Już 60 tys. osób musi zapłacić za to, że kilka lat temu nie wrzucili pieniędzy do parkomatu. Wielu jest oburzonych, żądają, by zaległe opłaty przedawnić. Nie ma na to jednak szans. ZDM w Warszawie wysłał wezwania do kierowców, którzy w sumie są winni 15,5 mln zł. Rekordziści zalegają nawet po 5 tys. zł. - Kupiliśmy program weryfikujący naliczone opłaty, który wyszukuje też te niezapłacone. Przystąpiliśmy do ich odzyskania - tłumaczy akcję Adam Sobieraj, rzecznik ZDM. Skąd ZDM wie, kto nie zapłacił za parkowanie? - Nasi kontrolerzy mają terminale, do których wprowadzają czas i miejsce, dane właściciela pochodzą z rządowych baz danych. Te dane gromadzimy i wiemy, kto nie zapłacił nawet kilka lat temu. Brak kwitu? Większość tak się tłumaczy. Można było się odwołać albo zapłacić, a zaznaczam, że nie naliczamy odsetek - mówi Sobieraj.
Tylko dlaczego urząd aż sześć lat zwlekał ze ściąganiem opłat? Wszystko przez zapis w ustawie o drogach publicznych, który daje gminom prawo do uchwalania stawek za parkowanie i opłat dodatkowych. W pierwszej wersji ustawy z 2005 r. posłowie nie zapisali, że gminy mają takie prawo. Ale gminy i tak opłaty uchwalały, argumentując, że nie zrezygnują z karania parkingowych cwaniaków. Brak precyzyjnego zapisu wytknął ustawie Trybunał Konstytucyjny i skierował ją z powrotem do Sejmu. Uzupełniona ustawa obowiązuje od 1 stycznia 2006 r. Ale znowu jest kłopot. - Ustawa nie określiła, co zrobić z opłatami nałożonymi w czasie, gdy prawo o drogach poprawiano. Zakładamy, że nakazałaby ściągnąć zaległe opłaty, bo to sprawiedliwe wobec tych, którzy za parkowanie płacili - twierdzi Sobieraj. Ustawa ma za to inny zapis - o tym, że nałożone opłaty przedawniają się po pięciu latach. A tego właśnie żądają ludzie. ZDM nie chce o tym jednak słyszeć. - Ściągamy opłaty naliczone przed 1 stycznia 2006 r., a więc z czasu, gdy nie było przepisu o przedawnieniu - tłumaczy Sobieraj. "Gazeta" zapytała prawników o opinię w tej sprawie. - ZDM ma absolutnie rację. Ci ludzie skorzystali z samorządowych parkingów i powinni za to zapłacić. Miasto kredytowało ich nieuczciwość przez kilka lat - mówi prof. Michał Kulesza, autor reformy terytorialnej.