Projekt ustawy o zmianie ustawy o kierujących pojazdami oraz niektórych innych ustaw (UD 402) [kliknij] we wrześniu powinien trafić do procedowania w Sejmie. Tymczasem resort infrastruktury pracuje nad zgłoszonymi opiniami i propozycjami zmian, które zostały przesłane w ramach konsultacji. Redakcja PRAWA DROGOWEGO@NEWS publikuje kolejne wypowiedzi, dziś instruktor nauki jazdy Dawid Liwski zwięźle i rzeczowo uzasadnia propozycję przeprowadzania praktycznego egzaminu wewnętrznego przez instruktora innego niż prowadzący. Zachęcamy do lektury, ale też dalszych wypowiedzi na ten i inne tematy - nasz e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl
Dzień dobry.
Zdecydowanie warto to rozważyć (egzamin wewnętrzny bez udziału instruktora prowadzącego - [kliknij] - przypis redakcji). Egzamin przeprowadzony przez instruktora innego niż prowadzący bardziej przypomina egzamin państwowy - inna osoba na prawym fotelu to dla kursanta inny rodzaj tremy, z którą warto się zmierzyć, to też świadomość instruktora, że efekty jego pracy oceni ktoś inny, a wychwycenie różnych niedociągnięć, przy zdrowej współpracy, może prowadzić do rozwoju całego zespołu.
Kursant z instruktorem prowadzącym może czuć się swobodniej, może w głębi serca liczyć na łagodniejsze potraktowanie lub przeciwnie - spodziewać się ostrzejszego, jeżeli podczas szkolenia były jakieś problemy. Instruktor prowadzący, znając słabe i mocne strony takiego kursanta, może tak poprowadzić egzamin, by zwiększyć jego szanse na określony wynik (pozytywny lub negatywny). Oczywiście zakładamy uczciwe podejście, ale tego wykluczyć nie można. Instruktor inny niż prowadzący, taki który nie zna kursanta, to czysta karta - ocenia to, co widzi tu i teraz, a nie przez pryzmat ostatnich lekcji czy osobistych uprzedzeń lub sympatii.
Pozdrawiam!
Dawid Liwski, instruktor nauki jazdy