W Płocku straż miejska wydała wojnę kierowcom parkującym w niedozwolonych miejscach. Mieszkańcy wielu bloków nie mają jednak gdzie zostawić swego samochodu. Część parkingów znajdowała się w strefie zamieszkania, w której auta można zostawiać tylko w wyznaczonych miejscach. A że odpowiednich oznaczeń brakowało... Następnego dnia po nalocie municypalnych mieszkańcy wybrali się do władz spółdzielni, która od razu postawiła odpowiednie znaki. Na teraz załatwia to sprawę, jednak mieszkańcy już zapowiadają, że będą starali się o postawienie bramki przy wjeździe, która ograniczałaby parkowanie przy ulicy obcych osób. Rzecznik prasowy straży miejskiej Jolanta Głowacka wyjaśnie “Gazecie Wyborczej”: Od zeszłego tygodnia strażnicy intensywniej kontrolują też źle zaparkowane auta w centrum miasta. Bardzo długo byliśmy dla kierowców wyrozumiali. Pouczaliśmy, wypisywaliśmy upomnienia. Teraz nadszedł czas, aby trochę zaostrzyć działania - przyznaje Głowacka.
Zaparkowanie auta w niedozwolonym miejscu oznacza wydatek rzędu 100 zł i 1 pkt karny, chyba że złamie się też inne przepisy i np. zaparkuje się auto na zakazie mniej niż 10 m od przejścia dla pieszych. Rzecznik straży przyznaje, że nie wszyscy, którzy otrzymali wezwanie, muszą otrzymać mandat. - O ile będą w stanie sensownie wyjaśnić przyczynę złamania przepisów - mówi Głowacka i od razu dodaje. - Dominuje tradycyjne tłumaczenie "ja tu tylko na chwilę". Niestety, nawet przez tą chwilę stanowią potencjalne zagrożenie dla ruchu. Po otrzymaniu wezwania kierowca ma trzy dni na zgłoszenie się do siedziby straży miejskiej. Jeśli nie przyjdzie, straż wyśle mu wezwanie listem poleconym, a kiedy będzie się uchylał przez 30 dni, sprawa trafi do sądu grodzkiego. Trafią tam również sprawy kierowców, którzy odmówią przyjęcia mandatu.