
(Fot.: PD@N 330-22)
Trójmiasto: Jak donosi “Dziennik Bałtycki” straże miejskie w Trójmieście tej zimy wlepiły ponad 200 mandatów za źle oczyszczone chodniki. Tylko kilkanaście z nich trafiło do miejskich firm odpowiedzialnych za odśnieżanie. Tymczasem wszyscy i w całym kraju doświadczamy, że poruszanie się po miejskich chodnikach i ulicach jest koszmarem. Na przystankach autobusowych wielkie pryzmy śniegu. Często pasażerowie stoją w pośniegowym błocie, sięgającym do kostek. Za chwilę będziemy stali w kałużach. Na chodnikach rozsypywana jest sól. I to z tego powodu śnieg nie jest wywożony z miast. A nasze zniszczone obuwie?
Warszawiacy od wielu tygodni brodzą w zwałach śniegu. Mimo że władze miasta wydały na walkę z zimą już 100 mln zł, pryzmy są wszędzie: na ulicach, chodnikach i parkingach. Pieniądze z budżetu miasta przeznaczono przede wszystkim na odśnieżanie i solenie. - Gdybyśmy chcieli wywieźć śnieg z całej stolicy, musielibyśmy wyłożyć kolejne 100 mln zł - tłumaczy wysoki urzędnik ratusza. Ratusz wywozi śnieg tylko z najbardziej reprezentacyjnych miejsc, jak Krakowskie Przedmieście, Tamka czy Stare Miasto. W tym roku z centrum - zaledwie ok. 7 tys. ton. - Kosztowało to ok. 300 tys. zł - informuje Tadeusz Jaszczołt, dyrektor Zarządu Oczyszczania Miasta. Wywóz śniegu regulują ostre przepisy. Nie wolno go umieszczać w lasach, jeziorach czy rzekach. Przyuliczna breja jest bowiem zanieczyszczona solą i spalinami. - Powiedzmy wprost: taki śnieg to odpad. Musi być składowany w miejscach z dala od źródeł wody i cennej roślinności - tłumaczy Sławomir Brzózek z fundacji Nasza Ziemia. Większość warszawskiego śniegu z solą po roztopieniu trafi kanalizacją do Wisły.