Przegląd prasy

Postulują 40 godzin szkolenia praktycznego - komentarze

29 lipca 2008

Szefowie Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Bydgoszczy chcą zmian w przepisach szkolenia kierowców. Uważają, że 30 godzin szkolenia praktycznego w szkołach jazdy to zbyt mało. Ich zdaniem młodzi kierowcy są słabo przygotowani do egzaminów praktycznych. Sami kursanci przyznają im rację. Z takim postulatem występują do Ministerstwa Infrastruktury szefowie wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Tadeusz Kondrusiewicz szef bydgoskiego WORD-u mówi, że 40 godzin zamiast 30 to konieczność. Dodaje, że przyszłe zmiany muszą być ustawowe - donosi Onet.pl. Takiego newsa otrzymaliście Państwo w jednym z poprzednich numerów naszego serwisu, poprosiliśmy o wypowiedzi, oto one:

- Jarosław Nowak: przecież obecnie można jeździć nawet 100godzin. Proszę spojrzeć na kartę szkolenia, kto decyduje o dopuszczeniu kursanta jako przygotowanego do zdania egzaminu. A dlaczego 40-ści a nie np.50 lub 60 przecież było 20 jakiś filozof stwierdził, że ma być 30 bo to będzie wystarczyło teraz kolejny wymyślą że 40.A przecież wystarczy dostosować się do ustawy przecież 30 to jest minimum. A instruktor powinien szkolić a nie wozić się z kursantem, bo nawet 100 nie wystarcz.

- T.M. - no pomysł dobry 40 godzin praktycznych, wiadomo, że instruktor decyduje o większej ilości godzin no, ale niezdrowa konkurencja daje się we znaki ( idź tam, bo tam zawsze po 30 godzinach wypisują papiery, bo jest taniej itp.) a instruktor, który stwierdzi, że trzeba dokupić jazd jest w oczach wielu osób naciągaczem, i w sumie trochę racji w tym jest, bo i tak nawet po zrobieniu 100 godzin jazd niema gwarancji, że zda się egzamin bo oblać można dzisiaj za wszystko - takie przepisy i interpretacje niektórych egzaminatorów. 40 godzin? - ale może jeszcze jakieś wytyczne np. - że minimum np 4 godziny na autostradach - hmm ale ich nie mamy, no może parę kilometrów jazdy nocne juz są.

- Adam T.: Ciekawy sposób rozumowania. Wydaje się, że słuszny, ale....... Już publicznie się pisze, że OSK wydają zaświadczenia o odbytym szkoleniu praktycznie w dowolnym czasie. I za to się je nawet chwali, bo przecież na egzamin się tak długo czeka, że warto już wcześniej się zapisać, a kurs (jazdy) kończyć mając już termin egzaminu ustalony. Ciekawe rozumowanie. Ustalenie wymaganego minimum przynosi korzyść tylko kiepskim OSK. Dlaczego? Bo przecież "wojna cenowa" trwa i w większości kursant przy wyborze OSK kieruje się ceną kursu. Kiepski OSK obniża cenę i ma kursantów. Ktoś kto chce dobrze szkolić ma.... dobre chęci. Albo się dostosuje, albo.... Logika podpowiada, że wraz z ustaleniem minimalnej ilości godzin należy ustalić także minimalną cenę kursu. A praktyka podpowiada, że to też da się obejść. Rzeczywiste zmiany nastąpiłyby chyba tylko wtedy gdyby całkowicie zrezygnować z wymaganej minimalnej ilości godzin. Pozornie wydaje się to niedorzeczne, albo nawet groźne, ale w praktyce chyba byłoby lepiej. OSK szkoliłyby wg własnych możliwości, liczyłyby się wyniki a nie formalności. Dobry OSK za dobre szkolenie wziąłby więcej mimo, że trwałoby krócej niż w kiepskim OSK. Dobry instruktor zarabiałby więcej i miałby motywację do lepszej pracy. Kursant, któremu łatwiej przychodzi nauka szkoliłby się krócej i taniej. Proste i skuteczne. Obawiam się, że zbyt proste, aby to wprowadzić.