbardziej zabytkowym motocyklem szwendać się, gdzie oczy poniosą. A po drugiej stronie granicy nikogo już nie interesuje, czy taką zgodę mam, czy nie. Tam liczy się jedynie dowód rejestracyjny z ważnym przeglądem i ubezpieczeniem. I nie wiem, czy lotne brygady naszych służb granicznych mogą mnie ścigać "po tamtej stronie". Czy opuszczając wirtualne granice polski zabytkowym motocyklem, bez stosownej zgody, będę przestępcą czy nie? Wyznam szczerze, że nie mam żadnej ochoty nabijać kabzy rzeczoznawcom za postawienie podpisu i przybicie pieczątki na dokumencie stwierdzającym zabytkowość, ani też płacić daniny państwu, za wyrażenie łaskawej zgody na jazdę moim własnym, prywatnym motocyklem. Zwróciłem się z tym pytaniem do kilku osób, które w mojej opinii mogłyby udzielić w miarę kompetentnej odpowiedzi, podpierając się przy tym wykładnią prawną, a nie "widzimisiem". Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że w zasadzie na moje pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. To znaczy jest odpowiedź: pod względem prawnym nic się nie zmieniło. Jednak przy kolejnym moim pytaniu następowało u interlokutora lekkie zasępienie i seria zdań wymijających. Pytanie brzmiało: jeżeli muszę mieć zgodę konserwatora, to komu i kiedy mam ją przedstawiać? Przecież na terenie Polski, nie jest mi potrzebna, a za granicą tym bardziej nikogo nie interesuje. Może więc należałoby się zwrócić z jakimś oficjalnym zapytaniem do szefa służb granicznych albo do Ministerstwa Kultury i Sztuki o wydanie wiążącej decyzji? Skoro ktoś wprowadził swego czasu odpowiedni przepis, to może należałoby w nowych warunkach jakoś ten przepis zaktualizować. Albo zwyczajnie i po ludzku przeprosić, przyznać się do pomyłki i cofnąć ten idiotyzm. Przepis dotyczy wszystkich rzeczy wyprodukowanych co najmniej 25 lat temu. Obejmuje zarówno Indiana z roku 1928, jak i MZETZ z roku 1982! Jeżeli więc mieszkaniec Zgorzel ca ma ochotę wy brać się na disco po drugiej stronie rzeki i poszpanować swoim dwusuwowym rumakiem, to w świetle obowiązujących przepisów także łamie prawo. Nie tracę nadziei, że wśród urzędników odpowiedniego ministerstwa znajdzie się chociaż jeden motocyklista, który przeczyta moje dywagacje, zorganizuje naradę albo przynajmniej zleci wykonanie ekspertyzy prawnej, która w sposób jednoznaczny wyjaśni wątpliwości. Wybieram się w tym roku na kolejną zagraniczną wyprawę i chciałbym wiedzieć, czy po raz kolejny stanę się przestępcą czy nie.