Rozmowy

Od marzenia do Skandynawii! Reportaż M. Dworzeckiego

27 lipca 2018

Od marzenia do Skandynawii! Reportaż M. Dworzeckiego
Marek Dworzecki, instruktor nauki i techniki jazdy (fot. ze zbiorów Autora)

W minioną sobotę (21 lipca br.) na terenie Ośrodka Doskonalenia Techniki Jazdy AUTODROM JASTRZĄB - jeden z najnowocześniejszych obiektów tego typu w Polsce - odbył się niecodzienny event, podczas którego kilkaset osób realizowało swoje motoryzacyjne marzenia.

Na supernowoczesnym obiekcie można było ujrzeć kilkadziesiąt supernowoczesnych samochodów sportowych. Miłośnicy takich aut, jak: Nissan GT-R, Ferrari F450, Lamborghini Gallardo, Aston Martin DB9, Porsche 911, Ford Mustang, Subaru Impreza lub bolidów: Ariel Atom i KTM X-BOW, nie tylko mogli przyjrzeć się im z bliska. Mieli doskonałą okazję, by rejestrować filmy i robić sobie zdjęcia obok nich, siedząc w ich wnętrzach, a przede wszystkim urządzając sobie przejażdżkę w roli kierowcy lub pasażera z możliwością rejestracji przejazdu w systemie 4K. Wielu mężczyzn znalazło się na torze w ramach prezentu, jaki otrzymali od swoich dziewczyn, narzeczonych lub żon. Bynajmniej nie oznacza to, że tylko mężczyźni występowali w roli obdarowanych. Można też było podziwiać widok przedstawicielek płci pięknej zasiadających za kierownicą sportowego samochodu.

Organizatorem wydarzenia była pochodząca z Białegostoku - dobrze już znana w kraju - firma Devil-Cars, która powstała w roku 2010. Jej misją jest „zarażanie” społeczeństwa polskiego innowacyjnością, specyficznym spojrzeniem na motoryzację i zamiłowaniem do sportowych, luksusowych aut. Praca teamu Devil-Cars pod kierownictwem Marcina Gumieniaka (Obsługa eventów) jest ukierunkowana na spełnianie marzeń tysięcy osób w Polsce, by mogli oni zasiąść za kołem kierownicy jednego z najbardziej osławionych, najszybszych i najdroższych samochodów sportowych świata i poczuć jego moc. Czy za eventami organizowanymi przez tę firmę kryją się jedynie przejażdżki superautami w celu zaspokojenia ciekawości, chęci pokazania się w pięknym i szybkim samochodzie i zrobienia sobie zdjęć, by umieścić je na portalach społecznościowych? Bynajmniej! Jak się okazuje, dla tych, którzy zainwestowali w siebie pewną sumę pieniędzy i zdecydowali się na przejazd jednym z czterdziestu samochodów, jakimi dysponuje Devil-Cars, owo wydarzenie - siłą rzeczy - stało się również szkoleniem z techniki jazdy i nie tylko.

Podczas przejazdu, prócz ryku silnika do uszu szczęśliwca dobiegają wskazówki miedzy innymi Jakuba Jankowskiego, trenera sportów samochodowych PZM i Krzysztofa Ćwiklińskiego, instruktora sportów samochodowych. Co kilka sekund słychać krótkie, konkretne komendy typu: "...śmiało go rozpędzaj, masz długi prosty odcinek...dobrze,...uważaj-szykana! (sztuczna przeszkoda na torze wymuszająca zmniejszenie prędkości)... noga z gazu!... dokręć do prawej krawędzi... nie teraz-nie teraz... teraz!...płynnie odkręć... nie przekładaj dłoni, nie przechylaj głowy w zakręcie!... patrz tam, gdzie chcesz go doprowadzić... zjedź do lewej, wyprostuj go i daj mocno w gaz!... bardzo dobrze,... uważaj, wciśnij się pomiędzy te pachołki, jeszcze nie skręcaj... dobrze..., a teraz „dohamuj” zanim zaczniesz skręcać kierownicą, potem wchodź w zakręt... dobrze... zacznij hamowanie, mocniej, mocniej!... dobrze... i znowu go rozpędzaj... śmiało!...". Po wyjściu z takiego samochodu uradowany, szczęśliwy uczestnik przejazdu uświadamia sobie nie tylko to, że dostąpił zaszczytu prowadzenia kultowej maszyny i nie tylko to, iż znalazł się w świecie wcześniej niedostępnym dla niego. Wie, że zobaczył zaawansowaną technologię, komfortowe wnętrza oraz innowacyjne rozwiązania. Lepiej zdaje sobie sprawę z tego, że poczuł na własnym ciele niezrównaną moc silnika, ogromne przyśpieszenie i to, jak prędkość ma wpływ na zachowanie pojazdu i jak nietrudno można przekroczyć granicę własnych możliwości. Na twarzach uczestników tego wydarzenia po wyjściu z niezwykłych samochodów i bolidów rysuje się ogromne zadowolenie, które miesza się z refleksją i ponownie rodzącym się marzeniem, by po raz kolejny zasiąść za ich kierownicą.

Dlaczego można powiedzieć, że Devil-Cars dając możliwość poznania takich samochodów, jak: KTM X-BOW, Lamborghini, czy Ferrari, nie tylko spełnia marzenia uczestników swoich eventów, ale w pewnym sensie niejako prowadzi Polskę w stronę Skandynawii? W tym miejscu wypada wspomnieć, że najogólniej rzecz ujmując Skandynawowie należą do najlepszych kierowców na świecie. Nie tylko mowa tu o wybitnych kierowcach rajdowych i wyścigowych zdobywających laury na ziemskim globie, ale też o przeciętnym kierowcy - nawet takim, który dopiero co odbył kurs na prawo jazdy. Dla niektórych czytelników może wydawać się dziwne, może wręcz niedorzeczne. Jednak prawda jest taka, że wielu polskich kierowców (nawet tych z dużym stażem) nie posiada wiedzy, umiejętności, a nawet doświadczenia w prowadzeniu pojazdu w warunkach specjalnych, które choć w przybliżeniu dorównywałyby 18-letniemu młodemu kierowcy tuż po kursie w Norwegii, Szwecji, czy Danii. Jak to możliwe? Skąd to się bierze? Stąd, że Państwa skandynawskie nad wyraz cenią zdrowie i życie obywateli do tego stopnia, że nie ograniczają się jedynie do przeprowadzania pobieżnie krótkich kursów na prawo jazdy. Ich program szkolenia dalece odbiega od poziomu kształcenia kierowców w innych krajach, co bezapelacyjnie przekłada się na najbardziej korzystne statystyki wypadków drogowych w Europie i na Świecie. Dla przykładu - w naszym kraju po drogach porusza się miliony kierowców (w tym zawodowych), którzy w życiu nie wykonywali zadania polegającego na jeździe slalomem pomiędzy pachołkami do przodu i do tyłu. Nie hamowali też awaryjnie w zakręcie jadąc po śliskiej nawierzchni, nigdy nie byli uczeni reakcji na wybiegającą bezpośrednio przed pojazd zwierzynę, nie wyprowadzali z poślizgu auta zjeżdżającego w dół i to w dodatku w zakręcie, nie ćwiczyli jazdy po płytach poślizgowych z zastosowaniem urządzeń służących do destabilizacji toru jazdy i kurtyn wodnych. Skandynawski kandydat na kierowcę TAK.

Czy podczas eventów organizowanych przez Devil-Cars są realizowane wyżej wymienione zadania? Nie, bowiem główną atrakcją jest przejazd po torze wyścigowym superautem. Jednak uczestnicy tych wyjątkowych wydarzeń mają styczność z czymś zupełnie innym, dotąd im nieznanym. Magią takich eventów staje się samoistna retrospekcja, w wyniku której na zasadzie dedukcji niektórzy prawdopodobnie dochodzą do wniosków typu: „poznałem supersamochód, spełniłem swe marzenie, jeździłem po torze wyścigowym, udzielał mi wskazówek instruktor doskonalenia techniki jazdy i kierowca rajdowy, poznałem jakieś nowe terminy i zasady, poczułem nieznane mi siły fizyczne i adrenalinę, chciałbym więcej, może na tym torze są też jakieś inne możliwości (szkolenia, kursy, zawody), ciekawe jakie i czy w ogóle, muszę się dowiedzieć...”. Właśnie w tej chwili i w tym miejscu w głowie uczestnika takiego eventu następują narodziny myślenia skandynawskiego! Na obiekt ODTJ "Tor Jastrząb" przybyło mnóstwo osób z całej Polski. Spotkałem młodą parę, która przyjechała aż z Opola, by zrobić jedno okrążenie wymarzonym sportowym samochodem! Niektórzy podchodzili do mnie i pytali, czy można wynająć taki obiekt, w celu udoskonalania swej jazdy własnym lub wynajętym samochodem, kto zarządza takim obiektem, jakie rodzaje szkoleń można przejść i kiedy, w jaki sposób uiszcza się opłaty, itp. Świadczy to o tym, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na tego typu i podobne atrakcje, które - jak najbardziej - mają również charakter szkoleniowy. Widać "zryw narodowy" wśród Polaków. Chcą się uczyć i poznawać niełatwą - wbrew pozorom - sztukę prowadzenia auta. Co więcej - są tacy, którzy po uczestnictwie w evencie mają nowe marzenia: przybyć na kolejny i kupić chociaż Subaru Imprezę lub Forda Mustanga.

Warto wspomnieć, że poza działalnością dochodową firma Devil-Cars angażuje się także w liczne akcje charytatywne. Między innymi od czasu do czasu przeznacza na licytacje vouchery na przejazdy sportowymi samochodami. Uzyskany dochód z licytacji przekazuje na pomoc dla potrzebujących. Firma współpracuje z fundacją "Mam marzenie", dzięki której chore dzieci mają możliwość przejechania się sportowymi autami na jedynym w Polsce licencjonowanym przez FIA (Fédération Internationale de l’Automobile) torze wyścigowym w Poznaniu. W 2012 roku jeden z kierowców rajdowych Devil-Cars w 26 dni przejechał bolidem KTM X-BOW 16 000 km przez 14 krajów Europy promując akcję "STOP pijanym kierowcom". Symulatory, troleje, ALKOgogle, rozbudowany tor carrera, czy zdalnie sterowane samochody i konsole do gier, to urządzenia i pomoce, dzięki którym firma rozbudza zamiłowanie do motoryzacji nawet u najmłodszych. Każdego roku od kwietnia do września imprezy tego typu są organizowane na 15 wielkich obiektach szkoleniowych rozsianych po całym kraju. Obecnie flota w postaci ponad 40 supersamochodów o łącznej mocy ponad 17 000 KM jest w stanie zadowolić najbardziej wybrednego miłośnika motoryzacji.

Czym była by taka relacja bez podzielenia się wrażeniami z jazdy? Do zabawy na torze zaprosiłem syna Piotra i przyszłą synową Joannę. Przyznam, że w okrążenia toru poszczególnymi samochodami zainwestowałem niemałą sumę pieniędzy, ale zapewniam - warto było! Nasza wspólna radość i niewyobrażalne doznania przewyższają wszystko. Chyba wyglądaliśmy jak małe dzieci na wieść, że polecą w kosmos. Oto moje osobiste wrażenia z jazdy niektórymi maszynami po torze wyścigowym ODTJ AUTODOM JASTRZĄB.

ARIEL ATOM - jazda tym bolidem z dużą prędkością bez specjalnego kasku deformuje skórę, ścięgna i mięśnie twarzoczaszki, a gałki oczne drżą w oczodołach. Ten "władca wiatrów i piorunów" zachowuje się jak artyleryjski pocisk, który do setki potrzebuje zaledwie 2,8 sekundy - niewiele więcej niż rekordzista prędkości Bugatti Veyron. Choć w porównaniu z innymi światowymi gigantami torów wyścigowych dysponuje jedynie mocą 300KM, ten imponujący wynik uzyskuje dzięki niezwykle lekkiej konstrukcji - waży zaledwie 465kg. Jego temperament potęguje fakt, że nie posiada żadnych systemów, nawet ABS. Dlatego jest świetnym kalejdoskopem otaczających nas praw fizyki i arbitrem techniki jazdy prowadzącego go kierowcy. Nie wybacza takich błędów, jak wciśnięcie pedału sprzęgła w zakręcie (jadąc dużą prędkością) przy jednoczesnym gwałtownym dokręceniu koła kierownicy. Zwykle kończy się to piruetami na torze. Na szczęście niski Ariel Atom i jego szeroko rozstawione koła naprawiają tego typu wpadki, nie dopuszczając do wywrócenia się bolidu. Jeżeli ktoś chciałby stanąć oko w oko z bogiem wiatrów i piorunów, polecam przejażdżkę Arielem Atomem.

NISSAN GT-R - to "The Time Machine" (Wehikuł Czasu) o wadze 1 740kg. Jego silnik o pojemności 3,8l dysponujący mocą blisko 600KM w połączeniu z napędem 4x4 czyni go „Mechagodzillą”, w której łatwo można się zakochać - nie tylko z powodu ogromnej mocy. Kazutoshi Mizuno stworzył samochód XXII wieku. Samochód jest 'dzieckiem' najbardziej zaawansowanej technologii w historii ludzkości. Siedząc w jego wnętrzu odnosi się wrażenie przemieszczenia się w czasie o sto lat do przodu. Na całym świecie zdobył mnóstwo nagród i został uznany za samochód roku 2007, 2008 i 2009. DeLorean DMC-12 z trylogii "Powrót do przyszłości" wygląda przy Nissanie GT-R jak amerykański kolega z poprzedniej epoki. Jazdę tą maszyną można przyrównać do uwięzienia własnej osoby w pędzącym gigantycznym transformerze, którego niełatwo ujarzmić. Trzeba posiadać nie lada umiejętności, by na torze wyścigowym wykorzystywać jego pełną moc. Polecam bliskie spotkanie z tym japońskim potworem. Uwaga na pedał przyspieszania!

FERRARI F430 - Jego legendarne logo z wierzgającym koniem mówi samo za siebie. Taki faktycznie jest ten samochód. Od chwili wejścia do pojazdu odnosi się wrażenie, że za chwilę wydarzy się coś niezwykłego - że to cisza przed burzą. Po moim przygotowaniu się do jazdy stał spokojnie i bacznie obserwował otoczenie - jak mądry, dziki koń. I ta cisza... niezwykła cisza... Siedzący obok Kuba swym stoickim spokojnym głosem niemal szepce: "Widzisz tego konia na kierownicy? No to uważaj, bo on tak robi, ale nie obawiaj się, będzie Cię słuchał". Spokojnie ruszyłem w stronę ostrego zakrętu, za którym zaczynało się duże wzniesienie. Wyszedłem na prostą i odważniej wcisnąłem pedał przyspieszania. Odniosłem wrażenie, że moje plecy złamią oparcie fotela i w tej samej chwili znalazłem się na wierzchołku wzniesienia. Czułem jak koła osi przedniej ledwo dotykają nawierzchni. On naprawdę wierzgał! Jednak dzięki licznym doskonale funkcjonującym systemom w zakrętach przepięknie trzymał się drogi - rzeczywiście „słuchał mnie”. To tryskający niewyobrażalnym temperamentem, mądry, włoski koń! Zawdzięcza to silnikowi 4,3l o mocy 490KM, a wierzga do 315 km/h.

Podsumowując, eventy tego typu nie tylko umożliwiają bliższe poznanie nowoczesnych, luksusowych samochodów sportowych. Są okazją do: pogłębienia wiedzy, podążania z duchem czasu, poznania nowych technologii i rozwiązań, zasmakowania odpowiedniej techniki jazdy, przekonania się co do własnych umiejętności i możliwości, obcowania z pasjonatami i miłośnikami motoryzacji, snucia nowych marzeń i planów, dzielenia radości i satysfakcji z tytułu prezentu w postaci wykupionych okrążeń wymarzonym autem, wymiany doświadczeń, poszerzenia kwalifikacji i kompetencji, rozwijania poczucia odpowiedzialności cywilnej, uczenia się szacunku do cudzej własności, większego doceniania zdrowia i życia własnego oraz innych, zawierania nowych znajomości, robienia zdjęć, wyrażania podziwu dla ciężkiej i odpowiedzialnej pracy całego teamu organizatora i wzbudzania pragnienia ponownego odwiedzenia tego typu imprezy. To oznacza początek drogi społeczeństwa polskiego w stronę Skandynawii - przynajmniej mentalny.

Dziękuję za niezapomniane przeżycia. Cóż mogę doradzić firmie Devil-Cars i wszystkim Polakom? "To jest ta droga, idźcie nią!" Do zobaczenia w październiku br. na torze w Poznaniu!

Marek Dworzecki