Legislacja

Sławomir Gołębiowski: Ponownie o pierwszeństwie pieszych na oznakowanych przejściach i nie tylko

4 stycznia 2015

bca81d0f1d3f9614d96296f7be9805e39e685f08

Dr inż. Sławomir Gołębiowski, w latach 1961-2005 związany z Instytutem Transportu Samochodowego, wieloletni biegły sądowy w zakresie techniki samochodowej wypadków drogowych; rzeczoznawca Stowarzyszenia Rzeczoznawców Techniki Samochodowej i Ruchu Drogowego. Kilka kadencji przewodniczył Głównej Komisji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego PZM-otu; w latach 1949-1983 nauczyciel akademicki w Politechnice Warszawskiej (kierunek samochodowy). Autor wielu publikacji

510-64 fot. jola michasiewicz)

Nie wiem jak ostatecznie brzmi proponowana zmiana przepisów o przechodzeniu przez pieszych po oznakowanych przejściach przez jezdnię w miejscach bez sygnalizacji świetlnej, ale z opublikowanych w tygodniku Prawo Drogowe News z 13.12. br. informacji wynika, że nadal toczy się dyskusja i we właściwej podkomisji Sejmu i wśród użytkowników dróg, a także wśród specjalistów d/s ruchu drogowego. W wyrażanych opiniach podawane są różne propozycje, poczynając od sytuowania na chodnikach przy przejściach dodatkowych urządzeń bądź lampek, mających dawać sygnał kierującemu pojazdem, że oto pieszy chce (czy chciałby, lub zamierza) przejść przez jezdnię (albo wejść na przejście - tu padają różne określenia tego, co pieszy w kolejnych chwilach będzie czynił), aż do uzasadniania, że w obecnie istniejących przepisach problem “pieszy-kierujący pojazdem i oznakowane przejście dla pieszych” jest właściwie i wystarczająco ujęty. Zwolennicy tego ostatniego stanowiska - ja także do nich należę - podkreślają, że najistotniejsze jest przestrzeganie już istniejących przepisów i przez pieszych i przez kierujących pojazdami oraz, że żadne, najbardziej szczegółowe i superprecyzyjne opisanie sposobu bezpiecznego postępowania człowieka (w tym przypadku pieszego i kierującego pojazdem) nie będzie skuteczne, jeśli nie będzie przezeń przestrzegane. Ale nadal pozostaje zagadnienie przekonania nieprzekonanych, czy i w jaki sposób można zwiększyć bezpieczeństwo pieszych przy przechodzeniu jezdni po oznakowanych przejściach tam, gdzie nie ma sygnalizacji świetlnej. W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę, że gdy oznakowane przejście dla pieszych jest usytuowane przy sygnalizacji świetlnej, pieszy, chcąc przejść przez jezdnię, stoi przy przejściu na chodniku i czeka na przeznaczony dla niego sygnał świetlny (zielony) i dopiero wtedy wchodzi na przejście. Sygnał ten jest odpowiednio wcześniej poprzedzony czerwonym sygnałem świetlnym dla kierujących, nakazującym im bezwzględne zatrzymanie pojazdu przed przejściem. W wyniku - jeśli zarówno pieszy jak i kierujący postępują zgodnie z obowiązującymi ich przepisami ruchu - pieszy wchodzi na przejście dopiero wtedy, kiedy pojazdy już przed pasami przejścia stoją. Pieszy zatem przechodzi przez jezdnię bezpiecznie. Ktoś już kiedyś, w ramach toczonej dyskusji, przedstawił propozycję, by podobną zasadę wprowadzić w tych właśnie, mających być znowelizowanymi, przepisach, które mają zwiększyć bezpieczeństwo pieszych na przejściach przez jezdnię. Miałoby zatem być tak: pieszy, chcący przejść przez jezdnię po oznakowanym przejściu w miejscu bez sygnalizacji świetlnej, zatrzymuje się na chodniku przy przejściu i stoi, czekając aż pojazdy zostaną zatrzymane przed przejściem; dopiero wtedy wchodzi na przejście. Z kolei, stojący na chodniku przy oznakowanym przejściu pieszy, jest sygnałem dla kierującego pojazdem, że ma obowiązek bezwzględnego zatrzymania pojazdu przed przejściem. Wtedy pieszy bezpiecznie przekracza jezdnię. Ta propozycja nakłada obowiązki dla obu tych uczestników ruchu i spełnia postulat zwiększenia bezpieczeństwa pieszych przy przechodzeniu przez jezdnie po oznakowanych przejściach. Zakaz przejeżdżania obok zatrzymanego przed przejściem pojazdu jest już ujęty w przepisach. Ta propozycja trafiła mi do przekonania i uważam, że powinna zostać wykorzystana także z tego względu, że utrwala w pamięci uczestnika ruchu jako pieszego, czy jako kierującego pojazdem, jednakowy sposób postępowania: pieszy czeka na zatrzymanie pojazdów, kierujący zatrzymują pojazdy, gdy pieszy czeka na umożliwienie mu wejścia na przejście. Już dawni Rzymianie wiedzieli, że “Repetitio est mater studiorum”. Nadto stwarza to jednoznaczne i rozpoznawalne sytuacje obu stron w tej konfliktowej in spe sprawie. Nie ma też tu miejsca na wątpliwości czy pieszy się zbliża, czy dochodzi, czy już jest blisko, czy jeszcze zbyt daleko od przejścia. Wiele razy miałem do czynienia jako biegły sądowy z przypadkami potrąceń (także najechań) pieszego na oznakowanym przejściu i były to przypadki spowodowane tak przez kierujących, jak i przez pieszych, a także w wyniku równoczesnego błędnego postępowania zarówno pieszego jak i kierującego pojazdem. Z tego wniosek, że nie ma podstaw do twierdzeń, że kierujący pojazdami w takich wypadkach to ich główni sprawcy, gdyż nieuważni bądź lekceważący swoje bezpieczeństwo piesi też mają w nich swój udział. A z kolei, jeśli się mówi, że na oznakowanych przejściach dużo jest pieszych-ofiar wypadków, to trzeba pamiętać, że - to przede wszystkim w miastach - piesi w większości przypadków przekraczają jezdnie właśnie po oznakowanych przejściach: tam oni właśnie są. Trudno też wykluczyć, że jakąś część odpowiedzialności należałoby przypisać chwytliwemu, lecz fałszywemu określeniu sprzed lat - “pieszy na przejściu jest bezpieczny” (niestety nie dodawano niezbędnego uzupełnienia, że tylko wtedy, gdy pieszy przestrzega obowiązujących go zasad przechodzenia przez jezdnię). Pozostaje jeszcze problem hamowania przepływu potoku pojazdów - jak niektórzy podnoszą, istnieje obawa postawania ciągłych “korków” z racji obowiązku zatrzymywania pojazdów, gdy przy przejściu stanie pieszy - w tym względzie jest zadaniem dla organizatorów ruchu, by oznakowane przejścia nie były lokowane zbyt blisko siebie, a nadto, by częściej stosowano dla pieszych tzw. kładki ponad jezdnią, a nawet przejścia podziemne. Oczywiście to będzie kosztowało, ale coś za coś - przecież stale się mówi, że życie człowieka jest więcej warte niż cokolwiek innego.

Od pewnego czasu w związku ze szkoleniem nowych posiadaczy prawa jazdy pojawia się propozycja - może nawet postulat - nauczania “eko-drivingu”. Niezależnie od pięknie brzmiącej nazwy (zawsze, co angielszczyzna, to nie polszczyzna - podobnie mamy przecież “shopy”, “markety” i wiele innych, a także nieco już spolszczonych “celebrytów”, “iwenty” itp.), idzie tu o nauczenie kandydata na kierującego pojazdem zasad ekonomicznej, a więc oszczędzającej, drogie przecież paliwo, techniki jazdy. Jest to sprawa dość ważna, bo bezpośrednio dotycząca kieszeni posiadacza pojazdu, ale przecież nie ważniejsza niż technika jazdy obronnej (jak kto woli “pasywnej”), o której w ogóle się nie wspomina, a która - jeśli byłaby stosowana przez znaczącą część kierujących - w istotnym stopniu przyczyniłaby się do obniżenia liczby wypadków drogowych. O technice jazdy obronnej jakiś czas temu pisałem także na łamach tygodnika Prawo Drogowe News i szkoda, że sprawa przeszła bez żadnego efektu. Gdy widzę, zwykle młode wiekiem, osoby za kierownicami najczęściej dobrej klasy samochodów, jak ze znaczną prędkością jadą tzw. slalomem, gdy wyprzedzają poprzednika po prawej jego stronie, wciskając się brutalnie między niego i krawędź jezdni albo, gdy pędzą na złamanie karku wtedy, kiedy paręset metrów dalej świeci się na sygnalizatorze nad jezdnią czerwone światło i będą musieli gwałtownie hamować, po pierwsze żałuję, że nie nauczono ich właśnie techniki jazdy obronnej, a po drugie, że policja drogowa nie ma teraz zwyczaju być oznakowanymi samochodami w ruchu na drogach i stanowić przysłowiowy bat dla takich “ostrych jeźdźców”, zamiast radarami “wychwytywać” przekraczających dopuszczalną prędkość. Wszak wg statystyk, opracowywanych przecież przez policję, pierwszą pozycją wśród podawanych przyczyn wypadków są od lat błędne działania kierujących pojazdami (przede wszystkim niedostosowanie prędkości do warunków ruchu, nieprzestrzeganie pierwszeństwa przejazdu i nieprawidłowe manewry). Sławomir Gołębiowski

BIBITOS: To pieszych należy edukować o niebezpieczeństwach spotkania się z blachą samochodu. Nikt na świecie nie wynalazł jeszcze samochodu, który by się w miejscu zatrzymał. Każdy pojazd ma swoją drogę zatrzymania, a pieszy może się w miejscu zatrzymać. Jak jest blisko przejścia a jest duży ruch na jezdni, to niech podniesie rękę przez co stanie się bardziej zauważalny przez kierowców.

INSTRUKTOR: Ja proponuję dać pieszemu takie same prawa jak pojazd uprzywilejowany!!!! Pieszy może wejść na przejście tylko wtedy, gdy inny pojazdy się zatrzyma. A kierowców zmuszać, aby pieszych przepuszczać. To jest jedyna szansa, aby wypadków było mniej. Osoba, która zadecydowała o tym że pieszy ma pierwszeństwo na przejściu jest odpowiedzialna za śmierć pieszych na przejściu. Skoro pieszy ma pierwszeństwo na przejściu to pojazdy piesi wszyscy inni uczestnicy drogowi powinni mieć pierwszeństwo na przejazdach kolejowych!!!!!!!! Fachowcy z BRD zadziwiali by nas swoimi analizami i pouczali by maszynistów hasłami 10mniej na przejazdach kolejowych. Reasumując: jeśli nie zaczniemy edukować społeczeństwa aby nie wchodziło pod nadjeżdżające pojazdy to ludzie będą ginąć. A filmiki BRD z hasłem 10 mniej tylko zachęcają pieszych do włażenia na przejścia bez upewnienia się czy coś nie jedzie. Wiem to ponieważ szkolę TYCH pieszych którzy następnie staj ą się kierowcami.Wystarczy zrobić analizę ile z osób które zginęły na przejściu posiadały jakąkolwiek kategorię prawa jazdy? Może tu jest problem?

Artur Kucharczyk: Dlaczego nikt nie podnosi skutków ekonomicznych pierwszeństwa pieszego na przejściu? Przecież zatrzymanie np. kolumny dużych ciężarówek aby np. JEDEN pieszy skorzystał z prawa pierwszeństwa jest najzwyczajniej nieekonomiczne! Jest jeszcze wiele innych czynników przemawiających za tym, aby pieszy udzielał pierwszeństwa pojazdom.

Krzysztof Gietek: Im więcej praw tym więcej bezprawia. W chwili obecnej przepisy o zasadach zachowania się na przejściach dla pieszych oraz dla kierowców przejeżdżających przez te miejsca są proste i zrozumiałe. W tej chwili brak jest zapisu o obowiązku zatrzymania się pieszego przed wejściem na przejście. Znak D-6 zobowiązuje do zwolnienia w obrębie przejścia i nakazuje ustąpić nawet dla wkraczającego na przejście. Dlatego też pomysł posłów oceniam jako dobry, a za wypadek na przejściu odpowiada zarówno kierowca jak i pieszy. Winę za wypadek ponoszą dwie strony- po 50%.