Ekspert wyjaśnia

Wojciech Maliszewski. Czy hulajnoga elektryczna to motorower? Czy może jednak nie?

6 czerwca 2019

Wojciech Maliszewski. Czy hulajnoga elektryczna to motorower? Czy może jednak nie?
Wojciech Maliszewski, instruktor nauki i techniki jazdy, właściciel osk w Warszawie (fot. Jolanta Michasiewicz)

Wciąż toczy się zacięta dyskusja - Czy hulajnoga elektryczna to motorower czy może jednak nie? Część osób uważa że to motorower, gdyż posiada silnik i dwa lub trzy koła, a to zostało zawarte w definicji w art. 2 pkt. 46 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym: motorower - pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50cm3  lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h;”. W tym poglądzie utwierdza ich również fakt, że podobnie zostało sformułowane to w uzasadnieniu Sądu w Lublinie w sprawie karnej, w której to kierujący autobusem oskarżony był o niezachowanie należytej ostrożności przy przejeżdżaniu przez przejecie dla pieszych. A zatem sentencja tego wyroku nie rozstrzygała kwestii czy hulajnoga jest lub nie jest motorowerem, jak chętnie media to przedstawiają. Reasumując, gdyby przyjąć, że art. 2 pkt 46 jest jedyną i samoistną definicją motoroweru to z pewnością wszyscy byśmy się zgodzili, że tak jest. Tu jednak nie ma to zastosowania. Przepisy należy interpretować całościowo i nie można na podstawie wyrwanego z jej treści jednego artykułu lub paragrafu budować twierdzenia tak kategorycznego. Jest to tym trudniejsze, gdy w tej analizie mieszane są zarówno potoczne znaczenia słów z ich legalnymi definicjami.

Tak więc, by ustalić status w obecnych normach prawnych naszej hulajnogi elektrycznej musimy spojrzeć na regulacje całościowo. Zacznijmy od definicji legalnej motoroweru o której już wspomniałem „„motorower – pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50cm3  lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h;”. Z tego wynika by „coś” było motorowerem musi spełniać poniższe warunki:

- musi być to pojazd,

- musi być zaopatrzony w silnik spalinowy lub elektryczny o określonych parametrach,

- musi mieć konstrukcyjnie ograniczoną prędkość do 45 km/h,

- musi mieć dwa lub trzy koła,

o ile zapisy drugiego, trzeciego i czwartego tiret - bez wątpienia - są spełnione przez hulajnogę wyposażoną w silnik spalinowy o mocy do 4 KW (np. 2500W) i ograniczonej prędkości do 45 km/h (np. 25 km/h) oraz posiadającą dwa koła (przednie i tylne), o tyle by ustalić czy hulajnoga jest pojazdem musimy już odnieść się do definicji legalnej zawartej w ustawie. Definicja ta została ustalona w art. 2 pkt. 31 tej samej ustawy. Pojazd to: „środek transportu przeznaczony do poruszania się po drodze oraz maszynę lub urządzenie do tego przystosowane;”. I tak pojazdem może być:

a) środek transportu przeznaczony do poruszania się po drodze,

b) maszyna lub urządzenie (nie przeznaczone do poruszania się po drodze), która jest przystosowana do poruszania się po drodze.

Hulajnogę elektryczną z pewnością można uznać za środek transportu, ale czy przeznaczonym do poruszania się po drodze? Tu mamy już duże wątpliwości. Z pewnością zaś nie jest maszyną lub urządzeniem przystosowanym do poruszania się po drodze (brak świateł, brak hamulców, brak rejestracji). Owszem obrońcy teorii hulajnogi jako motoroweru powiedzą, że chodnik to część drogi. Owszem jak najbardziej należy się z nimi zgodzić w tej części, że to część drogi, tylko że to jest ta część drogi po której poruszają się wszyscy inni uczestnicy ruchu, którzy nie mogą poruszać się po jezdni (piesi). Wynika to z definicji legalnej w tym przypadku „jezdni” gdyż stanowi ona „część drogi przeznaczoną do ruchu pojazdów”, a „chodnik” - „część drogi przeznaczoną do ruchu pieszych”. Gdyby przyjąć, że hulajnoga przeznaczona jest do poruszania się po drodze, a dokładniej po chodniku jako części drogi i z tego wnioskować, że jest pojazdem wnioskowanie to samo w sobie prowadziłoby do absurdu. Gdyż kierującemu pojazdem zabrania się jazdy wzdłuż po chodniku (art. 26 ust. 3 pkt 3). Tak więc zgodnie z jedną z reguł wnioskowania - wnioskowanie reductio ad absurdum - sprowadzenie do absurdu nakazuje zaniechanie takiego rozumowania w przypadku uzyskania nonsensownych wniosków. Wszak zachodzi domniemanie (jeśli nie zostało prawnie udowodnione), że ustawodawca jest racjonalny i prawo nie może prowadzić z założenia do absurdu.

Hulajnoga elektryczna by w rozumieniu ustawy - Prawo o ruchu drogowym mogła być uznana środkiem transportu przeznaczonym do poruszania się po drodze (jezdni) musi spełniać wymogi określone w rozporządzeniu wydanym na podstawie art. 66 ust. 5 (Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia) oraz ust 8 pkt 1 i 4. I takie hulajnogi faktycznie istnieją, i uzyskały przepisami wymagane homologacje dla pojazdów kategorii L1E i L2E. Jednak - co do zasady w stanie prawnym obowiązującym na dzień dzisiejszy - nie można uznać, że każda hulajnoga elektryczna to motorower.

Reasumując na dzień dzisiejszy stan prawny nie pozwala na stwierdzenie, że hulajnoga elektryczna to pojazd określony w definicji legalnej jako motorower, choć niewątpliwie posiada pewne cechy immanentne dla tego rodzaju pojazdu to nim nie jest. Z powyższego wynika, że na podstawie obecnie obowiązujących przepisów jedyną częścią drogi, po której może się poruszać osoba korzystająca z takiego środka transportu jest chodnik, gdyż ten środek transportu nie został dopuszczony do ruchu po części drogi przeznaczonej dla pojazdów zarówno jezdni jak i drogi dla rowerów.

Choć w obecnych realiach wciąż „każdy” uczestnik ruchu ma obowiązek zachowywać się tak by nie stwarzać zagrożenia jak i nie utrudniać innym uczestnikom tego ruchu uważam, że uzasadnione by było wprowadzić nową kategorie „pojazdu” do prawa o ruchu drogowym. Wynika to z dwóch przesłanek, nieustannego rozwoju technologii a co za tym idzie wzrostu popularności takich urządzeń jak również z powodu, że użytkownikami tych urządzeń są również osoby, które nie muszą podlegać procesowi kształcenia komunikacyjnego. Z tego powodu przepisy do nich skierowane powinny być proste i jednoznaczne tak by korzystanie z tego rodzaju urządzeń mogło zapewniać bezpieczeństwo zarówno użytkownikom tych urządzeń jak i innym uczestnikom ruchu. Moim zdaniem Powinny to być pojazdy transportu osobistego zdefiniowane jako - urządzenia przeznaczone do wspomagania transportu osoby nim kierującej napędzane lub wspomagane silnikiem spalinowym lub elektrycznym które pozwala na rozwijanie prędkości większej niż prędkość pieszego jednak nie większej niż 25 km/h. (z zastrzeżeniem, że wyłączy się odrębnymi regulacjami obejście prawa po przez np. zwiększenie prędkości do 26 km/h i wyłączenie urządzenia z obowiązujących regulacji).

Kierujący takim pojazdem winien korzystać z drogi dla rowerów, a gdy takowej nie ma z chodnika poruszając się z prędkością nie większą niż prędkość pieszego. Użytkownik takiego urządzenia winien posiadać ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej w życiu codziennym lub być objęty takim ubezpieczeniem. Uważam, że rowerzyści również powinni być zobligowani do posiadania takowego ubezpieczenia. (odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez osoby nieubezpieczone powinien realizować UFG z prawem do regresu wobec sprawcy w zakresie wypłaconego odszkodowania). Ponadto użytkownik takiego pojazdu korzystając z chodnika powinien ustąpić pierwszeństwa pieszemu poruszającemu się po chodniku bez względu z jaką prędkością się porusza (użytkownik pojazdu transportu osobistego).

Wojciech Maliszewski (Warszawa)