Legislacja

Gdy nowe prawo zderzy się ze starymi nawykami

6 grudnia 2014

“Gazeta Wyborcza” w ramach interesującej serii artykułów pod wspólną nazwą JAZDA POLSKA pisze o pieszych na polskich drogach, a właściwie na przejściach dla pieszych. Na wstępie przywołują statystykę, iż mamy najbardziej niebezpieczne przejścia dla pieszych w Europie. Ewentualne efekty procesowanej noweli ustawy - Prawo o ruchu drogowym podsumowują: Jeśli nowe prawo zderzy się ze starymi nawykami, skutki mogą być opłakane. Pieszy w Polsce - szczególnie na przejściu bez sygnalizacji - czeka. “Rad nierad musi więc czekać, aż któreś auto wreszcie się zatrzyma. Albo wszystkie przejadą”. A jak w innych krajach? “Coś takiego na Zachodzie jest nie do pomyślenia. We wszystkich krajach starej Unii to samochody czekają. Wystarczy, że pieszy zbliża się do jezdni, a auta stają, by mógł przejść, nawet nie zwalniając kroku. Np. w Finlandii, jeśli widząc pieszego przed przejściem, kierowca się nie zatrzyma - traci prawo jazdy. Największą prawną przewagę nad kierowcami mają piesi we Francji i w Norwegii: nawet nie muszą zbliżać się do jezdni, wystarczy, że są w jej pobliżu - już samo to obliguje kierowców do zatrzymania auta. Na takie rozwiązanie jeszcze poczekamy. Ale bardzo możliwe, że - podobnie jak zrobiły to już Bułgaria i Czechy - niebawem doszlusujemy do krajów stosujących wariant pośredni. Teraz, gdy kierowca i pieszy zbliżają się do przejścia, ustąpić musi pieszy (argument: pieszy widzi więcej i łatwiej mu się zatrzymać)”. Propozycje zmian ustawowych są znane. “Gazeta Wyborcza” uwagę poświęca mentalności uczestników ruchu drogowego. A tu “kierowcy są ważniejsi”, więcej “fizyczna przewaga kierowcy w aucie nad pieszym bywa miażdżąca”. “Co ciekawe, tę wyższość uznaje wielu pieszych i skinieniem głowy lub ręki dziękuje kierowcom stającym przed przejściem.” Czytamy o zastawionych samochodami chodnikach, ale też o pieszym przechodzącym na czerwonym świetle. Czy rzeczywiście kierowcy i piesi - jak czytamy w “Gazecie” - znaleźli się “na wojennej ścieżce”? Więcej praw dla pieszych? Tak. Większa beztroska pieszych? Nie. - Nowe przepisy nie powinny z nikogo zdejmować odpowiedzialności, lecz zmuszać pieszych do myślenia. W ich własnym interesie - twierdzi Maciej Wroński. - Zmiana przepisów nie musi prowadzić do poprawy bezpieczeństwa. Gdy zwiększa się czyjeś prawa, rośnie pokusa ich nadużywania. Tak było z rowerzystami, którzy dziś śmielej jeżdżą po przejściach i chodnikach do tego nieprzystosowanych. No i częściej giną. Obawiam się, że tak samo będzie z pieszymi - martwi się Maciej Wroński.