Przegląd prasy

Wysoka liczba mandatów dla osk

12 grudnia 2007

Policjanci skontrolowali 50 samochodów szkół nauki jazdy. Efekt - 32 mandaty i 16 zatrzymanych dowodów rejestracyjnych. Instruktorzy nagminnie łamali przepisy, których przestrzegania powinni uczyć kursantów. I dalej czytamy w “Gazecie Wyborczej – Płock”: Początkujący kierowca wjeżdża właśnie na trudne skrzyżowanie w godzinie szczytu. Z błagalną miną szuka pomocy instruktora. Ten jednak wygodnie rozparty w fotelu wesoło gawędzi przez telefon komórkowy. Trójka innych kursantów siedzi ściśnięta jak sardynki na tylnym siedzeniu. Za chwilę ich pomoc będzie potrzebna - instruktor przecież wybiera się na zakupy. Sielankowa podróż do supermarketu zostaje nagle przerwana. Na drodze elki staje policyjny patrol. Instruktorowi ze zdenerwowania wypada telefon. Spokojnie jednak może się po niego schylić, bo od początku jazdy nie jest zapięty pasami. Patrol podchodzi, prosi o dokumenty, i okazuje się, że w dowodzie rejestracyjnym nie ma adnotacji o tym, że to samochód szkoły nauki jazdy. Teraz zaczyna się najlepsze - na polecenie policjantów instruktor musi zdemontować tablicę z L z dachu samochodu i sam przesiąść się na fotel kierowcy. Pozostali przyszli kierowcy patrzą na całą scenę z wielką konsternacją. Najczęstsze przewinienia, jakich się dopuszczali instruktorzy, to jazda bez zapiętych pasów i rozmowy przez komórkę. Jak podkreśla Mariusz Gierula, rzecznik prasowy płockiej policji, zdecydowaną większość ukaranych stanowili instruktorzy ze szkół z okolicznych gmin, spoza terenu miasta. Stąd też bierze się następny poważny grzech tych ośrodków - jazda samochodem wypchanym po brzegi kursantami. - Instruktorowi z oddalonej miejscowości nie chce się wracać co chwilę po kolejnych kursantów, więc bierze tylu, ilu może pomieścić - mówi Gierula. A przepisy stanowią jasno - poza kierowcą i instruktorem w aucie może być tylko jeden dodatkowy uczestnik kursu. Wydawałoby się, że instruktorzy powinni dawać przyszłym kierowcom dobry przykład. Nic bardziej mylnego - w czasie kontroli wielu z nich nie miało odpowiednich dokumentów lub miało je niekompletne. A brak karty zajęć czy legitymacji instruktora to nic przy braku adnotacji w dowodzie rejestracyjnym, że dany samochód jest przeznaczony do nauki jazdy. To bardzo częsty proceder, zwłaszcza w mniejszych szkołach. - W przyszłości wolą nie mieć problemów z ewentualną sprzedażą auta, bo samochody nauki jazdy są znacznie bardziej eksploatowane - mówi Mariusz Gierula. Takich przypadków było aż 16, a ich konsekwencja raczej wstydliwa dla instruktora - samochód po kontroli z miejsca traci uprawnienia, a jego użytkownik dowód rejestracyjny. Instruktor musi wtedy zdemontować na oczach poirytowanych kursantów tablicę z L, a następnie sam zasiąść za kółkiem i odprowadzić auto już jako normalny kierowca. - Tak wysoka liczba mandatów dowodzi, że szkoły nauki jazdy powinny być lepiej kontrolowane przez Urząd Miasta i starostwa, które im podlegają - uważa Krzysztof Buczkowski, zastępca dyrektora płockiego oddziału Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. - Często zgłaszają się do nas osoby, które narzekają na poziom kształcenia i samochody, na których uczą się jeździć - dodaje. Kontrole to jednak nie tak prosta sprawa, o czym przekonuje Teresa Szpakowicz, dyrektorka wydziału komunikacji w płockim starostwie. - Policja może wykonywać takie naloty w każdej chwili. Nas, choć nad szkołami sprawujemy nadzór, ograniczają przepisy. Kontrolujemy ośrodki na bieżąco, ale np. przynajmniej siedem dni przed wizytą musimy uprzedzić je o planowanej kontroli, a także ustalić wcześniej zakres prowadzonych badań - mówi. Sprawujące nadzór nad ośrodkami urzędy mogą zawiesić instruktora, a nawet zamknąć szkołę, jednak takie przypadki raczej się nie zdarzają. - Na każdym terenie są dobre i złe ośrodki, a ich pozycję definiuje rynek i popularność wśród kursantów - mówi Teresa Szpakowicz. Jej zdaniem ludzie zawsze znajdą sposób, żeby obejść przepisy. - Na etapie zakładania ośrodka każda szkoła musi zarejestrować elki, ale kupując nowe auta, często już ich nie zgłaszają - uważa. Policja zapowiada, że tego typu akcje będą kontynuowane.