Radni Starego Miasta w Krakowie uważają, iż znaków drogowych jest za dużo i szpecą zabytkową dzielnicę miasta. Planują je zminiaturyzować. Problem w tym, że na razie na takie zmiany nie ma pieniędzy i w najbliższym czasie nie będzie. - Byłem ostatnio w Akwizgranie, tam po pierwsze znaków jest mniej, a jeżeli już są to dużo mniejsze niż w Krakowie - tłumaczy Witold Kajstura, radny dzielnicy I, i dodaje, że zgodnie z rozporządzeniem ministra infrastruktury z 2003 roku zmniejszenie gabarytów znaków drogowych w uzasadnionych przypadkach jest możliwe. Pomysł radnych w pełni popiera plastyk miejski Jacek Stokłosa. - Jeżeli tylko jest to zgodne z przepisami, to podpisuje się pod tym obiema rękami - mówi. Mniej entuzjazmu okazuje Jacek Bartlewicz, rzecznik prasowy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, który odpowiada za odpowiednie oznakowanie ulic. - Już teraz kierowcy tłumaczą się, że znaków nie widzą. Co będzie jak jeszcze je zmniejszymy - ironizuje i już zupełnie poważnie dodaje, że pieniędzy na takie inwestycje w miejskiej kasie nie ma. - Wymiana znaku to koszt rzędu 400 zł. Proszę sobie to pomnożyć przez ich liczbę. Wyjdzie panu suma astronomiczna - wylicza. Zapewnia jednak, że wnioskowi rady ZIKiT się przyjrzy. - Swoją drogą i tak planujemy ograniczyć ilość znaków w Starym Mieście - zapewnia Bartlewicz.