


(Fot.: PD@N 466-25-26 oraz 86policja)
Policja Śląska przeprowadziła następujące badanie: postawiono znak ograniczenia prędkości do 44 km/godz., obok zaparkowali wyścigówkę VW Castrol Cup oraz zaproszono też ładne dziewczyny. Policjanci oraz młody kierowca wyścigowy Maciek Dreszer postanowili sprawdzić czy kierowcy widzą znaki drogowe w sytuacjach, gdy o ich uwagę walczą inne rzeczy na drodze takie jak reklamy uliczne, niezwykłe samochody, czy ładne dziewczyny. Ten nieistniejący w przepisach znak drogowy powinien wywoływać u kierowcy dwojakiego rodzaju reakcje: albo dostosowania prędkości albo zdziwienia. Obie reakcje wskazują na fakt, że kierowca znak zauważył. Sprawdzenie (ankieta) odbywało się podczas wyrywkowej kontroli kilkadziesiąt metrów dalej. Jak się okazało aż 80% ankietowanych stwierdziło, że byli do tego stopnia rozproszeni sytuacją przy drodze, że nie zauważyli znaku. Kolejni ankietowani twierdzili, że widzieli znak, choć kolejność zapamiętywania była następująca: samochody - dziewczyny - znak. W jednym tylko przypadku kierowca oraz pasażer skupili się wyłącznie na nietypowym znaku, co dodatkowo wywiązało między nimi dyskusję na temat prawidłowości tego typu znaku w odniesieniu do przepisów ruchu drogowego.
- Sytuacja ta, choć wygląda niezwykle, tożsama jest z umieszczanymi przy drogach reklamami, telebimami, które mogą rozpraszać uwagę kierowców - mówi podkom. Mirosław Dybich z KWP w Katowicach. - Chcemy pokazać użytkownikom dróg, że muszą mimo tych "ciekawostek" zachować czujność i uwagę za kierownicą - tłumaczy policjant.