Przegląd prasy

I jeszcze raz o blokowaniu torowisk

18 lutego 2010

Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji we Wrocławiu przeprowadziło akcję dyscyplinującą kierowców, którzy parkują zbyt blisko torowisk. Za wycieraczki ich aut wsadzali ulotki, w których wzywali do prawidłowego parkowania. Od początku roku ok. 30 razy wzywano straż miejską żeby usunęła samochody blokujące przejazd. - Ich kierowcy tłumaczą się, że wychodzą tylko na chwilę. Ale zdarza się, że w ciągu tych 15 minut zablokują 6-7 tramwajów i powodują gigantyczny korek - mówi Marek Gumkowski z Nadzoru Ruchu MPK. Wtedy motorniczy uruchamia skomplikowaną i powolną procedurę. Finansowe kary nie skutkują. Zresztą nie są wysokie. Zdarza się, że oprócz mandatu kierowca musi zapłacić rachunek wystawiony przez MPK. - Za poważne utrudnienia i poniesione przez nas tzw. koszty od kilkudziesięciu do nawet 600 złotych. Jednak dość rzadko korzystamy z tego rozwiązania - przyznaje Krzeszowski. Zablokowane tramwaje to oczywiście uciążliwość wyłącznie dla pasażerów, zwłaszcza zimą. - Na szczęście są dla nas wyrozumiali. Bardziej narzekają na kierowców, bo to w końcu ich wina - mówi Gumkowski. Wrocławskie MPK wypowiedziało walkę z kłopotliwym zjawiskiem. Środowa akcja pod hasłem "1 metr" (minimalna odległość, jaką należy zachować, parkując przy torowisku), to jej początek. Pod wycieraczki źle zaparkowanych samochodów trafi w sumie dwa tysiące ulotek. - Akcję zapoczątkował Poznań. My dołączyliśmy jako pierwsi, po nas także m.in. Łódź i Kraków. Przez kilka dni pracownicy nadzoru ruchu i straży miejskiej będą wkładać za wycieraczki aut ulotki przypominające o bezpiecznym parkowaniu. Dotyczy to ulic, na których torowiska były najczęściej blokowane - wyjaśnia Krzeszowski. Kierowca, który bezmyślnie zaparkował auto znajdzie przy nim kartkę z apelem.