Przegląd prasy

BRD a fotoradary

4 października 2007

Bezpieczeństwo na polskich drogach poprawi się wtedy, gdy pobudujemy autostrady, a nie dzięki instalacji fotoradarów - wynika z danych, do których dotarł “Dziennik”. Tymczasem eksperci uważają, że w Polsce nie da się jeździć z dozwoloną prędkością, bo to by oznaczało konieczność ciągnięcia się za kolumną tirów i niemiłosiernie wydłużyło czas przejazdu między dużymi miastami. Z policyjnych danych wynika, że "niedostosowanie prędkości do warunków jazdy" było w 2006 roku przyczyn niemal co trzeciego wypadku spowodowanego przez kierowców. Dlatego policja tak broni fotoradarów. "W miejscach ustawienia urządzenia liczba wypadków spada o 50 - 60 proc., a liczba zabitych o 19 proc." - dowodzi nadkomisarz Marcin Flieger, zastępca dyrektora biura prewencji i ruchu drogowego Komendy Głównej Policji. Tyle że ze statystyk można też wysnuć inny wniosek. Przeliczyliśmy liczbę wypadków i ofiar na każdy kilometr autostrad, dróg ekspresowych oraz reszty dróg krajowych. Dane zaczerpnęliśmy z najświeższych raportów Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad - z 2005 r. I co się okazało? Że na autostradach dochodzi do wypadków dwa razy rzadziej. Na 10 kilometrów autostrady przypadają trzy wypadki oraz pięć ofiar (rannych i zabitych), a na 10 kilometrów zwykłych dróg krajowych odpowiednio sześć kraks oraz dziewięć ofiar. A przecież na autostradach jeździ się szybciej. Oznacza to, że najlepszym wyjściem jest budowa nowoczesnych dróg - bo to poprawia bezpieczeństwo, podróże są krótsze, tańsze, zabierają mniej czasu. "Tylko lepsze drogi tak naprawdę mogą poprawić bezpieczeństwo" - zgadza się Grzegorz Mady, instruktor doskonalenia techniki jazdy z Polskiego Związku Automobilowego. Problem w tym, że na bezpieczne drogi nadal musimy czekać. Rządowe programy zakładają, że do 2012 roku powstanie u nas 1100 km autostrad, prawie 2000 km dróg ekspresowych, do tego kilkadziesiąt obwodnic. To znaczy, że każdego miesiąca przez najbliższe pięć lat kierowcy powinni otrzymywać średnio 50 kilometrów nowych, bezpiecznych tras. Jeśli to nie nastąpi - utkniemy w korkach. "Obecny stan dróg i tak nie pozwala jeździć na nich nawet z prędkościami dozwolonymi, bo są zatarasowane przez kolumny tirów, a w okresie żniw przez traktory zjeżdżające z pól" - ocenia w “Dzienniku” Grzegorz Mady. "A nie przekraczając prędkości dozwolonych, podróż z Warszawy do Krakowa potrwa sześć godzin albo więcej" - dodaje. Zdaniem Madego duża prędkość nie musi wcale być tak częstą przyczyną wypadków, jak podają to statystyki. Aby doszło do kraksy, nie trzeba przecież kierowcy-pirata. Wystarczy, że nieoczekiwanie warunki na drodze staną się śmiertelnie niebezpieczne: na jezdni pojawią się głębokie koleiny, muldy albo zakręt tak wyprofilowany przez drogowców, że wyrzuca auta do rowu. "I to są takie warunki, że nawet jadąc z prędkością dozwoloną, nie da się opanować auta. Ale przyczyną wypadku będzie " - tłumaczy instruktor. "To, że mamy drogi takie, jakie mamy, nie oznacza, że policja nie powinna pilnować na nich porządku. Trzeba zrozumieć ludzi, którzy mieszkają w miejscowościach, przez które biegną ruchliwe drogi. Oni się boją" - ripostuje nadkomisarz Flieger. "Ludzie pytani o to, czego się boją, na drugim miejscu wymieniają piratów drogowych" - wylicza “Dzienikowi” policjant.