News tygodnia

Stanisław Misiewicz. To trzeba ponownie przeanalizować

27 października 2026

Stanisław Misiewicz. To trzeba ponownie przeanalizować
Stanisław Misiewicz, przedsiębiorca prowadzący ośrodek szkolenia kierowców (fot. ze zbiorów Autora)

Czy przepisy dotyczące szkolenia kierowców wymagają deregulacji? Zaświadczenie z Krajowego Rejestru Karnego (KRK) i pierwsza pomoc w OSK - dwa przykłady przepisów, które warto ponownie przeanalizować - pyta i ocenia Stanisław Misiewicz, przedsiębiorca prowadzący ośrodek szkolenia kierowców.

Od wielu lat mówi się o deregulacji, ograniczaniu biurokracji oraz upraszczaniu obowiązków nakładanych na przedsiębiorców. W przypadku ośrodków szkolenia kierowców nadal jednak funkcjonują rozwiązania, które - moim zdaniem - wymagają ponownej dyskusji.

Chciałbym zwrócić uwagę na dwa problemy: obowiązek przedstawiania przez kandydatów na instruktorów informacji z Krajowego Rejestru Karnego oraz bardzo wąski katalog osób uprawnionych do prowadzenia zajęć z pierwszej pomocy na kursach prawa jazdy.

Nie jest to problem, który zgłaszam po raz pierwszy. W tej sprawie kierowałem już wystąpienie do Sejmu. Kancelaria Sejmu potwierdziła jego przyjęcie i nadała sprawie numer F17842421422B5ECC125899100588BAB. Nie doprowadziło to jednak, przynajmniej według posiadanych przeze mnie informacji, do szerszej dyskusji nad zmianą przepisów.

Dlatego warto postawić te pytania ponownie - tym razem również na forum środowiska związanego ze szkoleniem kierowców.

Czy instruktor naprawdę musi przynosić informację z KRK?

Ustawa o kierujących pojazdami wymaga od instruktora spełnienia warunku niekaralności za określone przestępstwa. Sam taki wymóg jest zrozumiały. Instruktor wykonuje zawód zaufania, pracuje również z osobami młodymi i odpowiada za bezpieczeństwo podczas szkolenia.

Pytanie dotyczy jednak nie samego wymogu niekaralności, lecz sposobu jego potwierdzania.

W praktyce osoba ubiegająca się o wpis do ewidencji instruktorów musi przedstawić informację z Krajowego Rejestru Karnego. Taką informację wymienia również aktualna procedura Urzędu m.st. Warszawy dotycząca wpisu do ewidencji instruktorów. Koszt dokumentu wynosi obecnie 30 zł w wersji papierowej albo 20 zł w wersji elektronicznej.

Nie chodzi oczywiście o samą kwotę 20 czy 30 zł. Chodzi o zasadę.

Skoro państwo prowadzi Krajowy Rejestr Karny, a postępowanie prowadzi organ administracji publicznej, należy zadać pytanie: dlaczego ciężar zdobywania i finansowania informacji znajdującej się w państwowym rejestrze ma spoczywać na obywatelu?

Można rozważyć dwa prostsze rozwiązania.

Pierwszym byłoby oświadczenie osoby zainteresowanej o spełnianiu warunku niekaralności, składane pod rygorem odpowiedzialności karnej, przy pozostawieniu organowi możliwości jego weryfikacji.

Drugim - jeszcze bardziej odpowiadającym współczesnej cyfrowej administracji - byłaby bezpośrednia weryfikacja przez właściwy organ danych znajdujących się w rejestrach państwowych, jeżeli przepisy dotyczące dostępu do KRK zostałyby odpowiednio do tego dostosowane.

Nie postuluję więc zniesienia wymogu niekaralności. Postuluję zniesienie zbędnego obiegu dokumentu pomiędzy obywatelem a instytucjami państwa.

Cztery godziny pierwszej pomocy - kto może je prowadzić?

Drugi problem jest, moim zdaniem, jeszcze bardziej interesujący.

Program szkolenia kandydatów na kierowców kategorii A1, A2, A, B1, B i T przewiduje co najmniej 4 godziny zajęć teoretycznych i ćwiczeń z zakresu udzielania pierwszej pomocy ofiarom wypadków drogowych.

Ustawa o kierujących pojazdami stanowi obecnie, że naukę udzielania pierwszej pomocy w ramach szkolenia może prowadzić osoba, o której mowa w art. 8 ust. 2 ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym.

A art. 8 ust. 2 ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym wymienia:

- lekarza systemu,

- pielęgniarkę systemu,

- ratownika medycznego.

I właśnie tutaj pojawia się pytanie o spójność systemu prawnego.

Art. 8 ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym został skonstruowany w bezpośrednim związku z podstawą programową wynikającą z Prawa oświatowego. Już ust. 1 tego artykułu mówi o podstawie programowej określonej na podstawie Prawa oświatowego, natomiast ust. 2 określa osoby uczestniczące w zajęciach edukacyjnych z pierwszej pomocy.

Tymczasem ośrodek szkolenia kierowców jest przedsiębiorcą prowadzącym działalność regulowaną na podstawie ustawy o kierujących pojazdami. Nie jest przez sam fakt prowadzenia kursów prawa jazdy szkołą w rozumieniu Prawa oświatowego.

Ustawodawca zdecydował jednak, że właśnie katalog osób z art. 8 ust. 2 ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym będzie stosowany również do zajęć prowadzonych podczas kursu w OSK.

Formalnie zatem starostwa stosujące to ograniczenie mają obecnie wyraźną podstawę w ustawie o kierujących pojazdami.

Ale to nie kończy dyskusji. Przeciwnie - dopiero ją rozpoczyna.

Czy kwalifikacje powinny zależeć wyłącznie od nazwy zawodu?

Wyobraźmy sobie osobę z wieloletnim doświadczeniem w służbie pożarniczej, posiadającą wyższe wykształcenie, przygotowanie pedagogiczne, ukończone specjalistyczne szkolenia ratownicze, kursy pierwszej pomocy oraz studia podyplomowe z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy.

Osoba taka może posiadać wieloletnie praktyczne doświadczenie w działaniach ratowniczych i prowadzić szkolenia pracowników z zakresu pierwszej pomocy w ramach działalności związanej z BHP.

Nie może jednak, tylko na podstawie takich kwalifikacji, przeprowadzić czterech godzin zajęć z pierwszej pomocy dla kandydatów na kierowców, jeżeli nie należy jednocześnie do jednej z trzech grup wskazanych w art. 8 ust. 2 ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym.

Powstaje więc zasadnicze pytanie:

czy o uprawnieniu do prowadzenia tych zajęć powinien przesądzać wyłącznie status lekarza systemu, pielęgniarki systemu albo ratownika medycznego, czy również rzeczywiste, udokumentowane kwalifikacje ratownicze i dydaktyczne?

Nie proponuję obniżenia poziomu szkolenia. Wręcz przeciwnie.

Pierwsza pomoc podczas wypadku drogowego jest zbyt ważna, aby jej nauczanie powierzano osobom przypadkowym. Dlatego ewentualne rozszerzenie katalogu powinno być związane z jasno określonymi kwalifikacjami.

Można jednak rozważyć dopuszczenie - obok osób już wskazanych w ustawie - także innych osób posiadających odpowiednio udokumentowane przygotowanie ratownicze, praktyczne i dydaktyczne, np. kwalifikacje określone odrębnymi przepisami lub ukończone szkolenia zakończone formalnym potwierdzeniem kompetencji.

To ustawodawca powinien określić taki standard.

Nie chodzi o obniżanie wymagań

W dyskusji o deregulacji bardzo łatwo pomylić dwa zupełnie różne pojęcia: likwidację zbędnej biurokracji i obniżanie wymagań dotyczących bezpieczeństwa.

Proponowane zmiany nie muszą oznaczać tego drugiego.

W przypadku KRK nadal można wymagać niekaralności - ale bez zmuszania obywatela do odpłatnego dostarczania organowi informacji znajdującej się w państwowym rejestrze.

W przypadku pierwszej pomocy nadal można wymagać wysokich kwalifikacji - ale warto rozważyć, czy powinny być one przypisane wyłącznie do trzech zawodów medycznych, czy również do innych osób posiadających rzeczywiste i możliwe do zweryfikowania przygotowanie ratownicze.

Potrzebna jest dyskusja środowiska

Dlatego chciałbym za pośrednictwem redakcji „Prawo Drogowe” zaprosić do dyskusji instruktorów, właścicieli OSK, przedstawicieli starostw, ratowników medycznych, prawników oraz Ministerstwo Infrastruktury.

Nie twierdzę, że należy zrezygnować z kontroli kwalifikacji. Pytam natomiast, czy obecny sposób ich potwierdzania jest najbardziej racjonalny i proporcjonalny.

Czy instruktor powinien kupować informację z KRK, skoro informacją tą dysponuje państwo?

Czy wieloletni praktyk ratownictwa, posiadający odpowiednie przygotowanie i doświadczenie, powinien być z mocy prawa wyłączony z możliwości przeprowadzenia czterogodzinnego szkolenia z pierwszej pomocy tylko dlatego, że nie jest lekarzem systemu, pielęgniarką systemu lub ratownikiem medycznym?

A może należałoby stworzyć szerszy, lecz precyzyjnie określony katalog kwalifikacji, zamiast zamkniętego katalogu zawodów?

Po latach funkcjonowania ustawy o kierujących pojazdami warto te przepisy ponownie ocenić. Deregulacja nie powinna oznaczać rezygnacji z bezpieczeństwa. Powinna natomiast oznaczać usuwanie takich obowiązków i ograniczeń, których utrzymywanie nie daje proporcjonalnej korzyści obywatelom ani państwu.

Być może właśnie od takich - pozornie niewielkich - zmian powinna zaczynać się rzeczywista deregulacja systemu szkolenia kierowców.

Stanisław Misiewicz, przedsiębiorca prowadzący ośrodek szkolenia kierowców