Jak donosiliśmy rozpoczął się proces Macieja Zientarskiego, dziennikarza motoryzacyjnego. I tu dwa zdecydowanie różne punkty widzenia. Jest grupa oceniająca jego sytuację jako ofiary wypadku drogowego. Inni oceniają go jako celebrytę, lekkomyślnego sprawcę śmierci ojca maleńkiego dziecka. Długa droga do procesu, także stała się powodem podejrzeń o symulowanie stanu zdrowia i unikanie odpowiedzialności za skutki wypadku. Jaka jest prawda, pewnie gdzieś na pograniczu. Dziennikarze INTERII pl. opisują Macieja Zientarskiego dzisiaj jako rencistę z pustym portfelem, problemami prawnymi, bez prawa jazdy (i jak wynika z tonu bijącego z mediów bez prawa do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie), a do tego zdanym całkowicie na pomoc bliskich. I przede wszystkim nie ma siły, by sam się bronić! Uwierzcie - to nie jest sielanka. Być może wielu z Was pomyśli sobie "dobrze mu tak, mógł nie szaleć" itp. Tak, tak - każdy z nas jest taki mądry, dopóki to jego nie dotknie jakiś nieszczęśliwy wypadek. I kontynuują: Maciej Zientarski nie jest cwaniakiem i cynicznym mordercą, lecz mimowolnym sprawcą śmierci kolegi z branży. Śmierci w wypadku, którego również sam stał się wielowymiarowo tragiczną ofiarą. Zgadzamy się, że ferowanie wyroków jest przedwczesne.