Rozmowy

Ryszard Gadziński. Być może zawody instruktora i egzaminatora są zbyt łatwo dostępne?

25 marca 2019

Ryszard Gadziński. Być może zawody instruktora i egzaminatora są zbyt łatwo dostępne?
Ryszard Gadziński, prezes Stowarzyszenie Właścicieli Ośrodków Szkolenia Kierowców w Olsztynie. Olsztyn, 9 marca 2019 r. (fot. Jolanta Michasiewicz)

Pytanie redakcji Tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS: 9 marca br. odbyło się warmińsko-mazurskie spotkanie branżowe pn. NAJLEPSI GRAJĄ W PIERWSZEJ LIDZE - OLSZTYN 2019, którego Pan - jako prezes Warmińsko-Mazurskiego Stowarzyszenia Właścicieli Ośrodków Szkolenia Kierowców w Olsztynie razem z Fundacją Zapobieganie Wypadkom Drogowym - był organizatorem. Obok tematów dotyczących bezpośrednio bezpieczeństwu ruchu drogowego zaplanowaliście Państwo także debatę poświęcona zagadnieniom jakościowego rozwoju branży. Wydarzenie niezwykle inspirujące - powtórzę opinię, którą sformułowałam we wczorajszej informacji. Wracam do pytania. Na początek niezbędna jest diagnoza sytuacji obecnej. Więc zapytam: Czy zadawala Pana obecny stan branży szkoleniowców nauki jazdy?

Odpowiada Ryszard Gadziński, prezes Warmińsko-Mazurskiego Stowarzyszenia Właścicieli Ośrodków Szkolenia Kierowców w Olsztynie: Moim skromnym zdaniem branża szkoleniowców nauki jazdy niestety kuleje. Niż demograficzny, zbyt niskie ceny kursów, powodują niezdrową konkurencję, a to nie wpływa pozytywnie na jakość szkolenia. Nie zawsze właściwa kontrola ze strony starostw pozwala na uchylanie się od niektórych obowiązkowych elementów kursów (egzamin wewnętrzny).

Brak wnikliwej analizy zdawalności ośrodków szkolenia. Na dzień dzisiejszy mówiąc o zdawalności egzaminów na prawo jazdy mamy na myśli tylko WORD. Różnice w zdawalności pomiędzy egzaminatorami w poszczególnych WORD-ach czasami sięgają ok. 15 %. Różnice w zdawalności pomiędzy ośrodkami są dużo większe. Nikt o tym nie mówi.

Zdawalność egzaminów na prawo jazdy to nie tylko efekt pracy egzaminatorów, ale również instruktorów. Społeczna nagonka na zdawalność jest kierowana tylko na WORD i egzaminatorów. Możliwość migrowania do innych miast powoduje rywalizację pomiędzy WORD-ami i walkę o klienta. Takie sytuacje nie wpływają pozytywnie na bezpieczeństwo w ruchu drogowym.

Niektóre zapisy z ustawie o kierujących pojazdami czy rozporządzeniach są niewłaściwe. E-learning jest podstawowym błędem w procesie szkolenia. Niektóre zadania egzaminacyjne, czy elementy zadań, nie sprawdzają czy osoba potrafi bezpiecznie prowadzić pojazd (sprawdzenie czy drzwi pojazdu są zamknięte). Uczenie niektórych zadań egzaminacyjnych np. jazda pasem ruchu jest uczona niewłaściwe na tzw. ”małpę". To pokazuje jak bardzo system szkolenia potrzebuje naprawy.

Być może zawód instruktora nauki jazdy jest zbyt łatwo dostępny. Teoretycznie osoby bez jakiegokolwiek doświadczenia mogą zostać instruktorami. Podobnie jest z zawodem egzaminatora.

Pytanie redakcji Tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS: I tak oto mamy diagnozę, to teraz konieczna jest recepta. I tu kolejne pytanie: Co - Pana zdaniem - należy zrobić, aby w branży było lepiej?

Odpowiada Ryszard Gadziński, prezes Warmińsko-Mazurskiego Stowarzyszenia Właścicieli Ośrodków Szkolenia Kierowców w Olsztynie: Przede wszystkim zmienić zapisy prawne. Jest to podstawa do rozpoczęcia jakichkolwiek zmian, ponieważ to jest narzędzie pracy instruktorów jak i egzaminatorów.

Na pewno wymóg doświadczenia uczestnictwa w ruchu drogowym kandydatów na instruktorów czy egzaminatorów podniósłby ich kompetencje. Na dzień dzisiejszy instruktorem może zostać osoba, która sama nie do końca potrafi jeździć.

Uważam, iż należałoby zrezygnować z egzaminu praktycznego na kat. B w części przeprowadzanej na placu manewrowym. Tak jak wspomniałem wcześniej, nie pokazują one umiejętności kierowania pojazdem. Znaczna większość kursantów nie jest uczona cofania, a tylko wykonania zadania wg wskazanego schematu. Sprawdzenie elementów takich jak - czy drzwi pojazdu są zamknięte - też nic nie pokazują. Na dzień dzisiejszy można nie zdać egzaminu przez niedomknięte drzwi, a zaliczyć egzamin nie stosując się do sygnału czerwonego, czy nie ustępując pierwszeństwa przejazdu.

Zapewne część egzaminatorów wykorzystuje takie zapisy do zakończenia egzaminu. Myślę, że zastąpienie zadania „jazda pasem ruchu..." na placu manewrowym, manewrem parkowania prostopadłego tyłem w ruchu drogowym, byłoby dobrym rozwiązaniem. Kursant musiałby zrozumieć jak się cofa i na co zwrócić uwagę, a nie skręcać na określony znak, sygnał nie rozumiejąc po co, co ma miejsce obecnie na placu manewrowym.

Innym ważnym elementem, który nie wpływa pozytywnie na jakość szkolenia, jest e-learning. Ne jestem w stanie uwierzyć, że osoba po e-learningu ma taką samą wiedzę, co kursant po serii wykładów w ośrodku szkolenia. Zdawalność egzaminu teoretycznego sięga około 50%. Uważam, że jest to słaby wynik.

Zastanawiająca jest też różnica w statystykach zdawalności pomiędzy WORD-ami. Jedno prawo dla wszystkich, a różnice sięgają około 30%. Nie wiem co jest przyczyną takiego stanu rzeczy, ale na pewno daje do myślenia. Czy WORD, który ma wysoką zdawalność jest tym dobrym, czy złym i odwrotnie? Zaliczanie egzaminów - dla poprawy zdawalności - na pewno nie wpływa pozytywnie na poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Znów „oblewanie" - za cokolwiek - też nic nie pokazuje.

Czy organizowanie „wycieczek" do WORD oddalonego o ok. 150 km od miejsca zamieszkania gdzie jest inny WORD nie jest dziwnym zjawiskiem? Być może wprowadzenie „rejonizacji" byłoby dobrym rozwiązaniem.

Egzaminy powinny odbywać się na pojazdach ośrodków szkolenia. Instruktor powinien być obowiązkowo obecny na egzaminie i odgrywać znacznie większą rolę, a nie jak jest dotychczas, rolę obserwatora. Egzamin na pojeździe, na którym kursant się uczył zmniejszyłby stres związany z obsługą sprzęgła, czy hamulca, a wiemy że te elementy w każdym pojeździe pracują inaczej. Egzaminator - z tylnego siedzenia - powinien obserwować zachowania kandydata na kierowcę i co najwyżej wydawać polecenia wykonania zadania. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo spoczywałaby na barkach instruktora. 

Wprowadzona musi być cena minimalna, ponieważ tylko ona zlikwiduje niezdrową konkurencję. Klienci nie sugerowaliby się ceną, tylko opinią o ośrodku, czy o instruktorach. Ośrodek wiedząc, że ceną już nie może konkurować, skupiłby się na lepszym szkoleniu. A co by za tym poszło? Poprawiłaby się zdawalność.

Ważnym elementem, który poprawiłby efektywność samego egzaminu, byłaby ograniczona liczba egzaminów przeprowadzanych przez egzaminatora w trakcie jednego dnia. Dziś obserwujemy sytuacje, gdzie egzaminator w ciągu około 7.30 godziny pracy przeprowadza nawet 14 egzaminów. Pozostaje tylko się domyślać jak te egzaminy wyglądają.

Wydaje mi się, że zmiany są potrzebne i nie tylko w środowisku instruktorów czy tylko egzaminatorów, ale u jednych i drugich. Zróbmy je jak najszybciej, żeby zakończyć tą „chorą" sytuację w naszym kraju.

Dziękuję za wypowiedź. Jolanta Michasiewicz, red. nacz. tyg. PRAWO DROGOWE@NEWS