Legislacja

Zbigniewa Drexlera list w sprawie „„Strefy ruchu” i „strefy bezruchu”?”

10 kwietnia 2011

500e68e9efbd1970bf1354c125184acb2f0a14dd(Fot.: PD@N 384-34)

Kolejno w poprzednich numerach omówiliśmy artykuł Zbigniewa Drexlera poświęcony ocenie istoty znaku “strefa ruchu”. Autor krytycznie ocenił nowelę ustawy - Prawo o ruchu drogowym w tym zakresie. I w następnym zaprezentowaliśmy na naszych łamach opinie Czytelników. Dzisiaj szerokie i rzetelne odniesienie się do sedna sprawy, ale też do Państwa opinii autorstwa Zbigniewa Drexlera:

97af47026fe0f971c1d89c64660ae4bb4fde9779 ‹ Zbigniew Drexler, autor książek popularyzujących przepisy o ruchu drogowym oraz ich objaśnianie

Szanowna Redakcjo, wypowiedzi Czytelników dotyczące mojego artykułu o strefach ruchu, zwłaszcza pana Zygmunta U, wywołały mnie “do tablicy”. Zanim jednak przejdę do meritum pragnę wyjaśnić, że artykuł ten pisałem przede wszystkim z myślą o przeciętnym kierowcy - takim, których miliony codzienne korzystają z dróg i którzy wielu przepisów nie rozumieją..

Pozwolę więc sobie na wyjaśnienie niektórych kwestii oraz na chwilę refleksji, wywołanej przypomnieniem przez pana Zygmunta U. naszej ponad 40-to letniej znajomości i częstej różnicy zdań. Nie wiem przy tym czy stwierdzenie, że “podchodzę do przepisów z czysto prawnego punktu widzenia” jest swego rodzaju uznaniem, czy przyganą. Odbieram je raczej jako to drugie i dziś potwierdzam, że przez całe życie byłem legalistą i takim pozostanę. Nie może być zresztą inaczej, jeśli przez ponad 30 lat współtworzyłem przepisy w ministerstwie - obecnie infrastruktury - a ponadto w jeszcze dłużej trwającej działalności publicystycznej wyjaśniam je wątpiącym.

Inżynierowie ruchu “interesujący się przede wszystkim realnością techniczną zastosowania regulacji prawnych” niestety niekiedy sami tworzą prawo i są dalecy od poprawnych sformułowań legislacyjnych, co m.in. powoduje produkcję prawa ułomnego. Szczególnie jest jednak dla mnie deprymujące to, że służby prawne, zwane dziś w wysokich urzędach centrami legislacyjnymi, nie zauważają różnych błędów, nawet logicznych i językowych, znajdujących się w ustawach i rozporządzeniach.

Wielkie obszernością rozporządzenie w sprawie warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych (...) opracowali właśnie inżynierowie ruchu oraz drogowcy, i nawet poprawnej terminologii - zgodnej nie tylko z ustawą i rozporządzeniem w sprawie znaków i sygnałów, ale i z językiem polskim - nie przestrzegali. Od wielu lat w obszarze moich zainteresowań znajduje się ruch drogowy, ale kierując samochodem przestrzegam zasad obowiązujących na obszarze zabudowanym, a nie w nim.

Złości mnie to, że ukazują się rozporządzenia nie wypełniające delegacji ustawowych lub źle je realizujące. Ustawa - Prawo o ruchu drogowym w art. 7 zobowiązała odpowiednich ministrów do wydana rozporządzeń określających:

1) znaki i sygnały obowiązujące w ruchu drogowym, ich znaczenie i zakres obowiązywania, czyli przepisy przed wszystkim dla uczestników ruchu,

2) szczegółowe warunki techniczne dla znaków i sygnałów drogowych (...) oraz warunki ich umieszczania na drogach, czyli przepisy dla producentów znaków i sygnałów oraz dla służb drogowych umieszczających je na drogach.

I oto w pierwszym rozporządzeniu mamy, chyba przez zupełne nieporozumienie, znaki dla kierujących pojazdami wojskowymi, które dotyczą obiektów mostowych; znaki te na pewno nie należą do “obowiązujących w ruchu drogowym”, a ponadto w rozporządzeniu – wbrew ustawie - stwierdzono, że ich znaczenie określają odrębne przepisy”. Podobnie przez nieporozumienie znalazły się w rozporządzeniu znaki szlaków rowerowych; czyżby też należały do znaków “obowiązujących w ruchu drogowym”? A może dodać tam jeszcze znaki szlaków dla pieszych?! To są przykłady zaśmiecania przepisów.

W drugim zaś rozporządzeniu wprowadzono niektóre nowe znaki, których nie ma w pierwszym, np. linia ostrzegawcza naprowadzająca w postaci strzałki, znaki turystyczne lub niektóre sygnały.

W taki, między innymi, sposób tworzy się buble prawne, a co gorsze zamiast je naprawiać powtarza się stare błędy lub tworzy nowe. Nie szukając daleko proszę spojrzeć na znowelizowane w końcu ubiegłego roku przepisy podnoszące prędkość na autostradach i drogach ekspresowych (art. 20 ust. 3), w których powtórzono sformułowanie pkt 1 lit. c zawierające dwa błędy – prawny i logiczny (może ktoś wyjaśni jakie, aby Sejm mógł je usunąć przy kolejnej nowelizacji).

Podobnie w tzw. nowelizacji rowerowej, czekającej na podpis Prezydenta, uzupełniono nieegzekwowalny, a więc i nieegzekwowany, przepis art. 47 o postoju całego roweru (!) na chodniku – tylko przy krawędzi jezdni. Stojaki pod domami zachęcają więc do naruszania tej regulacji, ale już oczekuję wypowiedzi, że czepiam się drobiazgów. Niestety przykłady można mnożyć.

Wszystko to razem świadczy to o braku logicznego rozumowania nawet w Sejmie, a potwierdza wysoce niefortunna nowelizacja dotycząca stref ruchu.

I tu wyjaśnienie dla pana Zygmunta U. zastanawiającego się czy nie popełniłem plagiatu wykorzystując jego artykuł. O braku logiki przy tworzeniu stref ruchu, czyli bezruchu, napisałem do ministerstwa infrastruktury już 10 października 2010 r. przekazując uwagi do projektów nowelizacji obu rozporządzeń dotyczących znaków i sygnałów, które wyżej wymieniłem. Artykuł zaś do jednej z gazet wysłałem 24 stycznia br., jak się okazuje akurat w dniu opublikowania artykułu pana Zygmunta U. w “Droga.pl”.

Tytuł mojego artykułu “Strefa ruchu – to bubel prawny” w “Moto.pl” pochodzi od redakcji, która tak go odczytała, a z którą oczywiście się zgadzam.

Od samego zresztą początku, tj. od 1997 r. ustawę – Prawo o ruchu drogowym uważałem za bubel (lub gniot) prawny. Wniosek o jej niepodpisanie przez Prezydenta zamieściłem w opinii opracowanej wówczas na zlecenie Kancelarii Prezydenta. O to samo apelował “Motor”, ale to nie względy merytoryczne zadecydowały o decyzji Prezydenta.

Może warto więc tu przypomnieć, że już w 2001 roku dokonano bardzo obszernej nowelizacji tej ustawy, stwierdzając w uzasadnieniu do przedłożenia rządowego, że niektóre jej przepisy powodują zagrożenie bezpieczeństwa ruchu (cytuję z pamięci).

Nowelizacja dotycząca stref ruchu nie wyjaśnia różnicy pomiędzy drogami wewnętrznymi w strefach ruchu i poza nimi. Twierdzenie pana Mariusza W., że kwestię poruszania się po drogach wewnętrznych reguluje art. 1 ust. 2 ustawy (nawiasem mówiąc przepis ten został wprowadzony z mojej inicjatywy, gdy w ministerstwie zajmowałem się prawną regulacją ruchu drogowego) nie jest prawdziwe. Jest to przepis fakultatywny stanowiący, że “przepisy ustawy stosuje się również do ruchu odbywającego się poza [drogami publicznymi, strefami zamieszkania oraz strefami ruchu], w zakresie koniecznym dla uniknięcia zagrożenia bezpieczeństwa osób.”. Jego brzmienie przed nowelizacją (przytoczone przez Mariusza W.) było jeszcze bardziej lapidarne: “ ... jeżeli jest to konieczne ...”

Mamy tu do czynienia z tzw. przepisem skutkowym dającym możliwość rozstrzygnięcia, kto spowodował kolizję lub wypadek w konkretnej sytuacji zagrożenia, np. włączania się do ruchu lub cofania, nie określając z góry tego zachowania. Nie wystarczy więc “umiejętność składania liter”. Stworzone z nich zdanie należy przeanalizować i zrozumieć jego istotę.

Mój artykuł zamieszczony w “Moto.pl” porusza przede wszystkim błędne rozwiązanie pod względem merytorycznym, tworzące dwa rodzaje dróg wewnętrznych – tych w strefach ruchu i poza nimi. Ciekawe, kto i kiedy wyjaśni to kierowcom?

Sprawa nazwy tej strefy, całkowicie nielogiczna, jest kwestią wtórną, która dla ludzi myślących logicznie jest nie do przyjęcia, czemu również dał wyraz pan Zygmunt U. w swoich publikacjach.

O braku logiki w Prawie o ruchu drogowym świadczy też szereg innych przepisów od lat obowiązujących. Oto z definicji taksówki osobowej wynika, że jest to pojazd przeznaczony do przewozu za opłatą również kierowcy i jego bagażu; a nie lepiej: ośmiu pasażerów?

A spójrzmy na bzdurny, bo nieegzekwowalny, przepis art. 49 ust. 2 pkt 5 ustawy zabraniający postoju: (...) na obszarze zabudowanym pojazdu lub zespołu pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej lub o długości przekraczającej 12 m, poza wyznaczonymi parkingami. Oto przykład tworzenia przepisów w oderwaniu od ustalonych w art. 2 określeń. W przytoczonym brzmieniu przepis dotyczy przecież większości autobusów kursujących w miastach, unieruchamianych na przystankach w czasie przekraczającym minutę a, także samochodów ciężarowych rozładowujących towary lub używanych do przeprowadzek - i to w ciągu całej doby.

Jeżeli ludzie tworzący prawo sami go nie szanują (pomijam już niekończące się zmiany, często nieuzasadnione, np. dzienne i nocne ograniczenie prędkości na obszarze zabudowanym) to trudno się dziwić, że takie prawo jest coraz częściej nieprzestrzeganie.

“Zabawa prawem” prowadzi do całkowitej jego niestabilności, o czym chyba zapominają również, a wydaje się przede wszystkim, nasi posłowie.

Zbigniew Drexler

(Fot.: PD@N 385-37jm)