(264-8)
Krakowska “Gazeta Wyborcza” pokazuje ustawione na “zakopiance” znaki drogowe jazdy na suwak i relacjonuje: w programie TVP3 Marek Dworak, zastępca dyrektora Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego i jednocześnie sekretarz Wojewódzkiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, pokazał pewien znak. Jakby mimochodem dodał, że w trzech miejscach stoi na “zakopiance”. I że się sprawdza. Przyspiesza ruch, skraca korki. Pod jednym warunkiem: jeśli kierowcy go przestrzegają! Większość traktuje go, niestety, jak dziwaczny piktogram bez znaczenia. Na czym polega jazda "na zamek" (czy jak kto woli "suwak" "zakładkę" lub też "na ekler")? - Wyobraźmy sobie dwupasmową jezdnię zwężającą się stopniowo do jednego. Mamy wówczas dwa pasy ruchu: prawy, bardziej obstawiony autami, i lewy, w Polsce praktycznie niewykorzystywany. Lewym przemykają kierowcy, żeby wepchnąć się na czoło kolumny po prawej. Pomysł "na suwak" polega na tym, żeby jechać obydwoma pasami do samego zwężenia, a potem naprzemiennie, jak zazębiające się ogniwa w zamku błyskawicznym. Wtedy łatwiej rozładować korek, płynnie wjechać na zwężenie - mówi Dworak. - Skoro tam się sprawdza, to może i w całej Polsce się przyjmie? – pyta gazeta. - Naturalnie! I dobrze by było czym prędzej wprowadzić go do kodeksu - entuzjazmuje się. - Niestety, polskie młyny ustawowe wolno mielą. Więc na razie można go stawiać jako tablicę informacyjną, sugerującą ułatwiające życie zachowanie - dodaje. Po tym pierwszym programie Dworak źle spał - dostał mnóstwo telefonów i maili z pytaniem, dlaczego pokazuje w telewizji cudaczny znak, którego przecież nie ma w polskim kodeksie drogowym. - Stosują go państwa wyżej rozwinięte komunikacyjnie niż my. Na przykład Niemcy; u nich to jest zdaje się siódmy artykuł kodeksu drogowego. I Austria; tam nakaz jazdy na zamek błyskawiczny jest ujęty bodaj w dziewiątym artykule - recytuje z pamięci Dworak. Napisał więc w sprawie wprowadzenia znaku do ustawy o ruchu drogowym do Ministerstwa Infrastruktury. - Ludzie muszą się do niego przyzwyczaić. Na zakopiance, gdzie stoi, funkcjonuje coraz skuteczniej. Na razie chciałbym, by istniał jako znak informacyjny. Dopiero gdy nasi kierowcy nauczą się tej techniki, można by wprowadzać nakaz - zaznacza.