Polski kierowca posługuje się jednym prawem jazdy przez całe życie. Zaawansowany wiek ani ciężka choroba nie powodują weryfikacji jego uprawnień do prowadzenia samochodu. Może je natomiast podważyć sąsiad, który zrobi stosowny donos. Jest przepis, który taką interwencję dopuszcza, zezwalając jednocześnie - w majestacie prawa! - na łamanie tajemnicy lekarskiej. Zdrowie kierowcy zawodowego podlega systematycznej ocenie. Kierowca amator nie musi się tłumaczyć ze swoich wad i ciężkich chorób nabytych w ciągu dziesięcioleci. - Wiele osób nie widzi, ale nadal jeździ, bo tego nie wie. Jeżeli młody, osiemnastoletni człowiek zdobywa prawo jazdy, to potem o swojej chorobie dowiaduje się najczęściej przypadkiem - mówi Grażyna Wośkowiak, zastępca dyrektora Wielkopolskiego Centrum Medycyny Pracy. Lekarz leczący pacjenta, który ma niedowład kończyn, nie pyta, czy nadal prowadzi samochód. Nikt go do tego nie zobowiązuje. Taka informacja powinna jednak wpłynąć do medycyny pracy. Byłaby ona podstawą do wezwania kierowcy na powtórne badania. Tymczasem polskie prawo przewiduje tylko jeden sposób mogący zmusić kierowcę do "kontrolnego przeglądu". - Istnieje prawna droga, ale poprzez starostwo. Może to zrobić osoba postronna lub ktoś z rodziny w trosce o tę osobę i o innych użytkowników drogi - wyjaśnia dyrektor Wośkowiak. Zastrzeżenia powinniśmy kierować do starostwa, gdy zauważymy, że jazda z kuzynem lub sąsiadem jest ryzykowna ze względu na ich postępującą ślepotę bądź inne ciężkie schorzenie. Aby decyzja o skierowaniu na badania była zasadna, musi być podana przyczyna. I tutaj następuje złamanie tajemnicy lekarskiej, bo o jednostce chorobowej dowiadują się urzędnicy wydziału komunikacji, którzy kierują wniosek do medycyny pracy. Od wielu lat Wielkopolskie Centrum Medycyny Pracy sygnalizuje, że ta procedura jest skomplikowana i nieprawidłowa, więc w praktyce niczemu nie służy. Medycy twierdzą, że wszyscy powinni podlegać badaniom okresowym, na przykład co 10 lat do 80. roku, a potem co rok. W ten sposób można sprawdzić kierowców przechodzących różne choroby, uzależnienia, ale także starzejących się, którym bardzo trudno pogodzić się z myślą o rozstaniu z prawem jazdy. Obecnie istnieją kody oznaczające ograniczenia zdrowotne i jest na nie miejsce w prawie jazdy. Wyjątkiem jest głuchota, która nie ma takiego oznaczenia i nie ma też znaku, który można by nakleić na samochód. Nie zawsze też kody wpisywane są prawidłowo. Szczególnie dużo zastrzeżeń zgłaszają okuliści, którzy posługują się czterocyfrowym oznaczeniem (na przykład 0101 - okulary) i wymagają od kierowców noszących szkła kontaktowe, aby obowiązkowo wozili ze sobą zapasowe szkła korekcyjne. Soczewki można zgubić w czasie jazdy, a w przypadku uszczerbku 6-7 dioptrii, kierujący nie powinien już dalej jechać. Jest też problem kontroli kierowcy, który używa soczewek, bo policjant nie ma możliwości, aby to sprawdzić. - O zmianach w ustawie o prawie drogowym mówi się od lat, ale na razie nic z tego nie wynika - mówi dyrektor Grażyna Wośkowiak.
Prawo jazdy polskiego kierowcy bez weryfikacji
30 stycznia 2008