Rozmowy

Marek Górny. Szacunek do życia – podstawą bezpieczeństwa

7 grudnia 2017

Marek Górny. Szacunek do życia – podstawą bezpieczeństwa
Marek Górny, szkoleniowiec, autor publikacji z zakresu ruchu drogowego. - Ustawodawca założył (moim zdaniem błędnie), ze współczesny człowiek sam potrafi dostrzec zagrożenia wynikające z uczestniczenia w ruchu drogowym. Takie założenie jest błędne przy braku jakiegokolwiek systemu wychowania komunikacyjnego w społeczeństwie, które od 30 lat przeżywa rewolucję motoryzacyjną, lecz jedynie w sferze sprzętu do poruszania się - twierdzi Marek Górny. (fot. Jolanta Michasiewicz)

Ruch drogowy jest zjawiskiem bardzo złożonym. Na problem bezpieczeństwa w ruchu drogowym składa się przede wszystkim świadomość potencjalnych zagrożeń występujących na drodze przez wszystkich uczestników ruchu drogowego. W tym zakresie niestety reprezentujemy różny poziom bez względu w jakiej formie uczestniczymy w tym ruchu. Gdyż nie ważne czy jesteśmy kierującym, pieszym czy rowerzystą nasze podejście do ruchu drogowego przypomina walkę o prymat. Trwającej „wojnie” nikt nie próbuje przeciwdziałać.

Natomiast wzajemne relacje pomiędzy grupami reprezentującymi różnych uczestników ruchu drogowego winny być koegzystencją. Żadna z tych grup nie powinna być uprzywilejowana w sposób szczególny i w nadmierny sposób. Należy pamiętać, że każde uprzywilejowanie jest połączone z warunkiem dojrzałości do korzystania  z niego. Nie można dawać przywilejów osobom do korzystania z niego w sposób bezpieczny, to tak jak by dać prawo posiadania broni bez sprawdzenia komu się ją powierza. Przywilej to również obowiązek i świadomość, że moje zachowanie musi cechować większa odpowiedzialność za skutki mojego postępowania.

Zaznaczyłem, że żadna grupa uczestników ruchu drogowego czy to kierowcy, rowerzyści, motocykliści czy piesi nie powinni mieć przewagi w przepisach nad innymi bez wyraźnego uzasadnienia potrzeby dania tej grupie uprzywilejowania. A ponadto udzielenie takiego uprzywilejowania, w tych szczególnych warunkach winno być poprzedzone szeroko zakrojona kampania dedykacyjną. Powinna ona skupiać się na zobrazowaniu skutków bezwzględnego i bezrozumnego egzekwowania swych praw na drodze.

Uprzywilejowanie niechronionych uczestników ruchu drogowego - pieszych i rowerzystów - nie zostało poprzedzone żadną akcją informacyjną o skutkach bezwzględnego egzekwowania przywilejów na drodze. Ustawodawca założył (moim zdaniem błędnie), ze współczesny człowiek sam potrafi dostrzec zagrożenia wynikające z uczestniczenia w ruchu drogowym. Takie założenie jest błędne przy braku jakiegokolwiek systemu wychowania komunikacyjnego w społeczeństwie, które od 30 lat przeżywa rewolucję motoryzacyjną, lecz jedynie w sferze sprzętu do poruszania się. Ten brak edukacji powoduje przyjmowanie postaw roszczeniowych, a czasami wrogich przez zantagonizowane poszczególnych grup uczestników ruchu drogowego. Kierowcy nie rozumieją potrzeb pieszych i rowerzystów, pieszy są nieświadomi swych groźnych zachowań na drodze i ograniczeń jakie ma kierowca, rowerzyści nie szanują ani jednych ani drugich jeżdżąc po chodnikach i egzekwując swe równoważne prawa na jezdni, zależnie jak im pasuje.

Emitowane aktualnie spoty w TV przypominają spotkania AA, nie wywołując żadnych emocji. Czy nie lepiej było by pokazać pieszym jak ich widzi kierowca na drodze. Jakie w związku z tym ma ograniczenia, które pieszy może w imię dobrze pojętego własnego interesu zniwelować poprzez użycie jakiegokolwiek elementu odblaskowego. (fot. 1)

To właśnie pieszy czy rowerzysta będą tymi najbardziej poszkodowanymi w razie wypadku. Lecz rzadko posiadają tego świadomość, że pierwszeństwo nie chroni przed skutkami, a te będą dla nich tragiczne. Kierowca posiada szereg ograniczeń w spostrzeganiu pieszych lub rowerzystów, jeżeli oni sami nie zadbają o należyte oznakowanie. Dlatego jedną z generalnych zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym jest zasada ograniczonego zaufania. (fot. 2)

Rowerzysta jadący bez świateł czy pieszy poruszający się po zmroku bez odblasków muszą mieć świadomość, że narażają się na kolizje z pojazdem. W takich przypadkach nie szanują przede wszystkim własnego życia oraz pośrednio innych osób związanych z potencjalnym zagrożeniem. Ten nikły w naszym społeczeństwie stopień świadomości jest bardzo często tłumaczony faktem „bo nie ma takiego przepisu”, a jeżeli jest to „ja tylko kawałeczek”. Obciążenie  obowiązkiem „opieki” nad niechronionymi uczestnikami ruchu kierowcy jest tylko domniemaniem, że ci będą chętni do współdziałania. Nie jest to dostateczna podstawa na której możemy budować bezpieczeństwo ludzi. Tym bardziej, że od wielu lat środowisko związane z zagadnieniami BRD ma wiedzę o niedoskonałości polskiego systemu szkolenia i egzaminowania kierowców. (fot. 3)

Ostatnio w rozmowach z kierującymi pojazdami uprzywilejowanymi (pogotowie, OSP) zauważyłem bardzo pozytywny sposób myślenia i pojmowania „uprzywilejowania” - „uprzywilejowanie nie zwalnia mnie od zachowania bezpiecznej jazdy”. I nie jest to cytat z przepisów, lecz mniej lub bardziej udany przekład przepisu na własne przekonanie. I takie zjawisko możemy uznać za prawidłowe rozumienie swego „przywileju”.

Szacunek do własnego i cudzego życia winno stać u podstaw prawa regulującego bezpieczeństwo ruchu drogowego. Jeden z europejskich ekspertów sformułował to w postaci stwierdzenia „jedź tak aby sobie i innym nie uczynić krzywdy”. Natomiast uczestnicy ruchu drogowego winni w dobrze rozumianym własnym interesie bardziej dbać o własne życie niż bezkrytycznie zasłaniać się jedynie  otrzymanymi (?) przywilejami.

Sytuacji nie zmienią niezbyt trafne kampanie telewizyjne i okazjonalne deklaracje celebrytów. Podstawą winna być programowa, systematyczna i przemyślana edukacja komunikacyjna całego społeczeństwa z wykorzystaniem wszelkich środków oddziaływania, a nie tylko tych represyjnych. A wtedy przywilej będzie utożsamiany również z obowiązkiem rozsądnego i świadomego zachowania na drodze, które jest niezbędne  w systematycznie rosnącym ruchu drogowym.

Marek Górny