Ekspert wyjaśnia

Przewóz osób „na użytek własny”

16 października 2010

Poniżej wywiad z Maciejem Wrońskim, odnoszący się do wypadku drogowego busa przewożącego ludzi. Tragicznie zginęło 18 osób, w pojeździe zupełnie nieprzystosowanym i bez jakichkolwiek uprawnień. To bardzo poważny problem, bo - powszechny, przeczytajcie Państwo wywiad udzielony reporterowi radia RMF FM lub obejrzyjcie i posłuchajcie tego udzielonego dziennikarzom “Gazety TV). Polecamy tę lekturę.

d2fd5e62053f4a893bcf73c07307ff6b63fa74f4(Fot.: PD@N 361-33)

To jest problem przestrzegania prawa i szacunku do zasad ruchu drogowego. Winę ponosi kierowca. Nie powinien prowadzić samochodu z tyloma osobami - mówi Maciej Wroński, dyrektor Biura Prawnego Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego. W rozmowie z reporterem RMF FM Mariuszem Piekarskim mówi, że przewóz osób na tzw. użytek własny pozostaje poza kontrolą.

Maciej Wroński: To nie był bus. To był samochód dostawczy, technicznie najprawdopodobniej o dopuszczalnej masie całkowitej poniżej 3,5 tony. Tej pojazd w ogóle nie był - z informacji Komendy Głównej Policji - przystosowany do przewozu osób. On powinien służyć do przewozu jabłek czy innych płodów rolnych. W tej sytuacji wejście tych osób - szczególnie w takiej liczbie - już w tej chwili możemy powiedzieć z całą pewnością, że jest to wina kierowcy, bo kierowca nie powinien kierować takim pojazdem. W dowodach rejestracyjnych mamy taką rubryczkę: liczba miejsc. Wejście jakiejkolwiek osoby więcej to już jest naruszenie przepisów ruchu drogowego.

Mariusz Piekarski: Czy często się zdarza, że w takich warunkach ludzie są przewożeni? Poza jakąkolwiek kontrolą, poza tym oficjalnym przewozem osób?

Maciej Wroński: Ile razy widzimy, kiedy bardzo przyzwoite osoby wracając od cioci na imieninach, kierując samochodem, który ma w dowodzie rejestracyjnym 5 miejsc mówią: a jeszcze babcia się zmieści, a jeszcze załóżmy dwójka dzieci siądzie na kolanach. To jest w ogóle ogólny problem społeczny - przestrzeganie przepisów ruchu drogowego. Powszechnie uważamy, że jakoś to będzie, natomiast jak pokazuje ten wypadek, to "jakoś" udaje się tysiąc razy, natomiast za 1001. razem prowadzi do bardzo dużej tragedii.

Mariusz Piekarski: Jak duża jest ta czarna strefa przewożenia ludzi w ten sposób?

Maciej Wroński: Profesjonalny przewoźnik, on przeważnie ma autobus, który często kosztuje kilkaset tysięcy złotych, on wie, że podlega kontroli, czyli dokonuje przeglądów technicznych, on ma tachografy, zbierane są wykresówki, każdego kierowcę można praktycznie z jego czasu pracy rozliczyć wstecz do roku czasu. Natomiast tutaj jest apel o zwiększenie kontroli firm wykonujących przewozy na potrzeby własne, żeby trafiały dokładnie w punkt, czyli tą szarą strefę, w tą nieuczciwą konkurencję. Wciąż jest za mało kontroli firm, wykonujących przewozy na potrzeby własne.

Odpowiedzi udzielił: Maciej Wroński, dyrektor

Biura Prawnego Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego