- Parkowanie w nieprawidłowy sposób w Opolu jest nagminne, a zawiadamiani przez nas strażnicy miejscy nie reagują - mówi prezes Stowarzyszenia "Pracownia Aktywności Lokalnej". A strażnicy miejscy na to, że nie zawsze kierowców trzeba karać. 1 marca Bartosz Pikul zwrócił się do straży miejskiej, by zajęła się nieprawidłowo zaparkowanymi samochodami przy ulicy Czaplaka. Gdy zadzwonił ponownie dwie godziny później, usłyszał, że funkcjonariusze już byli. - Ale jak zwykle nic nie zrobili - mówi Pikul i dodaje, że nie pierwszy raz wzywał strażników do interwencji. - Ale oni tylko pytają, co według mnie powinni zrobić. Kiedy wyjaśniałem, że wlepić mandat, odpierają, że nie będą czekać, aż wrócą kierowcy źle zaparkowanych pojazdów. Z kolei na sugestię, żeby za wycieraczkę włożyć wezwanie, przytakiwali mi. Ale 1 marca nawet tego nie chciało im się zrobić - opowiada Pikul. Wysłał skargę do komendanta straży Mirosława Banasia. - Funkcjonariusze mają obowiązek podjąć interwencję, ale nie zawsze są do niej podstawy - tłumaczy Banaś. Zdaniem Pikula podstawy są, bo prawo o ruchu drogowym mówi, że parkujący pojazd ma nie utrudniać ruchu pieszym i pozostawić co najmniej półtorej metra chodnika. - Tymczasem na Czaplaka spaceruje się po trawniku - wyjaśnia prezes stowarzyszenia. Dodaje, że podobnie jest choćby na Małym Rynku, pod nosem straży miejskiej. - Czy to oznacza, że funkcjonariusze nie znają prawa? - pyta Pikul. - Oczywiście, że znają, są po specjalnych kursach - odpowiada komendant Banaś. Zaznacza jednak, że istnieje coś takiego jak gradacja szkodliwości. - Jeśli pojazd pozostawi kilkanaście centymetrów mniej miejsca na chodniku, niż jest mowa w przepisach, strażnicy mogą odpuścić - wyjaśnia komendant Banaś – przeczytaliśmy w opolskiej “Gazecie Wyborczej”.